czwartek, 30 lipca 2015

Placuszki z kaszy jaglanej

Placuszki z kaszy jaglanej i szpinaku. Zdrowe, smaczne, pożywne i kolorowe jedzenie. O zaletach jaglanki chyba Wam nie muszę pisać, a i o szpinaku rozwodzić też się nie będę, przejdę od razu do szczegółów tego co nam potrzebne by wyczarować to danie.

Składniki:
  • kasza jaglana 1 szklanka
  • szpinak 500 gr
  • jajko
  • mąka
  • przyprawy do smaku u mnie czerwona papryka, sól, pieprz
  • Śmietana 18%
  • olej do smażenia
Przygotowanie:
Kaszę jaglaną płuczemy i gotujemy. Szpinak robimy według przepisu. Ja gotuję liście w małej ilości wody, następnie odcedzam po czym je blenduję i doprawiam do smaku solą i łyżką śmietany. Następnie łączymy ugotowaną kaszę ze szpinakiem dodajemy jajko i mąkę, szczerze ja dosypuję na oko tak by placki miały dość stężałą formę wszystko doprawiam, po czym formułuje placuszki i smażę na oleju z obu dwóch stron. Podaję placuszki z sosem czosnkowym bo uwielbiam połączenie każdych placuszków z czosnkowym sosikiem przygotowanym na bazie jogurtu naturalnego.

Smacznego !





Szczypta o Mnie

poniedziałek, 27 lipca 2015

Makijaż permanentny

Myślałyście, zastanawiałyście się, pożądałyście permanentnego makijażu ?

Ja brałam jedynie pod uwagę brwi, ale los "sprezentował" mi makijaż powieki i to nie byle jaki kolor FIOLETOWY .
Niestety równowaga w tym przypadku została zachwiana i tylko prawą powiekę mam fioletową, a lewa już nie.

Spytacie dlaczego ?

Czy osoba wykonująca mój makijaż była nietrzeźwa, bez doświadczenia.

Nie, nie i jeszcze raz nie. Osoba wykonująca makijaż mojej powieki działała w chwili uniesienia, a wykonawcą całego zamieszania nie jest kto inny jak moja Lulcia.

Otóż to w sobotni wieczór szykując kąpiel dla Calineczki Lulcia skakała po kanapie niczym na jej wymyślonej trampolinie. Calineczka płacze, niecierpliwi się co tak długo toż to ona wyczuwa pismo nosem, że będzie kąpiel, po niej cyś, a tu ciągle coś. Mateczka chcąc wszystko przyspieszyć, ciągle prosi, nawołuje Lulcia zejdź, nie skacz,to nie trampolina, to łóżko, pękną sprężyny, do dyskusji i próśb włączyła się babcia, na nic prośby i groźby Lulcia nie ugięta skacze dalej. W końcu na granicy wytrzymałości podchodzę, ściągam ją z łóżka, stawiam na podłodze, tłumaczę, a ona nie wzruszona skacze dalej i o zgrozo jej ostatni skok, kończy się przyłożeniem jej głowy w moje oko. Jaka złość się we mnie w tym momencie narosła, jakie wkurwmiałam, to chyba jeden Pan Bóg wie i ja. Jednak czasu na złość nie było, trzeba było zniwelować rosnący guz i ból, poszło w ruch mięso z zamrażalnika. Kąpiel przejęła babcia dzięki o Panie, że była w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. A ja przyklejona do mięsa, czekałam na dalszy rozwój wypadków. Po ok 30 minutach gdy powieka na wpół zamarznięta, przystąpiłam do karmienia najmłodszej pociechy. Opuchlizna wciąż była i myślałam, że na tym się to skończy.

Niestety rano mąż mnie wyprowadził z błędu kwitując, że mam fiołkową powiekę. Widok w lustrze mnie przeraził. I tak dla zachowania równowagi, przez najbliższy okres czasu jestem skazana na fioletowe oczy czy tego chcę czy nie.


P.S. Dzięki wielkie za Wasze komentarze - zawsze miło usłyszeć, że też jesteście z drugiej strony, zaglądacie i mogę zamienić z Wami kilka słów.
Dzięki serdeczne :)


Szczypta o Mnie

piątek, 24 lipca 2015

Calineczka u neurologa


W miniony wtorek odwiedziłyśmy kolejnego z naszej listy lekarza neurologa. Po pierwsze wyczekałyśmy się w kolejce, że głowa mała, a po drugie, szkoda, że nie ma przepisu jakiegoś w naszej służbie zdrowia, że z małym dzieckiem wchodzimy po za kolejnością, tak jak np. honorowi dawcy krwi, no cóż tego nie zmienię.
Lekarz przyjmował od 8:30 do 10:30, więc wybrałyśmy się na sam koniec z nadzieją, że ominą nas dzikie tłumy, niestety się przeliczyłam i tak od 10 próg gabinetu przekroczyłyśmy o 11:20.
Pani dr na początku przeprowadziła standardowo wywiad dlaczego tak wczesny poród, skąd ten wczesny poród, przeczytała cały wypis i rozpoczęła badanie.
Było opukiwanie młoteczkiem wszystkie odruchy prawidłowe, było smyranie po stópkach, było świecenie latareczką w oczka by sprawdzić czy wodzi za światłem, był pokaz umiejętności trzymania główki na brzuszku i wszystko zaliczone na 5+.
Pani neurolog chce nas widzieć za pół roku i jeśli nadal tak świetnie będzie się rozwijać, to na tej wizycie poprzestaniemy. Gabinet neurologa opuściłam z bananem na ustach, bo słysząc takie superlatywy serce rośnie.

Szczypta o Mnie

środa, 22 lipca 2015

Decu ostatnie wytwory

Dawno nie było na moim blogu moich dzieł, które wyszły spod moich rąk, choć wyszło tego ostatnio nie wiele, bo jak chyba większość z Was narzekam na chroniczny brak czasu, to coś tam udało się stworzyć. Najważniejsze powstała szkatułka na wszelkie skarby te do włosów i nie tylko dla mojej małej damy Lulinki. Szkatułka bardzo jej się podobała i zaraz przystąpiła do zamykania w niej swoich gumek, gumeczek, opaseczek,bransoletek, ...
Dość dawno powstał również w ramach wymiany fioletowy chustecznik przygotowany specjalnie dla Króliczej Mamy, która potrafi cuda uszyć i dzięki jej talentowi otrzymałyśmy osobistą króliczkę :)


Szczypta o Mnie

niedziela, 19 lipca 2015

4 miesięczna Calineczka

Nasza Calineczka skończyła w miniony piątek 4 miesiąc swojego życia ( 2 miesiące korygowane) 17.03-17.07.

  • waga Calineczki  4580 gr/ waga mamusi 65 kg (+5 kg) mamusia zaczęła ćwiczyć, ale nie wiem czy jako karmiąca piersią mogę intensywnie ćwiczyć jak myślicie mamuśki
  • wzrost to 56 cm
  • ubranka 56 i 62 cm                                                                    
  • pieluchujemy się wielorazówkami
  • karmimy się piersią na żądanie, średnio posiłki wypadają nam co 3-4 godziny w dzień, w nocy mamy przerwy 8-7 godzinne
  • w tym miesiącu 11.07 przespała całą noc o 20:30 było ostatnie karmienie, a następne o 7

 Umiejętności 4 miesiąca:
  •  pojawiło się guganie, głużenie
  •  na buźce zagościł uśmiech, potrafi uśmiechać się do osoby, która jest nad nią pochylona
  •  utrzymuje długo główkę leżąc na brzuszku
  •  wodzi wzrokiem za twarzą lub zabawką
  •  kiedy włoży się jej do rączki grzechotkę, potrafi zacisnąć piąstkę i trzymać ją
  •  opanowała sztukę robienia bańek ze śliny 
  • odkryłam swoje rączki wpycham piąstki do buźki i je ciumkam

W swoim 4 miesiącu życia byłam:
  • nad jeziorem 
  • na działce
  • jechałam tramwajem

Wciąż przyjmujemy żelazo w dwóch dawkach Actiferol start 7mg i Actiferol 7mg, podwójną dawkę witaminy D oraz mieszankę fosforanową. Ponieważ mam wciąż zaburzoną gospodarkę fosforanowo-wapienną. W wypisie ze szpitala czytamy: "aktywność markeru kościotworzenia fosfotazy zasadowej była podwyższona, a parahormon znacznie zmniejszony.Wskaźnik resorpcji zwrotnej fosforanów jest podwyższony, a wydalanie fosforanów z moczem obniżone, co świadczy o zapotrzebowaniu na fosforany i jest jednym z biochemicznych objawów aktywnej choroby metabolicznej wcześniaków." Tak więc mieszankę fosforanową przyjmujemy 3 razy dziennie po 1 ml, kolejne badania w szpitalu 19.08. I tu też pytanie do Was do mam wcześniaków czy któraś z Was i Wasze pociechy miały tą chorobę metaboliczną kości wcześniaków. Dajcie znać proszę.
Byłyśmy również w tym miesiącu na wizycie w patologii noworodka, gdzie miała robione usg główki i wszystko jest prawidłowo, stamtąd  również otrzymałyśmy skierowanie do rehabilitanta, wzmorzone napięcie mięśniowe części barkowej. Po wizycie u rehabilitanta same dobre wiadomości. Pan profesor powiedział, że jeśli tak dalej pójdzie jej rozwój to w wieku 13-14 mc powinna zacząć chodzić, na jej trzymanie główki powiedział, że akrobatka z niej i na ten moment nie widzi potrzeby rehabilitacji. Kolejna wizyta pod koniec sierpnia. Nadal walczymy z ropiejącym oczkiem, mamy ciągle masować kanalik łzowy, krople z antybiotykiem nie pomogły czyli jest to niedrożny kanalik. Wizyta pod koniec sierpnia. Jesteśmy również po wizycie kolejnej bioderek. Nie ma póki co jeszcze obecnych jąder kostnienia, kolejna wizyta pod koniec sierpnia.
A przed nami neurolog i kardiolog. 

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 13 lipca 2015

Gorączka, a karmienie piersią

Jestem matka karmiąca i wiem co mi wolno, a czego nie, wiem czego mam się wystrzegać, na co zwracać szczególną uwagę, ale co jak dopadła mnie gorączka. Co mam zrobić ? Zaprzestać karmienia piersią ? Kontynuować ? A jeśli moje dziecko też dostanie gorączki.
Stanęłyście kiedyś przed takim dylematem. Jeśli nie to życzę byście nadal w zdrowiu się dalej karmili, a jeśli i Ciebie dotknął ten problem jak i mnie to może moje rady okażą się pomocne dla Ciebie.

Po pierwsze i najważniejsze w żadnym wypadku nie przerywaj karmienia piersią.
Jeśli już dopadła Cię gorączka to wyciągnij z tego same pozytywy ( hmmm a można ). Można bowiem karmienie piersią podczas gorączki ma swoje plusy. Spytasz jakie ? Otóż to dziecko ssąc pierś gorączkującej mamy, otrzymuje specjalne przeciwciała, które dodatkowo je chronią przed nieproszonymi bakteriami i wirusami, które zaatakowały organizm mamy.
W tym szczególnym stanie przywiązuj większą uwagę do higieny, gdyż istnieje zwiększone ryzyko zarażenia się drogą kropelkową. Jeśli możesz ogranicz kontakt z dzieckiem do minimum, jeśli jednak musisz być przy dziecku, zaopatrz się w maseczkę, bo od jedno kichnięcie czy kaszlnięcie mogą zostać niepostrzeżenie przekazane dziecku. Dlatego tak ważne w tym okresie jest częste i dokładne mycie rąk.
Jeśli jednak dojdzie do zarażenia, mleko matki jest bogate w przeciwciała gotowe do walki z nieproszonymi gośćmi. Dlatego tak ważne jest karmienie piersią dziecka by zaopatrzyć je w odpowiednie narzędzie do walki z infekcją.

A jak może sobie pomóc mama kiedy zaatakowała ją gorączka, a karmi piersią.
Przede wszystkim staraj się jak najwięcej wypoczywać spać, ta wiem nie jest to łatwe przy małym dziecku, ale korzystaj z każdej wolnej chwili na odpoczynek i regenerację organizmu, podczas snu nasze ciało najlepiej powraca do zdrowia. Nie dopuść do odwodnienia organizmu. Pij dużo napojów. Dobrze robią napoje napotne jak napar z lipy czy herbata z sokiem malinowym, wypij, a potem idź się wypocić.
Kolejną rzeczą jaką na zbicie temperatury polecam to okłady z zimnej wody i octu, przykładaj takie okłady na kark i łydki. Jeśli jednak temperatura nie zbija się, a słupek rtęci niebezpiecznie idzie w górę i przekracza ponad 38 kresek sięgnij po lek przeciwgorączkowy, najlepiej go zażyć przed lub po karmieniu i to najlepiej takim z najdłuższą przerwą np: przed karmieniem nocnym. Co do lekarstwa na gorączkę pamiętaj skonsultuj się z lekarzem, co najlepiej zażyć. Mówią, że lekarstwa przeciwgorączkowe dla dzieci są bezpieczne dla mam karmiących.



Szczypta o Mnie

poniedziałek, 6 lipca 2015

Gdy tragedia czai się tuż za rogiem

Na weekend pojechaliśmy nad jezioro na działkę do mojego brata. Nasza 4-latka zaczyna swoje pierwsze w życiu wakacje bez rodziców. W towarzystwie dziadków i młodszej o rok siostry ciotecznej. Plecak spakowany, wyruszamy w drogę. Sobota minęła nam na harcach w jeziorze, a wieczorem gdy upał dał trochę wytchnienia zrobiliśmy ognisko.
Niedziela. Znów upalna. Zapakowaliśmy się do auta dziewczynki nalegały na lody. Babcia została na działce ze śpiącą Calineczką, a my z dziadkiem pojechaliśmy na lody. Ot taka zwykła niedziela. W drodze powrotnej mieliśmy zahaczyć o szybką kąpiel w jeziorze i wracać. Tak też zrobiliśmy. Plaża nad jeziorem jest mała, kameralna, wchodzimy na nią i widzimy na ręczniku siedzącą samotnie dziewczynkę, mokrą i płaczącą, po za nią były jeszcze dwie dorosłe osoby jedna na molo, druga w wodzie z mniejszym dzieckiem. Naturalnie podchodzę do niej i pytam się co się dzieje. A ona: "że jej tato spadł z materaca co będzie jak on nie wypłynie, ona dopłynęła". Mówiła strasznie chaotycznie. Czuję jak oblewa mnie zimny pot, a w gardle pojawia się klucha. Na spokojnie tłumaczę, że będzie dobrze, nie wiedząc tak naprawdę do końca o co chodzi. Nagle na plaży pojawia się większa ilość osób, jedna kobieta wychodzi z wody, ogólne poruszenie, jest też wśród tych ludzi dziadek dziewczynki, zdenerwowany, biega, krzyczy: "co on powie jej matce". Do głowy niestety zaczyna docierać najgorszy scenariusz. I tak mój mąż pyta się ludzi co się stało, chcemy pomóc. I słyszy, że ojciec pływał na materacu z tą dziewczynką i nagle usłyszeli krzyki dziecka: "tato, tato, ratunku" i dziecko które ledwo sił próbuje dopłynąć do szuwarów by się czegoś złapać. Jeden z mężczyzn natychmiast wskakuje do wody ratować dziecko udało się, a po chwili kobieta płynie szukać ojca dziewczynki, płynie też mój mąż.Ja proszę zgromadzonych ludzi by zabrali dziecko do siebie na działkę, bo jest to społeczność, która się zna. Zabierają dziewczynkę, zostają wezwana pomoc pogotowie, straż pożarna, policja. Chwilę później słychać syreny straż pożarna stacjonuje na drugim brzegu, dmuchają motorówkę i są na wodzie, zaczynają szukać, płyną i wiosłem badają dno, czekają na płetwonurka. Pojawia się po godzinie czasu, nadzieja na znalezienie tego ojca żywego umiera z każdą minutą. Poszukiwania trwają, ja z dziećmi i tatą wracam do domu, mój mąż zostaje by 20 minut później powiedzieć, że ciało ojca wyjęli, reanimowali, ale stwierdzili zgon.
Utonął parę metrów od brzegu, co się stało czy zasłabł tego nie wiemy, ale wiem jedno, że dziewczynka nigdy już nie zobaczy swojego ojca. Szok do dziś nie mogę się otrząsnąć. Bez dwóch zdań woda to żywioł,nie wygrasz z nią i nie ma co z nią zadzierać i mierzyć siły na zamiary. Kąpiąc się podczas tych wakacji okażmy jej respekt i zażywajmy kąpieli z głową, i reagujmy na każdy sygnał. Bo wśród tych ludzi słyszałam jedną kobietę, która z działki tuż przy plaży mówiła: "słyszałam jak krzyczy ratunku, ale nie zareagowałam bo dzieci często się wygłupiają". Wiem, że ta pani by tej dziewczynki nie uratowała, bo by nie zareagowała na jej krzyk. Na szczęście są też mądrzy ludzie, którzy uratowali to dziecko i my bądźmy tymi mądrymi ludźmi.
Zastanawiające dla mnie jest jedno, że odpłynął w bok tak daleko od miejsca swojego plażowania z dzieckiem na materacu, materac był źle napompowany strasznie dużo w nim było powietrza, niczym jak balon. Proszę Was kąpmy się z głową.
Miał tylko 35 lat

R E A G U J M Y.

A statystyki są przerażające:
Tylko w ostatni weekend w polskich wodach utonęło 41 osób, najwięcej w niedzielę - 26. Od początku maja, z tego powodu życie straciły już 124 osoby

Szczypta o Mnie

piątek, 3 lipca 2015

Prawie Dziki Zachód


O tym, że pożegnaliśmy żłobek już wiecie. Dziś Wam opowiem o pożegnalnej imprezie w żłobku, która odbywała się co roku na koniec czerwca. Każdego roku był inny motyw przewodni imprezy, stałym elementem były dmuchańce i trampolina główny punkt programu dla wszystkich dzieciaczków. Pierwsza nasz impreza w ogrodzie była poświęcona twórczości Juliana Tuwima, w żłobkowym ogrodzie wyrosło miasteczko Tuwima, w ubiegłym roku była impreza w duchu sportowym, a w tym roku przenieśliśmy się na Dziki Zachód. Przekraczając bramę ogrodu żłobka przecierałam oczy z niedowierzaniem to co zobaczyłam. Te wszystkie dekoracje były niesamowite, wszystko wykonane ręcznie przez ciocie, po prostu miód malina.


Każda grupa dzieciaczków ze żłobka była przebrana za inną nację z Dzikiego Zachodu najmłodsza grupa dzieciaczków to kowboje, średniaki byli Indianami, a nasza grupa starszaków byli Meksykanami.
Wszystkie grupy wychodziły po kolei w rytm swojej muzyki. Na początku było wspólne śpiewanie przy ognisku i zabawy. Po śpiewach oczywiście każde dziecko chciało pobiec czym prędzej na dmuchańce, ale nie było to łatwe, bo chcąc iść na dmuchańce trzeb było zdobyć odpowiednią ilość pieczątek na różnych punktach sprawnościowych, która uprawniała do otrzymania gwiazdy Zdobywcy Dzikiego Zachodu i z nią można było pomaszerować na dmuchańce. My oczywiście ją zdobyliśmy.


I tak u Szeryfa trzeba było z zawiązanymi oczami przyczepić mu gwiazdę.


Była Kopalnia Złota, w której dzieci szukały, albo w piasku przesiewając go złota, albo w dużym kuble pełnym siana, w którym były ukryte sztabki złota.

Było strzyżenie owiec

Było łowienie ryb

Była przeprawa przez rzekę



Było rozbicie banku,ale zamiast pieniędzy były cukierki.


A po za tym co jeszcze było. Było rzucaniem do celu, w pudełku lądować miały podkowy, ale u nas było to bardziej na zasadzie noszenia, była jazda na konikach


Gdy już przeszłyśmy wszystkie punkty sprawnościowe i zdobyliśmy Gwiazdę Dzikiego Zachodu mogliśmy się udać na dmuchańce i końca nie było widać.

I tak się cudownie bawiliśmy na

Szczypta o Mnie

środa, 1 lipca 2015

Co się kończy i co się zaczyna

Dziś już ostatni dzień na koloni
Szybko minęły te trzy tygodnie
Każdy z nas pewnie łezkę uroni
Zanim powróci w rodzinne strony

Kto z Was jeździł na kolonie zna, pamięta tę piosenkę ja zawsze przy niej płakałam.
W podobny nastrój popadłam i wciąż w nim tkwię, ale tym razem nie chodzi o mijające kolonie, a o mijający, kończący się etap w życiu mojej córki. Lulcia 30 czerwca zakończyła swój "pierwszy etap edukacji" zamknęliśmy rozdział pt: "żłobek". I wiecie co Wam powiem k......o mi smutno i źle. Od wczoraj chodzę smętna, płacząca i rozżalona. Może się to niektórym z Was wyda dziwne, trudno nie dbam o to, mnie jest źle.
Jakby nie było 3 lata spędziliśmy w żłobkowych murach, przez 3 lata dzień w dzień pokonywaliśmy tą samą drogę, braliśmy czynny udział we wspólnym wychowaniu naszej pociechy, uczestniczyliśmy we wspólnym żłobkowym życiu, społeczności.
I przywiązaliśmy się do żłobkowych cioteczek, a najbardziej do cioci Moni. I to z nią pożegnanie było najcięższe. W ostatni dzień pobytu Lulci w żłobku, zakupiłam dla każdej cioteczki bukiecik pachnących kwiatków. Każdy inny Lulcia wybierała i wręczała bukieciki ciociom. Cioci Moni trafił się ten najpiękniejszy z różowych kwiatków. Wręczając go nie spodziewałam się, że usłyszę tyle ciepłych, miłych, serdecznych słów o moim dziecku, nie sądziłam, że obca osoba, może okazać tyle czułości, ciepła, serdeczności i tak przywiązać się do obcego dziecka. Ciocia Monia obawiała się przez te wszystkie 3 lata tego dnia, nie chciała by on kiedyś nadszedł, bo mimo, że przez żłobek przewija się tyle dzieciaczków dla niej Lulcia była, jest i będzie zawsze wyjątkowa i jedyna. W końcu ciocia Monia została przechrzczona drugą mamą Lulci. I ta wspólna zażyłość była obustronna. Ciocia Monia życzyła samej pomyślności na przyszłość dla Lulci,mówiąc to wszystko łzy płynęły i jej i mnie po policzkach, a Lulcia stała z kwiatkami, ze szklistymi oczkami i tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy, że to jej ostatni dzień w tym miejscu. Najprawdopodobniej powrócimy do naszego żłobka za rok z naszą Calineczką, z pewnością odwiedzimy nasze ciocie jeszcze w te wakacje podczas wspólnych zabaw w ogródku, a Lulcia wciąż mnie wieczorami dopytuje w co ją jutro ubiorę do żłobka.
Z początku powierzając w opiekę do żłobka moje dziecko też wylałam morze łez, bo jak to moje dziecię będzie bez mamy. Towarzyszył strach, obawa czy sobie poradzi, czy będzie jej tam dobrze. A dziś wiem, że były to dobrze wykorzystane 3 lata, wiem, że spędziła je z uśmiechem na twarzy, obdarzyła to miejsce sympatią zresztą my też, zawarła tam swoje pierwsze prawdziwe przyjaźnie z Natalką i Majką, szkoda tylko, że w dalszą drogę dziewczynki wyruszą każda w innym kierunku, może kiedyś w przyszłości się spotkają, ale czy będą siebie pamięta.
Lulcia żyje dniem codziennym tu i teraz, a ja wciąż to przeżywam, bo wiem, że zakończył się pewien etap w jej życiu nie odwracalny i to jest chyba w tym wszystkim najsmutniejsze.

Szczypta o Mnie