poniedziałek, 29 września 2014

Permanentny brak czasu

Nie ma co dopadł mnie permanentny brak czasu. Katastrofa. Czasu brakuje mi ostatnio dosłownie na wszystko. Dom nie posprzątany, pranie chyba urosło już do sufitu, obiad nie ugotowany na przód, a do tego na deser ostatnio w domu mieliśmy szpital.
Mama chora-antybiotyk, Lulcia chora-antybiotyk, tata chory-trzeci z rzędu antybiotyk i poprawy nie widać. A zaczęło się wszystko od taty, który z wakacyjnych wojaży przywiózł chyba jakąś odmianę greckiej anginy, trzeci antybiotyk z rzędu bierze i nie ma ciągle poprawy, w środę idzie do laryngologa. A od taty zaraziła się mama i mimo, że Lulcia dzielnie się trzymała też ją dopadło. Dziś po tygodniowym chorowaniu poszła do żłobka, oby jak najdłużej.
A do tego ludzie są nie słowni, wycofali się z pewnych ustaleń w ostatniej chwili ach :/ Jestem zła, poszukiwań ciąg dalszy.
W weekend zamiast odpocząć po całym tygodniu pracy pracowałam, bo ekstra kaska wpadnie, to samo mnie czeka za tydzień, tak więc pierwszy wolny weekend kiedy odpocznę to 11-12.10 :/ A jak będę miała wolny weekend to zamiast odpocząć w końcu posprzątam mieszkanie i może ugotuje obiad na zaś ech :/
I tyle w temacie bo permanentny brak czasu na skonstruowanie sensownej notki.

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

wtorek, 23 września 2014

(Nie) Zwykły świat Eleny

Za chwilę Cię przeniosę w magiczny świat Eleny. Oprzyj się wygodnie w fotelu, weź herbatę i rozkoszuj się pięknymi obrazami.
Elena Shumilova wciąga widza w swój niepowtarzalny świat, którego centrum są jej dwaj synowie, pies, kot, kaczątko i królik, a wszystko to w zaciszu jej gospodarstwa.

Amaizing !


"W dużej mierze ufam swojej intuicji kiedy komponuję zdjęcia. Inspiracji szukam w swoich pragnieniach i marzeniach, chcąc tym samym wyrazić to co czuję." - mówi Elena
























Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

sobota, 20 września 2014

Pokaż mi swoją lodówkę, a powiem Ci kim jestem :)

Dziś w roli głównej będzie we własnej osobie moja, nasza lodówka :) Zabawę wymyśliła Ale z http://wirtualne4katy.blogspot.com/ całkiem przypadkowo jedząc śniadanie myśl "Ciekawe jak wyglądają lodówki innych blogerek". Do zabawy zaprosiła wszystkich chętnych, a że ja chętna jestem do wszelakich zabaw, tak więc przedstawiam Wam szczyptową lodówkę.

Front. A co na nim możemy znaleźć. Otóż to w głównej mierze przeważają magnesy,które zbieramy od naszych wakacji z Cypru. Magnesy pochodzą z każdego Państwa, w którym mieliśmy przyjemność gościć, a że parę wyjazdów było już na naszym koncie, ale wtedy magnesów jeszcze nie zbieraliśmy nadrabiamy zaległości. I tak znajomi mają nam przywieźć magnes z Egiptu, do kolekcji brakuje nam Tunezji (więc jeśli ktoś z Was wybierałby się do Tunezji pamiętajcie kupić magnes dla mnie :). Do kolekcji naszych poza polskich magnesów dołączyły również od niedawna magnesy z Polski zaczęłao się od Wisły (ale te jesteśmy w dużo szybszy i łatwiejszy sposób uzupełnić, tak więc uzupełniamy). Co jeszcze widać kartka z buźkami,które dostaje Lulcia na koniec każdego dnia uśmiechniętą bądź smutną zależy czy była grzeczna. Jeśli na koniec miesiąca będzie przewaga uśmiechniętych buziek będzie nagroda kolczyki. Są też widoczne magnesy,którymi bawi się Lulcia i ciągle zmienia ich położenie oraz kartka z dalekich słonecznych Włoch od Ewiczki W górnym rogu wisi niebieska karteczka, którą dostałam na jednym ze szkoleń, a która mówi tak wiele i przypomina, że każdy z nas jest ważną i wyjątkową osobą.

Teraz jeden z boków naszej lodówki, a na nimwidać karteczki do zapisywania tego co trzeba szybo, natychmiast zapisać co by z głowy nie wyleciało, na karteczkach zapisujemy listę zakupów. Informacyjna etykietka z naszego sprzedanego autka tak wisi od maja. Lista z numerami telefonów do przychodni i do lekarza. Kartka od Ali i wydrukowane, znalezione w sieci, ale jakże prawdziwe i głębokie Apel Twojego dziecka i Lata dzieciństwa, wiszą i przypominają.

I na ostatek. Góra lodówki, na której, głównie składuję moje rzeczy do wykończenia z decu (te widoczne na zdjęciu czekają na lakierowanie) albo nowe dopiero co kupione przedmioty do ozdobienia. Mokre chusteczki, które muszą leżeć tak wysoko po za zasięgiem sprytnych i zwinnych rączek Lulci, w przeciwnym razie chusteczek nie było w 3 sek, greckie mydełka, które czekają na wręczenie mojej psiapsiółce i pochłaniacz wilgoci.

Jak widzicie u nas lodówka stanowi ważną część naszej kuchni i jej zastosowanie jest wykorzystane możliwie jak się da :)

Życzę Wam słonecznego weekendu, a my mykamy z Lulcią na poobiednią drzemkę :)

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

poniedziałek, 15 września 2014

Spontaniczna niedziela

Czy ja Wam już kiedyś mówiłam, że nie lubię niedzieli, taki ten dzień rozlazły nic się robić nie chce, a do tego myśl, że juto poniedziałek i czas do pracy. I wszystko wskazywało na to, że wczorajsza niedziela nie będzie się niczym szczególnym wyróżniać, bo do godz 12 po mieszkaniu chodziliśmy jeszcze w piżamach, do tego cała nasza trójka kaszląca i zakatarzona (mąż nawet udał się na doraźną pomoc wrócił z antybiotykiem-zapalenie gardła).
I w związku z tym, że jesteśmy pociągający wpadłam na pomysł, wybrania się do groty solnej. Szybki telefon rezerwacja wejścia na godzinę 14. My weszliśmy na karty Multisportu (prezent od męża z firmy-fajowa sprawa, możliwość korzystania z wielu obiektów sportowych, a Lulcia nie płaciła). Do groty wchodzimy w białych skarpetkach, które zmieniamy przed samym wejściem, a w środku leżaki z kocykami do przykrycia, kącik z zabawkami dla dzieci, a pod stopami kryształki soli, a nad głowami i wokół nas wszystko oblepione solą. Rodzice położyli się na leżakach, a dziecko przystąpiło do zabaw nie w piasku, a soli. Światło zgasło, nastąpiła ciemność, by po chwili grota się rozjaśniła delikatnymi światełkami i relaksującą muzyka, która płynęła z głośników, nic tylko relaksować się i spać (choć z dzieckiem to nie takie łatwe). Zdjęć niestety robić nie wolno, więc zainteresowanych jak to wygląda odsyłam na stronę groty http://www.relax-grota.pl/.
Po grocie plan był powrotu do domu, ale padła propozycja by odwiedzić i pojechać na obiad na prawdziwą włoską pizzę tak mówią o tej pizzeri, więc niewiele myśląc pojechaliśmy do Pomodoro  I już co mnie bardzo na wstępie zdziwiło kolejka ludzi oczekujących na stolik, mój mąż chciał zrezygnować, ale ja miałam ten smak pizzy już go czułam w ustach nie zrezygnowałam, a dwa Lulcia tak strasznie chciała "pite". Szybko oczekiwanie poszło. Stolik dostaliśmy tuż obok kącika dla dzieci, który nie kłamiąc Was jest wyposażony na 6+. Na wyposażeniu kącika była duża kuchenka z warzywami i innymi przedmiotami związanymi z kuchnią, zielony stolik, na którym dzieci mogły grać w planszówki, których do wyboru było kilka i oczywiście półka z książeczkami. Dzięki kącikowi czas oczekiwania na pizzę minął nam ekspresowo. A co zamówiliśmy jedna pizzę z sosem pomidorowym, mozzarella, sezonowy boczek, rukola, a drugą pizzę wybraliśmy bez sosu pomidorowego z mozzarellą, mieszanka grzybów sezonowych, krem z trufli, ser tarty grana padano. I jedna i druga były wyśmienite na super, ekstra cienkim spodzie i bez sosu czosnkowego smakowały wybornie choć na początku nie wyobrażałam sobie jak to możliwe. Ta pizzeria otrzymuje ode mnie bardzo wysoki ranking w lokalach gastronomicznych przyjaznym dla dzieci. Na wyposażeniu lokalu znajdują się wysokie krzesełka dla dzieci, oraz toaleta w nakładkę na toaletę i podest, który ułatwi umyć rączki naszym milusińskim.
Brzuchy napełnione, przydałby się spacer, więc pomaszerowaliśmy na Rossne Dzieciom-piknik organizowany przez Rossmanna dla dzieci. Trafiliśmy już na sam koniec pikniku, tak więc atrakcji było już nie za wiele. Zahaczyliśmy o malowanie buźki obowiązkowo, a po za tym wypiliśmy po soczku, dostaliśmy piłkę do gry dmuchaną, a rodzice wyprosili koszulki z napisem ULICA PIOTRKOWSKA i spotkaliśmy takie sławy jak Olivier Janiak, Natalia Siwiec czy Omena Mensah.
 Tak więc jak widzicie niedziela na spontanie, ale mega pozytywnie :)

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

czwartek, 11 września 2014

Aukcje dla Zosi

Hej do wszystkich tu zaglądających, czytających. Zwracam się z ogromną prośbą do tych którzy talenty mają i do tych którzy ich nie posiadają, ale pomóc też mogą.
Chodzi o Pomoc dla małej Zosi pisałam już o małej Zosi parę razy na moim blogu i o jej dzielnej mamie Kasi. Mama Zosi założyła funpage na fb dla małej Zosi, na którym możemy przeczytać o codziennych zmaganiach z walką i z tym jakie postępy robi Zosia w codziennej rehabilitacji, o tym ile te rehabilitacje kosztują, o tym, że to dzięki dobrym duszyczkom Zosia może na takie rehabilitacje jeździć, o tym, że to w ludziach jest siła. Dziś zwracam się do wszystkich Was tych utalentowanych, którzy tworzą jakieś rękodzieło, spod Waszych rąk wychodzą cudne pracy, abyście znaleźli chwilę wolnego czasu i przekazali jakiś swój dar na licytację dla Zosi. Jak zajrzycie na funpage na fb takie aukcje pojawiają się cyklicznie co jakiś czas.  I trochę już ich było. I Wy możecie dołożyć do tego swoją cegiełkę. A Ci którzy talentu nie mają też mogą wesprzeć Zosinkowe  aukcje licytacją, albo przekazaniem czegoś wyjątkowego na aukcję bo i takie aukcje się odbywały. Spójrzcie proszę. I mam ogromną nadzieję, że wspomożecie aukcje Zosinkowe. I to, że dzięki Wam Zosia będzie mogła dalej walczyć ze swoją chorobą jak to robi dziś.
Aukcje do tej pory wsparła swoim rękodziełem i udziałem w licytacji:
1.) Milena podarowała sówki z bloga http://mama-ma-bloga.blogspot.com/
2.) Sylwia podarowała pudełeczko w biedroneczki ozdobione metodą decoupage  z bloga http://ecomanufaktura.blogspot.com/
3.) Makola śliczną ręcznie robioną kartkę na chrzciny z bloga http://mamolowo.blogspot.com/
4.) Minia z bloga http://minioweszczescie.blogspot.com/ biorąc udział w licytacji
Dziewczyny każdej z osobna Mileno, Sylwio i Makolo ślicznie Wam dziękuje za to, że dołożyłyście swoją cegiełkę buźka dla Was kochane :*
Żeby nie było, że ja namawiam, a sama nic nie daję od siebie. Ja również przygotowałam na Zosinkowe aukcje takie oto przedmioty z rękodzieła (chustecznik motylkowy moje dzieło, i ręczna robota kowalstwo artystyczne kołatki na drzwi).  A jak się pojawią aukcje gorąco Was zapraszam do licytacji.
A tych, którzy jeszcze nie lubią funpage Zosi  zapraszam do kliknięcia Lubię to na fb i obserwacji profilu.


Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

piątek, 5 września 2014

Biblioteka

To, że lubimy czytać to już wiecie. że mamy swoją prywatna biblioteczkę, też wiecie, ale chyba nie wiecie, że Lulcia od jakiegoś czasu zasiliła kręgi naszej rejonowej biblioteki.
Mama należy do kilku bibliotek w mieście w tym do jednej biblioteki dla dzieci i młodzieży, ale wspomniana biblioteka mieści się w okolicy zamieszkania dziadków. Tak więc wspomnianą bibliotekę odwiedzałam sama, wybierając smakowite kąski dla Lulci, jednak biblioteka była nam nie po drodze. Wracając pewnego dnia ze żłobka do domu skierowałam razem z Lulcia kroki do biblioteki, którą mamy od żłobka przysłowiowy rzut beretem. Kiedy przekroczyłyśmy próg biblioteki naszym oczom ukazały się regały wypełnione po brzegi książkami, stoliczki, na których leżały nowości i wielkie plastikowe pudła z różnymi seriami książek, bez dwóch zdań ta biblioteka prezentowała dużo większy księgozbiór niż odwiedzana przeze mnie. Zapytałam się przesympatycznej Pani bibliotekarki o możliwość założenia karty dla młodej damy. Karta została w trybie natychmiastowym założona i już tego samego dnia mogłyśmy na nasze konto wypożyczyć 5 książeczek. Dodatkowa opcja, która mnie osobiście przypadła do gustu to możliwość wypożyczenia książek we wszystkich bibliotekach ze Śródmieścia zarówno dla dzieci i młodzieży jak i dla dorosłych (dzięki temu wypożyczyłam dla siebie pożądana książkę "W Paryżu dzieci nie grymaszą"). Baaaaaardzo, baaaardzo wszystkim rodzicom polecam ją przeczytać, spojrzenie na macierzyństwo okiem francuskich metod wychowawczych. Więcej Wam nie powiem przeczytajcie, ja obecnie czytam część II. Możliwość wyszukiwania w internetowym katalogu pożądanej książki z możliwością jej rezerwacji, a informację o odbiorze zarezerwowanej książki otrzymuje na maila, bardzo wygodne i świetne rozwiązanie. Przez internet mam możliwość również przedłużenia książek.
Pani nam wskazała gdzie są książeczki dla grupy wiekowej Lulkowej, głównie były to plastikowe pudła stojące na ziemi. i zaczęło się buszowanie przez Lulcię w pudłach i wybieranie książek. Mamy zawsze przyjętą zasadę jedną grubszą książeczkę, na poczytanie dłuższe wybiera mama. bardzo nam przypadła do gustu nowo-stara seria książek "Poczytaj Mi Mamo".
Stara wersja książek z tymi samymi obrazkami, z pamiętną rybką wydana została w 4 tomikach w twardej oprawce na śliskim papierze. Uwielbiamy ją mnie się przypomniały bajki, które czytała mi mama, a Lulcia pokochała kolorowe ilustracje i prosty tekst. Z tej samej serii są dostępne Wanda Chotomska, Julian Tuwim dzieciom, etc...
Lulcia wie juz jakie panują zasady w bibliotece. Zawsze kiedy przychodzimy, wypakuje książki do oddania na biurko, zaraz potem prosi o kartę, a potem przystępuje do szperania. Wybrane książki kładzie na biurko Pani bibliotekarki, mówiąc "to moje". A zaraz po przyjściu do domu siada i zaczyna kartkować wypożyczone książki, wieczorem odbywa się wieczorne czytanie i przeglądanie książek w łóżeczku, to ją tak wyczerpuje, że z książkami zasypia.
Tak więc książki lubimy czytać i lubimy chodzić do biblioteki i wyszukiwać ciekawych perełek.
A Wy chodzicie do biblioteki ?

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*