wtorek, 23 grudnia 2014

Moc (przed)świątecznych atrakcji

Czytając jakiś czas temu najpierw zapowiedź, a potem relację z Christmas Market u Mini, żałowałam, że u nas nic takiego się nie odbywa, a tu niespodzianka bo w tym roku miał miejsce pierwszy w historii miasta jarmark bożonarodzeniowy Łódź Pod Choinką. Jarmark odbywa się w dniach 12-24.12 tu wszelkie szczegóły. My na Jarmark wybraliśmy się w minioną sobotę ponieważ jedną z atrakcji była Świąteczna Wioska Świętego Mikołaja, a w nim prawdziwe renifery :)


I powiem Wam, że przyjemne z nich stwożonka. Niestety trafiliśmy na nieprzyjemną aurę deszcz padał jak szalony, więc Renifery podziwialiśmy i szybko zmyliśmy się do domu. A co na Jarmarku można było zobaczyć po za budkami, w których można było zrobić świąteczne zakupy jedzeniowe i nie tylko. Było lodowisko niestety pełne lodu i wody, był tor saneczkowy, ale żywej duszy na nim nie było, a winowajcą wszystkiego był deszcz.
Po drodze zajechaliśmy zobaczyć piękną 13 metrową żywą choinkę przyozdobioną setkami świecidełek, a do tego piękna iluminacja głównej ulicy naszego miasta. Oj robi wrażenie.

Atrakcji świątecznych w tym roku u nas nie brakuje. Jak co roku od dłuższego czasu na Rynku w Manufakturze, tradycyjnie stanęła choinka, lodowisko, świąteczne budki ze świątecznymi pysznościami i nie tylko, wielki młyn do mielenia złych uczynków, a w środku zagościła piernikowa chatka z Mikołajem, z którym możesz na miejscu zrobić zdjęcie, a za zdjęcie płacisz co łaska wspierając w ten sposób fundację. Zdjęcie mamy i my znaczy mama i Lulcia. 
Pierwszy raz też uczestniczyłyśmy w warsztatach wypiekania pierniczków. każde dziecko otrzymało kulkę ciasta, wałek, foremki do wyboru do koloru na stoliczkach były. Dzieciom w wypiekaniu pierniczków pomagali wolontariusze, Lulci mama. Kiedy pierniczki się upiekł czas na ozdabianie do wyboru był lukier biały i żółty oraz różne koraliki, gwiazdeczki. Upiekłyśmy trzy pierniczki po jednym dla każdego :)
W manufakturze podziwiać też możemy nietypową choinkę całą z klocków LEGO.
A na koniec świątecznych atrakcji kilka słów o Mikołajkach w żłobku Lulkowym. Dzieci w tym roku zamieniły się w Smerfy i na Mikołajki udaliśmy się do wioski Smerfów smerfastycznie :) Były piosenki, tańce i szaleństwa. I powiem Wam to był pierwszy występ w którym nasza Lulcia brała aktywnie udział śpiewała, tańczyła, wszystkie wcześniejsze były u boku mamy lub taty, a na tych występach najważniejsza była Natalka i mamy i taty wcale mogło nie być. Był Mikołaj i słodki poczęstunek i było bardzo wesoło i kolorowo :)

Teraz nie pozostaje nam nic innego jak oczekiwać na wigilijna kolację :) Ale jeszcze nam chwilka została i chciałabym z tego miejsca Wam wszystkim

Na te zbliżające się Święta życzę Wam
Wiele radości, którą będziecie mieli z kim dzielić, 
miłości do siebie i świata,
rajskiego nastroju, 
apetytu na życie, 
magii na co dzień, 
wszystkiego seksownego, 
nieograniczonych możliwości, 
śmiałych marzeń, 
nieposkromionej ochoty na więcej.

Szczypta o Mnie

niedziela, 21 grudnia 2014

20 tydzień - dziecko pięknieje zaczynają rosnąć włoski na główce - Aktualizacja

Stan Szczypty na 20 tydzień ciąży:

  • waga 71 kg
  • obwód brzuszka 93 cm, ale to już ostatni pomiar brzuszka moja mama zabroniła mi mierzyć brzuszka jakiś przesąd, zabobon nie wolno i już
  • długość maluszka ok 16 cm
  • waga maluszka wg. USG  322 gr
  • samopoczucie w odchodzącym 19 tygodniu bólu głowy nie było pojawił się za to ból zęba na szczęście szybko udałam się do dentysty i na szczęście okazał się to nie ząb, a zapalenie jakie mi się wdało w dziąsło za ósemką, które sobie przygryzłam podczas jedzenia zalecenie tantum verde i jest wielka poprawa, apetyt jest większy, ale nie tak wielki jak był, senność nadal towarzyszy 
  • sama nie wiem czy to wciąż katar, ale nos mam pełny, a do tego wydzielina podbarwiona krwią
  • dzidziuś co raz bardziej staje się aktywny szczególnie go czuję kiedy nie jestem aktywna
  • do końca pracy pozostały 2 dni :)
  • USG połówkowe odbyło się 18.12, ale w opisie USG przeczytać możemy uwidocznione jelito hyperechogenne zalecenie badanie USG w ośrodku referencyjnym pani dr wykonująca USG powiedziała, że nie ma czym się martwić na zapas ona jest pierwszym ogniwem do wychwycenia jakichkolwiek nieprawidłowości i dopóki diagnoza się nie potwierdzi nie ma co zaprzątać sobie głowy zadzwoniłam do mojego gina potwierdził jej słowa, że nie ma czym się martwić na zapas mam się umówić na USG termin 22.12 godz 16.45 zaciskajcie mocno kciuki ja głęboko wierzę i wiem, że wszystko będzie dobrze, bo genetyczne USG wyszło na 5. A może, któraś z Was miała podobną sytuację. Poza tym Wam powiem, ale to i tak nie ma znaczenia pani dr, która mi wykonywała USG nie była zbyt sympatyczna nie odwróciła ani razu monitora od USG w moją stronę bym mogła zobaczyć maluszka, z wielką łaską wydrukowała mi zdjęcie dzidziusia, które jak dla mnie jest mało czytelne, a na moje pytania co do tego jelita odpowiedziała, że jest pierwszym ogniwem do wykrycia jakichkolwiek nieprawidłowości. 
  • jestem po USG u prof. troszkę się zdziwił, że tak szybko go po poprzednim USG odwiedzam, ale wytłumaczyłam, że chcę mieć spokojne święta, obejrzał dzidziolkę na wskroś mierzył bardzo dokładnie wszystkie parametry począwszy od główki i mózgu, a kończąc na nóżkach Markery czyli ta echogeniczność jelitka widoczna jednak prof. powiedział, że jest to marker z kolei może 8 w kolejce do obserwacji. Bo najważniejsze markery na jakie lekarze zwracają uwagę to kształt główki, w pierwszym USG tym genetycznym przezierność karku, kość nosowa, długość kości udowej, prawidłowy przepływ krwi przez serduszku i sama budowa serduszka, a dopiero gdzieś tam w kolejce jest jelitko. Prof. napisał mi w opisie echogeniczność brzuszka podwyższona i powiedział, że do obserwacji i mam się niczym nie martwić i spokojnie spędzać Święta. Więc muszę się zastosować do zaleceń lekarza i czekać spokojnie na wizytę na 30.12.
c

Szczypta o Mnie

wtorek, 16 grudnia 2014

Podarki

Ostatnio co tylko przychodzę do domu to odbieram paczki. Pierwsza paczka to i pierwsze moje wygrane CANDY http://ecomanufaktura.blogspot.com/, potem była niespodzianka od Inki otrzymałam do wypróbowania kawę Inkę z magnezem, potem paczka z dalekiej Bułgarii, ale w niej już wiecie co było, kartka ze świątecznymi życzeniami z zielonej Irlandii od Mini, paczka ambasadorki z Evrydayme i paczka z wygraną w CANDY u Kreatywnej Mamy. Mówię Wam wszystkie bez różnicy cuda wykonane metodą hand made są piękne, cudowne, kreatywne, niepowtarzalne jedyne w swoim rodzaju każda z nich z osobna dodaje niepowtarzalnego uroku mojemu domkowi :)
Popatrzcie czym mnie obdarowała Kreatywna Mama miałam dostać choinkę z białych piórek i bombkę, a jako coś extra dostały podarki moje dzieci, Lulcia otrzymała malowankę do malowania wodą, a dzidziolek w brzuszku płytę do słuchania w ciąży Mądry Bobas, już przesłuchana została cudowna muzyka w sam raz do zasypiania :)



Szczypta o Mnie

piątek, 12 grudnia 2014

19 tydzień - dziecko zaczyna słyszeć mamusiowy głos

Stan Szczypty na 19 tydzień ciąży:

  • waga 70 kg
  • obwód brzuszka 93 cm
  • długość maluszka 14 cm
  • waga maluszka 200 gr
  • samopoczucie w odchodzącym 18 tygodniu bóle głowy niestety znów mi towarzyszyły, apetyt dopisuje szczególnie mam ssanie na cytrusy ale tylko wybrane grejpfrut, ananasem, ale tylko świeżym też nie pogardzę senność mimo 9-10 godzinnego snu jestem zmęczona w ciągu dnia
  • katar jest ale w dużo mniejszym stopniu jak był
  • w odchodzącym 18 tygodniu łaskotania w brzuszku towarzyszyły
  • brak rozstępów na brzuchu i piersiach zgodnie z tym co mi się sprawdziło podczas pierwszej ciąży nie używam żadnych jak dla mnie przereklamowanych środków, smaruje się zwykłą oliwką raz dziennie wieczorem
  • jestem bardzo rozchwiana emocjonalnie jak widzę jakąś wzruszająca scenę, historie w TV to zaraz klucha mi staje w gardle, a łzy same napływają mi do oczu
  • a na dodatek jestem bardzo kłótliwa


Szczypta o Mnie

środa, 10 grudnia 2014

Blogowa wymiana Mikołajkowa

W ubiegłym roku organizatorką takiego przedsięwzięcia byłam ja, w tym roku byłam jedną z uczestniczek takiej wymianki Mikołajkowej, którą organizowała Mamuśka Mylcia. 
Długo przyszło mi czekać na moją niespodziankę nie wiem czy to wina Polskiej czy Bułgarskiej Poczty, ale wiem jedno warto było. Swoją paczuszkę otrzymałam w poniedziałek 8.12 czyli po Mikołajkach, ale to nic nie szkodzi ba mogłabym rzecz nawet lepiej w końcu miałam Mikołajki przedłużone :)
Niespodziankę Mikołajkową przygotowała dla mnie Malwina która czaruje cuda na szydełku, oczy przecieram ze zdumienie, że można takie cuda tworzyć :) Zresztą zobaczcie same :)

 Słodycze bułgarskie :) Pochłonęłam je w mig, a d..a rośnie :)

Spineczki dla Luleczki

I sowa w roli głównej kolor idealnie dobrany pasuje do reszty poduch na kanapie w salonie jak to Malwina powiedziała zostałam ostatnimi czasy zasowiona :)

Dziękujemy :*

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Mikołajki

Mikołajki jak szybko się pojawiły tak szybko się zmyły. Ale pozostaną w naszej pamięci.
A jak my celebrujemy Mikołajki 6.12.
Z początkiem grudnia co by Mikołajowi było prościej z podarkami, piszemy List do Świętego Mikołaja. List obowiązuje na Mikołajki i na Wigilię. Na Mikołajki dajemy sobie podarki, a ten większy kaliber w wieczór Wigilijny. I tak w tym roku wszyscy zasiedliśmy do stołu, długopisy w ręce i popłynęliśmy, no po za Lulcią ona zamiast długopisu przelała treść swoich marzeń z pomocą kredek  w postaci rysunku. Listy napisane, zapakowaliśmy w koperty i chowamy, albo pod poduszkę, albo na parapecie co by Świętemu łatwiej było zabrać. W tym roku listy rodziców wylądowały na parapecie, a Lulcia położyła list pod samym balkonem, co by Mikołąj jej pierwszy list zabrał :) Dnia następnego rano pierwsze co zrobiła pomaszerowała sprawdzić czy Mikołaj list zabrał i ku jej zdziwieniu zabrał, zniknął. Pisanie listu tak jej się spodobało, że przez kolejne dwa dni pisała i kładła list pod balkonem. Niestety kolejnych listów nie zabrał :( po dwóch kolejnych próbach zrezygnowała.
A w liście każdy z nas do Mikołaja upisał swoją listę prezentów co by Mikołąj miał w czym wybierać.
A 6.12 Mikołaj zostawił nam wcale nie takie drobne podarki jak się okazało. Lulcia swój podarek znalazła rano pod poduszką, dnia poprzedniego mówiliśmy jej, że musi szukać prezentów od Mikołaja albo w butach, albo pod poduszką, a po śniadaniu odkryła, że kolejny podarek stoi przy drzwiach wejściowych.
Tatko swój podarek znalazł w bucie, podobnie jak mama. A co znaleźliśmy:

 Lulcia kolejne książeczki z serii Misia Marysia pod poduszką

A przy drzwiach wejściowych:
tatko:
mama:

Ale to nie koniec atrakcji Mikołajkowych. W niedzielę pierwszy raz byliśmy w kinie z Lulcią na "Parauszek i przyjaciel". Lulcia dostała dyplom Mój pierwszy raz w kinie, balona i kredki jako nagrodę pocieszenia. Bo na scenie odbywał się konkurs dla dzieci :) Film był podzielony na krótkie odcinki trwające z 10 min każdy. Ciekawa byłam jak zareaguje na film, bo Lulcia bajek nie ogląda i w sumie mogłam się spodziewać efektu. Wysiedziała nie całe dwa odcinki i chciała już iść do domu. A w domu ubraliśmy choinkę, która cieszy już nasze oczy, co raz bliżej Święta :)

W Mikołajki odwiedziła nas teściowa pierwsza wizyta od chyba prawie roku przyjechała prezenty dała i myśli, że wszystko załatwiła ech brak słów :/

Szczypta o Mnie

sobota, 6 grudnia 2014

18 tydzień twarz nabiera wyraźnych rysów, oczy przesuwają się do przodu

Stan Szczypty na 18 tydzień ciąży:

  • waga 70 kg
  • obwód brzuszka 92 cm
  • długość maluszka 13 cm
  • waga maluszka 150 gr
  • samopoczucie w odchodzącym 17 tygodniu ból głowy pojawił się w czwartek i piątek. ale dość szybko przeszedł, wzmożony apetyt i senność mimo 9-10 godzinnego snu jestem zmęczona w ciągu dnia
  • dopadł mnie paskudny katar i nie chce mnie odpuścić, jeśli znacie domowe sposoby na katar dzielcie się
  • w 17 tygodniu bez dwóch zdań w czwartek 4.12 poczułam pierwsze ruch orzeszka, łaskotał mamusiny brzuszek w pracy, a gęba sama się uśmiechała
  • ciągle pracuje, ale postanowione do końca roku, z Nowym Rokiem idę na zwolnienie
  • wizyta u ginekologa zaliczona wszystko prawidłowo, odstawiłam Luteinę, mam wykupić jedno opakowanie na wszelki wypadek gdyby twardniał brzuszek, mam wrócić do brania, na wizycie słuchałam bijącego serduszka miód na moje uszy, kolejna wizyta 30.12 zlecone badanie krwi i moczu, 18.12 USG połówkowe

Szczypta o Mnie

środa, 3 grudnia 2014

Sówki od Mamuśki Mylci

Dziś w roli głównej na moim blogu zaprezentują się cuda od Mamuśki Mylci . Bo jeśli nie wiecie to kreatywna z niej osóbka szyje cuda z filcu i to nie byle jakie. Jakiś czas temu zorganizowałyśmy swoja prywatną wymiankę z Mylcią. Zasada była prosta ja przygotowuje coś z decu dla Mylci, postawiła na skrzyneczkę motylkową, a ona filcowe cuda dla nas. Poprosiłam Mylcię o zrobienie dla nas sowy, w kolorze różowym, bo zarówno ja jak i Lulcia uwielbiamy różowy :) Wymianka nam się przeciągnęła, z różnych powodów, bo wstępny termin miał być koniec września, a w rezultacie zastał nas prawie grudzień. Ale nasze filcowe cuda są już z nami. Zobaczcie same co Mylcia przygotowała dla nas. Jeszcze raz ślicznie dziękujemy i polecamy się na przyszłość.



Szczypta o Mnie

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Wariacje z liśćmi

„Ola i liście” 

I. Poszła Ola na spacerek
na słoneczko i wiaterek, 
a tu lecą jej na głowę
liście złote i brązowe,
a tu lecą jej na głowę
liście złote i brązowe


II. Myśli Ola liści tyle

bukiet zrobię z nich za chwilę,
la, la, la, la, la, la, la, la
la, la, la, la, la, la, la, la 


I tak liście nam towarzyszą, podczas codziennego powrotu ze żłobka, codziennych spacerów tych krótszych i tych dłuższych, ba mało tego liście są z nami cały czas obecne w słowach piosenki ze żłobka, którą Lulcia po raz pierwszy zaśpiewała sama, (trochę przekręca słowa, ale to nie ważne) rodzice pękają z dumy, ważne jest jej zaangażowanie w śpiewanie i ciągłe poprawianie mamy czy taty, którzy też chcą śpiewać, a słyszą w zamian co "To nie tat".  Zawsze z jakiegoś spaceru liście wracają z nami do domu. 
Ostatnio mamie do głowy wpadł pomysł na zabawę z liśćmi i to nie robienie bukietu. Nazbierałyśmy liści, przyniosłyśmy ich trochę z różnych drzew, coby był  wybór co do kształtu i wielkości. Ustawiłyśmy stolik, krzesełko, wyciągnęłyśmy farby z pędzelkiem i przystąpiłyśmy do naszej zabawy. A polegała ona na malowaniu liścia farbami by potem móc go odbić na białej kartce papieru. Lulcia bardzo się zaangażowała w swoją pracę, starannie malowała liście różnymi kolorami, a potem je mocno odbijała na kartce, zresztą zobaczcie sami :)







Szczypta o Mnie

sobota, 29 listopada 2014

17 tydzień dziecko słyszy bcie serca mumusinkowego

Stan Szczypty na 17 tydzień ciąży:

  • waga 69 kg
  • obwód brzuszka 88cm
  • długość maluszka 12 cm
  • waga maluszka 110 gr
  • samopoczucie w odchodzącym 16 tygodniu nie miałam bóli głowy uff, samopoczucie dobre po za ciągle towarzyszącym apetytem i wzmożoną potrzebą snu
  • w końcówce 16 tygodnia poczułam pierwsze ruchy dzidziusia uczucie podobne do łaskotania towarzyszyło przy tym dużo śmiechu i uśmiechu, w ciąży z Lulcią pierwsze ruchy poczułam w 20 tygodniu ciąży

Szczypta o Mnie

piątek, 21 listopada 2014

16 tydzień - Dziecko rozmiarem przypomina drobną ludzką dłoń

Stan Szczypty na 16 tydzień ciąży:

  • waga wyjściowa to 60 kg dziś jest 68 kg o matko najświętsza masakra jak tak dalej pójdzie chyba ze 100 kg będę ważyć
  • obwód brzuszka początkowej miary nie znam, a szkoda nie przyszło mi do głowy by zmierzyć,  na dziś 85 cm
  • długość maluszka 11 cm
  • waga maluszka 90 gr
  • samopoczucie w odchodzącym 15 tygodniu towarzyszyły mi bóle głowy, pulsujące, straszne momentami nie do wytrzymania, pocieszający jest fakt, że podobnie było z Lulcią w 4 mc ciąży zaczęły mnie nawiedzać wspomniane bóle głowy, które po mc przeszły i oby teraz tak było
  • apetyt wzmożony, ale już nie tak jaki towarzyszył mi na początku ciąży
  • wygląd zewnętrzny mamuśki: od czasu do czasu pojawiają się pojedyncze wypryski na twarzy, zdecydowanie powiększone piersi chyba o jeden rozmiar do przodu jak nic dużo bardziej większe niż w pierwszej ciąży
  • samopoczucie: nadal towarzyszy mi wzmożona ilość zapotrzebowania na sen





Szczypta o Mnie

środa, 19 listopada 2014

Jeszcze coś z zapisków ciążowych co w poprzednich umknęło, a równie ważne są

O ciąży będzie ciąg dalszy już nie dalszy, a prawie bieżący.  Jak wiecie swój poprzedni post zakończyłam tym, że wybraliśmy się na Weekend Listopadowy w Góry Stołowe oczywiście po konsultacji z moim gin, który zgodę wyraził. O naszym wypadzie w góry będzie osobny post. Po powrocie z Gór, wróciliśmy jak wiecie dzień wcześniej niż planowaliśmy, we wtorek wieczorem zaczęło mnie coś rozbierać, pożarłam czosnek i miód z cynamonem co by zadusić cholerstwo w zarodku. W nocy doszła gorączka prawie 38 piłam napotną lipę, ale pocenie nie chciało przyjść. W środę rano miałam zamiar iść do pracy jednak zamiast do pracy poszłam do lekarza z gorączką i potwornym bólem gardła. U lekarza na szczęście zarówno do rejestracji jak i do lekarza nikt sprzeciwu nie wykazywał i przepuścili mnie w pierwszej kolejności. O dzięki ! I tak angina ropna jednostronna, zalecenia dwa dni czekam jak objawy się nasilą włączyć trzeba antybiotyk. Zalecenia na zbicie gorączki okłady z octu, chłodna kąpiel, napotne napoje co by się wypocić, na gardło próbować usunąć czopy ropne, (gdyby to było proste), płukanie woda z solą, z sodką, z wodą utlenioną na przemian, do psikania Hascosept. Dzielnie włączyłam, ale nie zwyciężyłam i w czwartek po konsultacji z jeszcze jedną Panią dr i tu dziękuje za tą konsultację i utwierdzenie w przekonaniu, że antybiotyk przy mojej anginie w moim stanie to mniejsze zło. mua :* Antybiotyk poszedł w ruch bo migdał został zaatakowany przez ropę drugi i już były dwa obolałe i chore, gorączka zejść nie chciała, ja jeść nie mogłam z sił opadałam, bo tylko bym spała. Antybiotyk okazał się zbawieniem, bo na dzień następny w piątek czułam się jak nowo narodzona, czuję, że wracam do żywych. Mam nadzieję i proszę by więcej choróbsk się mnie już nie imało w tej ciąży,bo już limit swój wyczerpałam. Już dwa z antybiotykami dość. Tak więc coś muszę o odporności pomyśleć na ten okres zimowy co dopiero przed nami.  Jak znacie coś polecacie, chętnie przyjmę :)

A druga część naszych ciążowych opowieści będzie o tym jak starsza siostra zareagowała na wieść o dzidzi w brzuszku. Pozytywnie bardzo. Ucieszyła się. Na pytanie czy chciałaby siostrę czy brata odpowiedziała jednomyślnie siostrę. Już padły nawet propozycję imion Tala czyt. Natalia więc jeśli dojdzie co do czego chyba mama z tatą za wiele do powiedzenia nad wyborem imienia nie będą mieli do gadania. Łóżka w pokoju nie odda dzidzia ma spać na podłodze obok łóżka Lulci co by jak zapłacze będzie mogła ją uspokoić, będzie jadła sisio czyt. cycusia i kto będzie dzidzie karmiła Lulcia, przecież nie mama. I Lulcia uwaga też ma dzidzie fufo czyt.w brzuszku.  Generalnie dopytuje się o wszystko w temacie dzidzi. I tak gdy jest weekend wstajemy, znaczy się Lulcia wstaje mama by z chęcią pospała to się pyta czy skoro mama chce spać to czy dzidzi też, jak mama jednak wstaje, to czy to znaczy, że dzidzia też już wstała, kiedy mama je, to czy dzidzia też je, kiedy chorowała mama na paskudną anginę to czy dzidzi też choruje, a jak trzeba iść spać, a mama ostatnio chodzi wcześniej spać to wszystkich ucisza bo dzidzia już śpi,  etc.... Pokazywaliśmy jej zdjęcia z USG, ale generalnie chyba nie za bardzo do niej przemówiły, bo minę miała nie tęgą. Natomiast co miłe uwzględniła w planach naszego domku na przyszłość duży pokój dla Lulci bo jest lula-duża, a dla dzidzi maluty-malutki pokój b jest mala-mała. I tak wyglądają relację Lulci z dzidzią na tym etapie, zobaczymy jak sprawy potoczą się dalej,kiedy mamuśće brzuszek zacznie rosnąć bardziej, a i dzidzia zacznie kopać :)

Czekamy wszyscy z niecierpliwością : na to :)

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 17 listopada 2014

Weekend Listopadowy

Weekend Listopadowy. W tym roku spędzony w gronie naszej trójki i jednego dzidzia w brzuszku :) w Górach Stołowych, znajomi chętni byli, ale w ostatniej chwili wycofali się z powodów bliżej nieokreślonych.
Tak więc kwatery szukać postanowiliśmy na miejscu, za miejscowość docelową uznaliśmy Kudowę Zdrój. Jednak kij jakiś nas podkusił i po drodze postanowiliśmy objechać mniejsze miejscowości, wsie w poszukiwaniu kwater i to był nasz błąd bo czas straciliśmy, a kwater nie znaleźliśmy.  W Kudowie udało się nam to od razu. Kwatera z osobnym wejściem z własnym aneksem kuchennym i łazienką dużym salonem i sypialnią za 30 zl/os za Lulcię nie płaciliśmy z własnym małym ogródkiem cudowne miejsce mówię Wam.
Pierwszego dnia po rozpakowaniu szpargałów udaliśmy się na jedzenie bo żołądki przyrosły nam do kręgosłupa. Wybraliśmy Cafe Domek. Żarcie może być nic nadzwyczajnego, szybko podane,estetycznie i co najważniejsze najedliśmy się. Potem szybkie zakupy na śniadanie i spanie my z Lulcią zawinęłyśmy się o 20, tatko rzecz jasna oglądał TV.
Dzień drugi po śniadanku wybraliśmy się na zdobycie (O)Błędne Skały  położone na wysokości 900 m n.p.m. jest to zespół bloków skalnych, które tworzą malowniczy labirynt. Pogoda w wędrówce nam dopisała świeciło piękne słońce, a my maszerowaliśmy, oczywiście tatko miał przechlapane bo od czasu do czasu musiał dźwigać 14 kg słodki ciężar na plecach, który marudził, że bolą go nogi, ale powiem Wam z ręką na sercu trasa łatwa, prosta, były może dwa takie naprawdę konkretne podejścia po skałach, korzeniach pod górę gdzie sama musiałam odpocząć to nie ma co Lulcia pięknie maszerowała i wspinała się po tych górach, bo na tych odcinkach nie było mowy, by tatko ją niósł. I wielu turystów na drodze spotkanych jej to mówiło, że jak ona dzielna, że tak pięknie wchodzi pod tą górę. Marudziła wiadomo to naturalne, musiała na chwilę przycupnąć na skałkach co by nabrać sił, ale przekąski robią swoje :) Po 1,5 godz marszu udało się doszliśmy i co. Piękne widoki, a sam Labirynt niebywałe zjawisko, kto nie był polecam. Labirynt momentami tak wąski,że bez dwóch zdań nie dla wszystkich kto bardziej puszysty by nie przeszedł, musiałby się cofnąć, albo by się zaklinował no mówię Wam na bum cyk cyk, a ilu turystów to głowa mała, aż trudno uwierzyć. Lulci ten skalny labirynt bardzo się podobał szczególnie wąskie przejścia. Droga powrotna była już łatwiejsza bo z górki.  Tego samego dnia zobaczyliśmy jeszcze Kaplicę Czaszek w Czermnej.
Po zwiedzaniu udaliśmy się na zasłużony posiłek do Baru Ania. Uwielbiam takie miejsca coś na wzór baru mlecznego, których dziś jak na lekarstwo, a szkoda, bo tam można zjeść smacznie, niedrogo, domowo, jak u mamy i pysznie. Tak było też u Ani. Zjedliśmy po pysznej pomidorówce, na drugie każdy coś innego tatko wątróbkę, ja szwajcara,a Lulci sama zupa do szczęścia wystarczyła, do tego pyszny kompot, gdzie dziś dostaniesz kompot wszędzie tylko ta paskuda cola, a za wszystko zapłaciliśmy 40zł, a najedliśmy się jak dzikie osły. Polecam Wam. Ja zawsze szukam na posiłek takich miejsc, bo wiem, że zjem pysznie, niedrogo , swieżo i zdrowo.
A Wy jadacie w takich miejscach ?
Po obiadku wyruszyliśmy na research Kudowy. I tak trafiliśmy do Pijalni Wód, zwiedziliśmy Park Zdrojowy i okoliczne stragany. Dzień następny maiła być wycieczka do Wrocławia.
I była wycieczka do Wrocławia, ale w drodze powrotnej do domu, bo Lulcia dostała jakiejś wysypki i woleliśmy dmuchać na zimne.
Ale rano kiedy już wyszykowani wychodzi z domku w ogródku skubią trawkę dwie małe sarenki uwierzycie w to widok cudowny, niebywały wprost, nieziemski.
Walizy spakowane, a że w drodze powrotnej z Kudowy do Wrocławia moc atrakcji, tak zahaczyliśmy o
Zamek Leśna na Szczytniku, dziś zaadoptowany dla Domu Pomocy Społecznej dla Umysłowo Chorych Mężczyzn, więc zwiedzać można z zewnątrz.
Kolejny punkt na naszej drodze to Krzywa Wieża w Ząbkowicach Ślaskich niestety był poniedziałek, a w poniedziałki Wieża zamknięta dla zwiedzających,szkoda, bo krzywa jest, a Zamek w Ząbkowicach w remoncie. I ostatni punkt, o który zahaczyliśmy to Twierdza w Srebrnej Górze robi wrażenie, zwiedzaliśmy sami bez przewodnika, a korytarzach podziemnych twierdzy można by na własną rękę się zgubić.
I na koniec Wrocław miały być pyszne pierogi w Starym Młynie, ale kolejka nw oczekiwaniu na stolik była dwumetrowa, masakra :/ Skończyło się na Sphinxie dawno w nim nie byłam i prędko nie wrócę rozczarowałam się nie wiem czy to wrażenie wrocławskiego Sphinxa, ale było nie smacznie, tłoczno i nic nie mają dla dzieci, bo to menu dla dzieci proszę, ale nich se wsadzą w t...k Na Wrocławskim Rynku przebiliśmy piątkę z jednym z wrocławskich krasnali i wróciliśmy do auta, bo przed nami jeszcze długa droga, a na zegarze była 19:30.Z pewnością do Wrocławia chciałabym wrócić na dłużej i przyjrzeć mu się z bliska i z pewnością go odwiedzę.
I tak w spokoju i dość szybko wróciliśmy do domu przekraczając próg domu parę minut po 22 :)


 (O)Błędne Skały
 Młode sarenki przywitały nas rano w ogródku :)
 Krzywa Wieża w Ząbkowicach Śląskich


Szczypta o Mnie

piątek, 14 listopada 2014

Zapiski ciążowe

Na początku dziękuje każdemu z osobna za miłe słowa, komentarze, sms, maile z gratulacjami o brzuszku mua :*

Jestem w ciąży ! Test to potwierdził, ale czemu się nie cieszę. Nie ciesze się, bo towarzyszy mi strach. Wierzę jednak, że wszystko będzie tym razem w porządku, że nie powtórzy się już to co mnie/nas spotkało w maju. Jednak na tą chwilę, a jest to 7 tydzień ciąży wie przyszła mama i tata nikt więcej. Czekam z niecierpliwością na wizytę na 30.09, na oficjalne potwierdzenie dobrych wieści, a co do powiadomień o dobrych nowinach póki co mam zamiar czekać do końca pierwszego trymestru, ale to póki co założenia jak wyjdzie zobaczymy. Zapiski będą dość chaotyczne, ale mnie to nie przeszkadza, ba szczerze nie wiem czy ujrzą kiedyś światło dzienne.
Ale do rzeczy.
Dzieciątko wszystko na to wskazuje zostało poczęte na naszych greckich wakacjach w dniu urodzin mężusia tak świętowaliśmy owocnie :) Testu nie zrobiłam zaraz od razu, natychmiast, odwlekałam to w czasie, zrobiłam dopiero po ok 10 dniach od braku @ choć wiedziałam, co jest na rzeczy.
A jaki jest początek tej ciąży. Ano podobny do pierwszej owocnej ciąży z Lulcią. Dopadło mnie przeziębienie, z którego nie udało mi się wykaraskać.Musiałam zażyć niestety antybiotyk. Siła wyższa. Lekarz po tygodniu łykania syropu z cebulki i nasilającym się kaszlu dostałam Amotaks, bezpieczny dla dzidziusia, choć wiadomo, że antybiotyki dobre nie są, ale wierze, że będzie, jest wszystko ok. W fakcie tym utwierdził mnie też lekarz mój i pulmonolog. Z Lulcią też miałam przeziębienie i ogólne samopoczucie na grypę, ale udało się wykaraskać. Dokucza mi strasznie wilczy apetyt podobnie teraz jak i z Lulcią nie towarzyszą mi nudności, a wilczy głód. Jestem ciągle nie najedzona, co zjem to zaraz czuję ssanie w żołądku, jadłabym non stop, masakra już przytyłam 1,5 kg jak tak dalej pójdzie to będę jak wieloryb, ograniczam się jak mogę rozdzielam sobie posiłki na mniejsze, a częstsze, zapijam się herbatą, albo wodą, ale to nic nie pomaga jestem ciągle głodna, byle do 14.11 wtedy koniec pierwszego trymestru i mam nadzieje, że wilczy głód mi odpuści, mówię Wam masakra :/ Co prócz tego moje piersi są bardzo wrażliwe i tkliwe na dotyk, po za tym już nabrały większych kształtów :), a po za tym senność mega senność, w pracy póki co 8 godz jestem i walczę ze snem. Staram się chodzić wcześniej spać, ale o 14 łapie mnie kryzys snu, po powrocie do domu jak jest okazja staram się choć na chwilkę zdrzemnąć, albo choć na chwilkę się położyć i odpocząć, choć jest to trudne przy aktywnej trzylatce. I tak nam lecą kolejne dni i tygodnie, a każdy tydzień zbliża nas do końca pierwszego trymestru.

30.09 pierwsza wizyta u gina. Ginekolog prowadzi ciąże inny ze szpitala prowadził mnie podczas poronienia i wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Miły, współczujący, odpowiadał na każde pytanie i wiedziałam, że do niego pójdę na wizyty kontrolne. Zresztą zlecił mi po poronieniu szereg badań by może znaleźć przyczynę czemu tak się stało z badań nic nie znalazł. Tak miało być. Z Panem dr miałam do czynienia pamiętam bo jest bardzo przystojny :) podczas porodu z Lulcią, bo szpital nie zmiennie ten sam.
Po badaniu i wywiadzie pan dr potwierdził ciążę, teraz tylko trzeba dokładnie się przyjrzeć co tam w środku piszczy. Pierwsze USG mamy 16.10. A co po za tym na wizycie. Przepisana została mi luteina 2xdziennie, ciąża wyższego ryzyka ze względu na poronienie, które miało miejsce w maju, więc mam się oszczędzać, nie przemęczać i nie forsować. Hmm łatwo powiedzieć trudniej zrobić.

O ciąży nadal wiedzą tylko przyszła mama i tata. Tak jak mówiłam mamy zamiar przekazać radosną nowinę kiedy pierwszy trymestr się skończy. Pracuję nadal, pytałam się gina wyraził zgodę ze względu na prace siedzącą, lekka, przy kompie z informacją, że w każdym momencie mogę prosić o zwolnienie. W pracy pracuję na pełen etat 8 godzin i pracodawca póki co nic jeszcze nie wie zamierzam powiedzieć po USG. Spytać można czemu nic nie wie, a no temu, że troszkę gdzieś tam mam pewne obaw, a składa się na to kilka bardzo ważnych, istotnych czynników.

Głodna nadal jestem jem strasznie dużo przytyłam 5 kg rozumiecie to 5 kg jak tak dalej pójdzie będzie masakra, ale ja Wam mówię z ręką na ręku, że jak nie zjem to mam mdłości. Tak było w miniona sobotę 4.10 kiedy wracałam ze swoim tatą z działki. Przed wyjazdem zjadłam zupę, ale po jakimś czasie byłam wciąż głodna, i ten cholerny głód przerodził się w tak masakrystyczne mdłości, że jadąc autem musiałam przerwać rozmowę z mama przez telefon, otworzyć okno, bo myślałam, że wystawię łeb przez okno i się zerzygam. Wpadłam do domu rozebrałam się w piżamę, pociumałam spagethi, które zrobił mój kochany mąż, ale wyjątkowy miałam wstręt jak na nie patrzyłam i poszłam spać, a na zegarze była 19. Chwile poleżałam zasnąć nie mogłam i miałam pierwsze spotkanie tej ciąży z toaletą, ale od razu lepiej się zrobiło, zasnęłam i spałam do rana i w końcu chyba się wyspałam.

Czekamy do 16.10 na USG. W głowie mam USG genetyczne ze względu na poronienie muszę w końcu się zapisać.

16 minął jestem po USG. Kamień spadł mi z serca wszystko w porządku ciąża żywa, na tym etapie prawidłowa wg. USG 9 tydzień, termin na 15.05.2015 zrządzenie losu tego dnia wydarzyło się to co bym chciała wymazać na zawsze z pamięci.
Dzidziuś żywy, było widać bijące serduszko. I tyle na tym etapie. Pytałam się o badania genetyczne polecił mi lekarz przychodnie gdzie najlepiej robić i w jakim okresie. Musze w końcu wykręcić nr i się zapisać, bo wspólnie z mężem podjęliśmy decyzję na tak.
Teraz badania krwi i moczu przede mną. A kolejna wizyta już 28.10.
O naszym cudzie jeszcze nikt nic nie wiem. Wiem, wiem muszę w końcu to powiedzieć, rodzina dowie się po zakończonym pierwszym trymestrze tak jak powiedziałam już bliżej jak dalej, a w pracy ciągle gdzieś mały strach mi towarzyszy, ale w końcu muszę się zebrać w sobie.
Z dolegliwości ciążowych nic się nie zmieniło ssanie mam wciąż, a dziś pojawiła się zgaga po zjedzeniu pączka, oby to jednorazowe, bo w pierwszej ciąży zgaga była, ale pod koniec ciąży, a nie na początku i był to kosmos.

Ostatnio mama była u mnie, a ja standardowo dres na sobie. Brzuszek mi trochę wydęło. Na co mama pytanie mnie" Czy Ty jesteś w ciąży taki brzuch masz, a nigdy takiego nie miałaś"
Pomyśleć możecie wariatka, ale ja zaprzeczyłam powiedziałam najadłam się. Nie chciałam w takiej formie ją informować, chcemy o tym razem powiedzieć kiedy I trymestr się skończy,pokazać zdjęcia, wiedzieć, że wszystko jest w porządku, a już bliżej jak dalej.

W piątek ostatni byliśmy u przyjaciół pojechaliśmy autem ja prowadzić miałam w powrotną stronę, bo nie pijąca wiadomo. Przyjaciółka trochę z lekka zdziwiona i rozczarowana była, że kierowcą jestem i prowadzę, bo się nie napijemy. W połowie imprezy spytała się mnie czy nie jestem czasem w ciąży. Zaprzeczyłam, ale mój mąż z lekka z procentami w głowie powiedział oj daj spokój im możesz powiedzieć. Więc powiedziałam, ale by trzymali język za zębami bo czekamy z rozgłaszaniem szczęśliwej nowiny do końca I trymestru.

Wie jedna osoba, której musiałam przekazać tą szczęśliwą nowinę bo była to jedyna okazja by powiedzieć jej o tym osobiście, a nie mailowo :) I mówi, zapewnia, że będzie dobrze i wiem, że tak będzie :)

O tym, że jestem w ciąży. Ciągle się zastanawiam czy już tak widać, czy w pracy nie widzą, skoro dawno nie widziany wspólny kolega spotyka nas na ulicy ja w płaszczu, a on wypala w ciąży jesteś. Tak jestem, ale prośba ciiiii, dyskrecja. 

6.11 nastał z wielkim oczekiwaniem udaliśmy się na USG genetyczne byliśmy zapisani do prof. Ale co mnie już na samamy początku wkurzyło to, że prywatna klinika za USG płacisz nie małe pieniądze bo 200 stówki, a opóźnienie w przyjęciach godzinne. Powiedziałam, że nie będę tyle czekać tym bardziej na zegarze była 18.30 Lulcia u rodziców, a ja godz mam czekać, zapytałam się  czy jest inny lekarz. I tak skierowaliśmy się do lekarza nie prof, u którego za wizytę zapłaciliśmy o 20 zł mniej, a że mój mąż ma doskonałą pamięć powiedział, że u pana dr byliśmy na USG 3D z Lulcią. Dzidziuś fikał w brzuszku jak szalony i rozwija się na 5 + wszystkie parametry są ok, wszystkie narządy rozwijają się prawidłowo, a nasz okruszek tak cudnie ssał swoją maleńką rączkę co udało się uchwycić na zdjęciu pan dr. Dostaliśmy też płytkę z nagranym badaniem, słyszeliśmy bicie serduszka i przepływ krwi i zdjęcie 3D, na którym dzidziuś jest jeszcze taki drobniutki, maluśki, te maleńkie wiotkie kosteczki tak doskonale widać, nasz okruszek. Płeć podobnie jak z Lulcią nie chcemy znać, zaraz na samym początku zapowiedzieliśmy lekarzowi, on tylko spytał czy pierwszy był chłopiec, więc możecie obstawiać, termin z USG potwierdzony jak z @ 15.05 póki co.

A dzień później 7.11 kiedy emocje już zeszły i wszystko już było wiadomo mogliśmy zrobić wielki uff o naszej cudownej wiadomości powiedzieliśmy moim rodzicom, którzy bardzo się ucieszyli, a mama zostało utwierdzona w przekonaniu, że się nie myliła, co do swoich przeczuć.
Trochę na ten 2015 rok wśród bliskich mi osób będzie dzieci. Zaczyna koleżanka ze studiów dziewczynka termin ma na 09.01 drugie dziecko, druga córka,  potem moja bratowa termin ma na 15.02 płeć nie znana też drugie dziecko, pierwsza córka, przeczucia mają na syna, potem my, a na końcu, przyjaciele 1.06 pierworódka, płeć nie znana, chcieliby syna.

I tak o naszej nowinie wiecie i Wy. Teraz przed nami wyjazd w Góry Stołowe na Weekend Listopadowy, a po powrocie z niego chcę poinformować mojego pracodawcę o moim stanie odmiennym. Trzymajcie kciuki by dobrze poszło !

Zaczęłam 15 tydzień !

Czy któraś z Was może mi podesłać linka do suwaczka, na którym pływa dzidziuś w brzuszku i odlicza się czas do porodu będę dźwięczna :) bardzo :)  jeśli wiecie o co mi chodzi.

A jednak zapiski ciążowe ujrzały światło dzienne :)

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 3 listopada 2014

Pierwsza listopadowa niedziela

Listopadowa niedziela była słoneczna, ciepła i bardzo przyjemna. Ach zdecydowanie Lubię to !
Lulcia dała pospać rodzicom do 9:00, potem figle w łóżku do 10:00, późna niedzielna jajecznica, a potem.
Aqupark Fala. Wstyd się przyznać, ale byłam tam pierwszy raz. I jakie moje wrażenia. fantastyczne. Bardzo dużo atrakcji dla dzieci, chyba więcej jak dla tych starych. Głównie zjeżdżalnie, różnej długości, różnej trudności, każda przez naszą Lulcię musiała być wypróbowana, nie było innej opcji. najbardziej do gustu przypadła jej zjeżdżalnia 3-torowa notabene, ta na którą wejście było od 6 lat. Wariowała na niej jak dzika, maszerując po schodkach wszyscy najmniejszego człowieka przepuszczali, sama siadała i fruu zjeżdżała i za każdym razem ten sam tekst jeście ras.
I tych razów końca nie było widać. Co jeszcze mnie urzekło na Fali. bardzo dobrze przygotowane zaplecze pod kątem małych gości. W szatani przewijaki, pod prysznicem krzesełko plastikowe takie najzwyklejsze do karmienia, ale dzięki niemu mama może spokojnie się umyć, a na basenie temperatura przyjazna dzieciom, bo gdy wyjdą z wody nie muszą z zimna szczękać zębami temp powietrza 28 stopni i turystyczne łóżeczka, w które tych najmniejszych można wsadzić, utulić do snu, łatwe w obsłudze suszarki do włosów, które obsłużą małe rączki. Po 2 godzinnym szaleństwie opuściliśmy mury Fali, ale z pewnością będziemy ją częściej odwiedzać, myślę, że co tydzień w niedziele to dobra opcja.
A, że woda wyciąga głód pomaszerowaliśmy na niedzielny obiad do nowo otwartej naleśnikarni Pan Kejk. Wystrój przyjemny, naleśniki dobre, ale nie tak dobre jak w Manekinie. Tak więc manekin nr 1 :)
I tak nam upłynęła niedziela. Kiedy już na dobre utknęliśmy w domowych pieleszach tatko zaproponował wieczorny spacer na cmentarz by popatrzeć na blask tak pięknie wyglądających grobów wieczorem. Niewiele myśląc, bo uwielbiam taki widok cmentarza wybraliśmy się na wieczorny spacer. Mama z tatą dzielnie tłumaczyli Lulci co to jest cmentarz i po co tam się chodzi, ale nasze dziecko zrozumiał  nasz przekaz po swojemu. I tak odebrała swoją pierwszą wizytę na cmentarzu i palące się znicze jako odśpiewanie STO LAT. Zatrzymywała się przy każdym grobie stawała blisko zniczy i zaczynała swój wokal śpiewem
STO LAT. Miny rodziców i innych ludzi bezcenne.
Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

piątek, 31 października 2014

Ostatni dzień października

Pranie rozwieszone, 
herbata z sokiem malinowym dopita, 
w atmosferze unosi się zapach kadzidła, 
Lulcia układa pociągowe puzzle ciągle dopytując się mama cio teral, 
na kolanach laptop, 
a nogi grzeje ruda suczka 
i tak czekamy na naszego mężczyznę, który jest w drodze, dziś odwiedzał groby swoich bliskich, 
jutro mnie to czeka, 
po za tym  z niecierpliwością czekam na 6.11, 
wtedy będzie już po, 
będę mogła spokojnie odetchnąć, zrobić wielkie ufff,
wszystkie znaki na niebie wskazują, że będzie wszystko w porządku, że się uda. 
I tak kończymy październik zaczynamy listopad przed ostatni miesiąc tego roku. 
A na horyzoncie co raz lepiej zarysowują się moje/nasze marzenia, 
które są co raz bardziej realne, namacalne.

Zdecydowanie

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*


środa, 29 października 2014

Co w decoupagu piszczy

O decoupagu nie pamiętam kiedy się chwaliłam co wyszło spod moich palców. Ba sama nie wiem czy wszystko co wyszło spod moich palców sfotografowałam. Ale mniejsza o to w pamięci zostało. Tak więc o to moje ostatnie dzieła decoupagwe :)

 Podkładki wykonałam na prezent z okazji rocznicy ślubu  miały iść dwa komplety jeden został u zamawiającej może Wam znanej Agnieszki

Chustecznik prezent dla mojejpsiapsiółki z LO miało coś być z akcentem niebieskich geometrycznych wzorów, mam nadzieję, że się jej spodoba :)

 Ten chustecznik wędruje na aukcje dla Zosi

 A to skrzyneczka na wino dla pary młodej, zamiast kwiatów :)

 I póki co chyba tyle, niestety w decoupagu będzie mnie mniej.

Wszystkich zainteresowanych zakupem moich prac odsyłam na podstronę na moim blogu
Moje prace - do kupienia.


Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

niedziela, 19 października 2014

Pierwsze spotkanie na żywo z dużą piłką

Do którego doszło w czwartkowe późne popołudnie. A wszystko zaczęło się od telefonu taty.
"Mam bilety na mecz żeńskiej siatkówki Budowlani Łódź-Legionovia. Idziecie"
Ja wiedziałam, że tak, maż niestety miał służbową kolację, więc pomaszerowałam na mecz w towarzystwie córki :) Lulcia gdy tylko usłyszała, że idzie na mecz, na wielką halę, gdzie będą grać w piłkę, nie mogła się doczekać, ciągle powtarzała met, met. gdy przekroczyliśmy próg hali Lulcia oniemiała, widokiem ludzi gwiżdżących, walących w bębny czy trąbiących w trąbki. Co chwila się dopytywała co to mamuniu ? Po dobrym zadomowieniu się na trybunie posłusznie zaczęła kibicować. Na hasło wszystkie ręce w górę. Łapki naszej małej kibicki szły w górę i klaskały. Na okrzyki ostatni zaczęła krzyczeć po swojemu. Oj rośnie chyba nam kibic. W końcu mama i tata uwielbiają sport i uprawiać i dopingować :)

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

środa, 15 października 2014

Czarna lista jedzeniowa

Po pierwsze dziękuje za wszystkie wspieraski od Was :*
Jesteśmy po badaniach krwi. Wyniki wyszły w miarę zadowalające. Do obserwacji cukier wyszedł ponad normę, ale mógł być przyczyną krzyku podczas pobierania krwi wtedy to cukier drastycznie idzie w górę. Mamy kiedyś zmierzyć jej cukier na czczo glukometrem. A próby wątrobowe nieznacznie podwyższone, ale przyczyna tego mogła być biegunka. Badania do powtórzenia przed Świętami Bożego Narodzenia. Kupki po tygodniu wróciły do normy ufff. Za to przyplątał się nam kaszel. Ostro walczymy syropem z czosnku-cytryny i miodu i mam nadzieje pokonać wroga.

Przy okazji naszych brzuszkowych dylematów natknęłam się w sieci na ciekawy artykuł czarnej liście jedzeniowej dla naszych milusińskich. Czytając tą czarną listę jedzeniową mogę śmiało powiedzieć, że produkty z niej przedstawione nie goszczą w jej jadłospisie. A chcecie wiedzieć co zawierała lista. Przedstawię Wam, a po szczegóły odsyłam do źródła.

1.  Słodycze z dodatkiem witamin czyli dobrze nam znane z reklam telewizyjnych śmiejżelki, lizaki czy inne żelki, cukierki. Tak powszechnie zachwalane przez producenta "łakocie i witaminy".  A co w rezultacie otrzymujemy słodki produkt witamizowany, który zaburza łaknienie, psuje zęby, a witaminy w nim zawarte łatwo przedawkować to po pierwsze, a po drugie szukać ich powinniśmy w naturalnych produktach owocach czy warzywach.

2. Jogurty owocowe. Mogłoby się nam wydawać, że jak to jogurt i nie zdrowy. A no własnie tak może być. Bo w składzie jogurtu owocowego co możemy przeczytać, że znajduje się w nim 16 g cukru, a w naturalnym jogurcie odpowiednio tylko 5 g. Często owoce nie przypominają owców, a jedynie papkę owocową  co wpływa na utratę pewnych właściwości błonnika.

3. Soki. Najczęściej z dodatkiem cukru, syropu glukozowo-fruktozowego i o zgrozo często dodawany słodzik.  Dzieci często piją soczki sącząc je przez słomkę czy popijając w trakcie zabawy. Proces picia trwa jakiś czas, co skutkuje psucie się ząbków alarmują stomatolodzy. Podczas produkcji soków niestety duża część naturalnych składników i witamin ginie, dlatego później się je witaminizuje co nie jest już to samo co naturalne.

4. Parówki. Tu chyba nie muszę tłumaczyć. Wystarczy przeczytać skład niby 100% parówek z mięsa a w nim tłuszcze, MMO ( mięso oddzielone mechanicznie) i masę wzmacniaczy smaku jak popularny glutaminian sodu.

5. Niestety na tej czarnej liście znalazły się również wędliny, które po za mięsem mają masę rozmaitych substancji konserwujących i wzmacniaczy smaku. Co w zamian pieczone mięsko z piekarnika. ( niestety łatwo powiedzieć trudniej wykonać, my wędliny jadamy choć ja się kupując wędliny kieruję się ceną i wybieram te z wyższej półki, a dwa często czytam ich skład).

6. Płatki śniadaniowe. I nie mam tu na myśli zdrowej pożywnej owsianki. A czekoladowe czy miodowe kulki, które opływają w cukry i są produktem wysoko przetworzonym nie sa dobrym rozwiązaniem na zdrowe i pożywne śniadanie.

7. Orzechowe i czekoladowe kremy. I znów reklamy, które sugerują zdrowe śniadanie z mnóstwem odżywczych składników. A ich główny skąd znów stanowi cukier i tłuszcz roślinny. Więc gdzie to zdrowe śniadanie ?

8. Pizza. Wiadomo ta zrobiona w domu na drożdżowym cieście uchodzić może za zdrowy posiłek. Jednak pizza z restauracji czy o zgrozo kupiona w sklepie jako półprodukt już nie koniecznie. ( my pizzę jadamy od czasu do czasu, często się nam zdarza robić pizzę w domu własnej roboty i chyba taka smakuje najlepiej i ile zabawy podczas jej produkowania).

9. Chipsy. Tu chyba wyjaśnień nie potrzeba.

10. Serki topione. Produkty wysoko przetworzone nie zawierające cennych składników odżywczych, za to bogate w tłuszcz i wodę. Zamiast serków topionych podawajmy ser żółty bogaty w wapń.

11.Herbatki dla dzieci. Granulowane o różnych smakach, często smak tylko z nazwy. Bo tak herbatka malinowa, a w składzie najwięcej jest hibiskusa, a malina gdzieś w znikomych ilościach na szarym końcu. Herbatki oczywiście wzbogacone są dużą zawartością cukrów (glukozy). Najlepsza na ugaszenie pragnienia jest WODA !

I co zdziwione jesteście czarną listą jedzeniową. Mnie najbardziej zdziwiły serki topione.
Wiadomo we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i jak raz na jakiś czas podamy lizaka naszej pociesze świat się nie zawali i zęby nie wypadną. Choć jak mówi przysłowie:
"czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci" coś w tym jest więc wyrabiajmy w naszych najmniejszych zdrowe nawyki żywieniowe. Jako przekąskę między posiłkami zamiast lizaka podarujmy mu jabłko czy banana, ewentualnie alternatywę dla słodkiego może być gorzka czekolada czy suszone owce, zdrowym słodyczem może być również chałwa i sezamki. Kiedy chce ugasić pragnienie podajmy wodę, a nie słodki soczek, a jeśli nasi najmłodsi lubią owocowe jogurty wybierzmy i podajmy im zdrowszą alternatywę jogurt naturalny z owocami wkrojonymi, albo łyżką marmolady własnej roboty u nas się to sprawdza. I to co najważniejsze czytajmy etykiety i pamiętajmy:

  • składniki są wymienione w kolejności od tego, którego jest najwięcej do tego, którego jest najmniej
  • im mniej składników tym lepiej po co nam lista mendelejewa
  • unikajmy produktów ze składnikami chemicznymi
A jakie jest Wasze stanowisko w tym temacie, nie ukrywam, że strasznie interesuje mnie Wasze zdanie.


Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

czwartek, 9 października 2014

Martwimy się

Martwimy się dalej, bo kupki lulkowe nadal nie prawidłowe. Kiedy w poniedziałek myślałam, że kryzys zażegnany tak we wtorek pojawiły się nie takie jak bym chciała na szczęście w mniejszej ilości. Nie wiele myśląc zapisałam się do lekarza na środę. Bo nie wiem może część z Was kojarzy naszą przygodę ze szpitalem kiedy Lulcia miała 2 miesiące i tydzień leżałyśmy na oddziale zakaźnym z powodu biegunek i odwodnienia :( Diagnoza wirusowe zapalenie wątroby faza przejściowa wywołane wirusem EBV. Kontrola enzymów wątrobowych szła w pozytywnym kierunku wątroba się regenerowała, ale dawno badań nie powtarzałyśmy i bardzo się boję, żeby to nie powróciło. Lekarka badania nam zleciła jutro idziemy na krew, w poniedziałek mam nadzieję, że wyniki. A do tego lekarstwo ciągle to samo mamy przyjmować czyli Nifuroksazyd o jeden dzień dłużej jak kupka się unormuje. Póki co bilans na środę kupka luźna razy dwa. Więc statystycznie rzecz biorąc mniejsza ilość kupek w dobrym kierunku to idzie niech jeszcze swoją postać zmienią i badań niech będą ok.
O jutrzejszych badaniach jak pomyślę, to serce mi się kraje bo wiem co to będzie płacz, krzyk, lament, wyrywanie się masakra nienawidzę tego strasznie.
A Was proszę trzymajcie kciuki za pozytywne wyniki i za dobre kupki :)

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

poniedziałek, 6 października 2014

[*]

Weekend minął nam smutno i w smutku rozpoczęliśmy nowy tydzień. 
Niedziela Lulcia biegunka cały dzień, calusieńki, nic na zatrzymanie biegunki nie pomagało, a wręcz z każda godziną przybierało na mocy i kiedy wydalała już z siebie wodę pojechaliśmy na pomoc doraźną. Dostaliśmy lekarstwo na receptę i skierowanie do szpitala gdyby objawy się nasiliły, albo by nie przeszło. A we mnie, aż wszystko się zagotowało od środka i pozytywne myślenie by wszystko się ustabilizowało. Na szczęście o 18:30 ostatni raz się załatwiła i noc przespała bez rewolucji uff kamień spadł z serca.
kiedy moje wymęczone i wycieńczone dziecko w spokoju zasnęło usiadłam na chwilkę przed kompem co by dokonać dwóch przelewów i iść spać. Przy okazji sprawdziłam  co w trawie piszczy, a raczej w necie. Włos mi się na głowie zjeżył po raz kolejny tego dnia, puls przyspieszył, a po policzkach po płynęły łzy. Oczy przecierałam z niedowierzaniem i ledwo wydusiłam z siebie słowa skierowane do męża:
"Wiesz, że nie żyje Anna Przybylska".
Wiem, że walczyła z chorobą, z tym podstępnym skurwysynem, który zbiera żniwo w postaci ludzi i to nie ważne z jakiego jesteś rocznika, on zaczyna już od tych najmłodszych. Przecież ona była taka młoda miała tylko 35 lat 4 lata starsza ode mnie, urodziła 3 zdrowych dzieci, miała pieniądze na walkę z nim, ale to wszystko NIC. 
Strasznie mnie to poruszyło i do dziś nie mogę do siebie dojść, otrząsnąć się z tego marazmu. Była taką piękną kobietą, inteligentną, strasznie ją lubiłam i szanowałam jako celebrytkę bo miała naprawdę jak nie wielu z nich poukładane w głowie, żal, żal.
A najgorsze w tym wszystkim jest, że ten podstępny skurwysyn zbiera żniwo jak już wspomniałam z różnych półek wiekowych, bez względu na wiek, płeć, na Twój status społeczny. Ludzkość dzisiejszych czasów chyba nie powinna się obawiać wojny, kataklizmu, a powinna bać się jego podstępnego dziada. Zastanawia mnie jedynie fakt tego, że rocznik mojej babci ten przed wojenny o raczysku się nie mówiło, nie słyszało się co chwila o kolejnej jego ofierze. A dziś. Czy coś w tym jedzeniu, atmosferze, powietrzu wisi jest takiego co potęguje jego obecność ?
 Masakra :/

Na domiar tego wszystkiego dziś rano nie miłych, smutnych informacji ciąg dalszy odszedł w nocy dziadek mojego męża, mając 83 lata, chorował. Jednak na jego śmierć chyba każdy z nas był bardziej przygotowany. W końcu przeżył 83 lata.

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

czwartek, 2 października 2014

Fioletowa torebka

Dzisiejszy wpis sponsoruje fioletowa torebka z zadaniami. Zastanawiacie się o co kaman. Już Wam pędzę z wyjaśnieniami. To, że lubię wszelkie gadżety zabawkowe z Biedronki to już wiecie, bo nie raz, nie dwa mówiłam o nich na blogu. Dziś będzie mowa o jednym takim gadżecie biedronkowym,właśnie o fioletowej torebce z zadaniami. Owa tajemnicza torebka z zadaniami to nic innego jak książeczka z 500 naklejkami.Na każdej stronie jest opis danego zadania co należy wykonać, pokoloruj, policz, przyklej odpowiednią naklejkę, a naklejki znajdziemy na samym końcu książeczki z podziałem co do stron. Tematyka jest przekrojowa od A do Z. A to zadania o owocach, o zwierzątkach, o roślinkach, o balonach, o ciasteczkach,...
Lulcia wpadła jak śliwka w kompot jednym słowem przepadła z fioletową torebką. Naklejanie naklejek ją pochłonęło bez reszty. Pod okiem czy to mamy czy taty naklejała naklejki w odpowiednie miejsce, w miarę równo, ale gdy rodzicielskie oko nie czuwało naklejki były naklejane gdzie popadnie uśmiech od ucha do ucha towarzyszył i tekst pierworodnej "Jestem lula ja umiem".
I tak spędziłyśmy cały czwartek na wyklejaniu fioletowej torebki. Bo dziś siła wyższa córa z mamą musiały zostać w domu, ponieważ Lulcia całą poprzednią noc wymiotowała, rano była nie wyspana z lekką gorączką. Widocznie coś jej musiało zaszkodzić, bo dziś odpukać na kuracji domowej wymiotów nie było, a humor dopisywał. Jutro do pracy mama, a Lulcia do żłobka, ale jutro toż to już piątek, szkoda, że weekend pracujący, na szczęście ostatni :)


Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*