środa, 30 grudnia 2015

Przegląd roku 2015

Nie ma zmiłuj, kalendarza nie oszukasz 2015 rok pomału odchodzi po to by ustąpić miejsca Nowemu 2016 czekającemu tuż za rogiem. Jaki będzie. Czas pokażę. Ja sobie i Wam życzę by był lepszy od mijającego 2015, nie gorszy, a lepszy :) Ale dziś jeszcze nie będę Wam składać życzeń noworocznych dziś chcę przyjrzeć się mijającemu 2015, podsumować, przypomnieć sobie co takiego się w nim wydarzyło.

STYCZEŃ

Urodziny mojego chrześniaka już 12 lat, w styczniu to także imieniny mojego męża. Tak więc po Świętach jak widać z początkiem roku czekają mnie kolejne wydatki :) Styczeń narodziny córeczki małej Zosi naszych przyjaciół.
Od stycznia poszłam na zwolnienie w związku z moją ciążą. To moje pierwsze koty za płoty z kuchennymi rewolucjami.

LUTY

To zmiana Lulciowego logopedy i to był strzał w dziesiątkę, postawiona diagnoza seplenienie boczne. W lutym przechodzę badanie USG w ośrodku referencyjnym i zostają rozwiane wszelkie wątpliwości co do jelita hyperechogennego. Luty to narodziny mojego bratanka.

MARZEC

To wielki strach, milion pytań bez odpowiedzi, wyrzuty sumienia i strach ogromny strach o życie naszej Calineczki, która powitała się ze światem o całe 8 tygodni za wcześnie. W marcu podpisujemy akt notarialny i stajemy się właścicielami naszego domu z piękną działką. To Dzień Kobiet spędzony na sztuce jeszcze w wersji 2w1. To składanie papierów do przedszkola. Marzec to pierwszy samodzielny oddech naszej Calineczki, to masa badań m.in. prześwietlenie mózgu, które nie wykazuje żadnych nieprawidłowości, pierwsza kupka czyli układ pokarmowy podjął pracę, to mój wypis ze szpitala, to przenosiny do otwartego inkubatora, to pierwsze próby jedzenia butelką, pierwsza kąpiel i wiele wiele tych pierwszych razów.

KWIECIEŃ

Wypis naszej Calineczki do domu. Gdzie uczymy i poznajemy siebie. Kwiecień to ogromny sukces karmienia piersią mimo, że było ciężko, dałyśmy we dwie radę. Święta Wielkanocne spędzone niestety bez Calineczki. W Kwietniu zamknęliśmy również nasz dom wprawiając okna i drzwi. Kwiecień przyniósł śmierć mojej ukochanej babci.

MAJ

Narodziny Michasia syna przyjaciół też wcześniak z 36 tygodnia. Maj przyniósł kolejne badania z Calineczką,które wszystkie wychodzą prawidłowo jak wzrok czy słuch. To moje urodziny 32 z kolei. W maju rozpoczęłam wielorazowe pieluchowanie. W maju mamy założoną w naszym domku instalację elektryczną i hydraulikę.

CZERWIEC

Czerwiec to czwarte urodziny Lulci. W czerwcu nasza Calineczka kończy swój pierwszy kwartał życia. W czerwcu żegnamy się po 3 latach ze żłobkiem, łezka w oku się zakręciła i to nie jedna. Pierwsze szczepienie Calineczki. Mimo, że czerwiec i środek lata my w naszym domku piec i instalację ogrzewania.

LIPIEC

Przyniósł pierwszy raz w życiu podbite oko. Wizyta u neurologa pozytywnie, kolejny specjalista do odhaczenia. W lipcu rozpoczęłam 2 miesięczne wakacje w towarzystwie dwóch swoich córeczek.To pierwszy samodzielny wakacyjny wyjazd Lulci bez rodziców w towarzystwie dziadków i bratanicy nad jezioro.

SIERPIEŃ

To nasze wspólne rodzinne wakacje nad polskim morzem z pogodą wyśnioną. W sierpniu urodzinowo świętuje mój mąż i bratanica. To dalsza część wakacji na działce z upałami w tle ale wcale mi to nie przeszkadza. Wizyta u kardiologa serduszko pracuje i stuka prawidłowo. To kolejny postęp prac w naszym domku mamy tynki i wylewki.

WRZESIEŃ

Urodziny mojej mamy.  Rozpoczęcie edukacji przedszkolnej mojej dużej Lulci, to pasowanie na przedszkolaka to nowy etap w naszym życiu. To koniec wakacji szkoda, ale pogoda nas rozpieszczała dalej. Wrzesień to skończone pół roczku Calineczki.

PAŹDZIERNIK

Rozpoczęłam przygodę z rurką :) Zapalenie ucha Calineczki. Moje pierwsze spotkanie blogerskie. Wzięłam udział w projekcie propagowania karmienia piersią. To pierwsze spotkanie z dużą wodą na basenie Calineczki.

LISTOPAD

Urodziny mojego taty. Wszystkich Świętych i spotkanie rodziny nad grobem babci. To moje kolejne drugie spotkanie blogerskie. W listopadzie rozpoczęłyśmy rozszerzanie diety Calineczki i obchodziliśmy nasz Pierwszy Dzień Wcześniaka.  W listopadzie rozpoczęłam szkołę rodziców w przedszkolu Lulci. Rozpoczęłyśmy z Calineczką rehabilitację.

GRUDZIEŃ

Święta Bożego Narodzenia pierwsze spędzone z Calineczką i pierwsze bez babci. Grudzień niestety przyniósł bolącą i dokuczającą mojej mamie rwę kulszową, mam nadzieję, że rwa odejdzie ze starym rokiem. To kolejne spotkanie blogerskie, którego byłam współorganizatorką. To pierwsze spotkanie z dużą sceną Lulci podczas przedszkolnego przedstawienia Leśne Zwierzątka. To wielkie pakowanie i przeprowadzka mam nadzieję, że bez komplikacji i pójdzie jak po maśle. Trzymajcie kciuki bo to właśnie dziś.

Po za tym rok 2015 przyniósł mi nowe znajomości, które mam nadzieję, że nie będą tylko na chwilę. Wzbogacił mnie o nowe doświadczenia w byciu podwójną mamą, mamą wcześniaka. W 2015 roku przeżyłam najgorsze chwile swojego życia drżąc o życie mojego nowo narodzonego dziecka. 2015 umocnił mnie w miłości i scalił, przybliżył jeszcze mocniej ( a można mocniej ano można) do męża, rodziny, przyjaciół. Mimo przeciwności losu jakie mnie spotkały w tym roku uważam, że był to udany i szczęśliwy dla nas rok i wierzę w to, że Nowy 2016 będzie jeszcze lepszy w nowym domu, w nowym miejscu z naszą czteroosobową rodzinką i psem.

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Magia Świąt

Święta za 3 dni tak, tak zostały nam 3 ostatnie skarpety z naszego adwentowego kalendarza i choć u nas w tym roku magia Świąt zeszła na drugi plan, bo na pierwszy wysuwają się wszechogarniający bałagan, pudła, kartony jednym słowem przeprowadzka rozpoczęta.

To mimo wszystko staram się jak mogę by choć trochę poczuć świąteczną atmosferę, którą staram się jak mogę w zadaniach adwentowych. Za nami nauka kolędy, robienie ozdób na choinkę, ubieranie choinki, która stoi i cieszy oko od 6.12, świąteczna sesja zdjęciowa. Ale co pierników w tym roku nie będzie, będzie świąteczny pasztet, śledzie, a inne świąteczne przysmaki skosztują nasze podniebienia u mamy na Świętach.

Przekraczając próg naszego miasta czujesz . Na magię przeprowadzki jeśli można to nazwać magią, ale w naszym mieście magię Świąt się czuje. Między pakowaniem jednego kartonu, a drugiego podziwiamy tę magię. I tak wczoraj odwiedziliśmy główną ulicę naszego miasta, a na niej mogliśmy podziwiać piękną iluminację świetlną, jest pięknie tylko śniegu tak strasznie brakuje. Na początku ulicy stanęła 25 m choinka otoczona świetlnymi prezentami, nad głowami przechodniów, na całej długości ulicy Piotrkowskiej wiszą świetlne sznury lodowe wzbogacone przestrzennymi gwiazdami, które zawisły na latarniach tworząc bajkowy klimat. Na woonerfach stanęły choinki i gigant bombki. No mówię Wam zapiera dech w piersiach.


Po za piękną iluminacją stanęło lodowisko (i powiem Wam, że mimo dodatnich temperatur można pojeździć, nie na lodzie, ale na czymś co imituje lód, ludzie jeżdżą), górka saneczkarska, karuzela wenecka, scena na której odbywają się koncerty, namiot, w którym dzieci mogą miło spędzić czas podczas warsztatów plastycznych czy kulinarnych, stoiska handlowe pełne rękodzielnictwa i regionalnych przysmaków kulinarnych no i oczywiście spotkanie ze świętym Mikołajem. Dodatkowo w tym roku odwiedziła nasze miasto świąteczna ciężarówka Coca Coli. Powiem Wam w sekrecie, że szału nie było, na żywo dla mnie dużo gorzej wygląda jak w reklamie, a kolejki po puszkę do niej, że szkoda gadać.

Po za Piotrkowską magię Świąt można poczuć już standardowo w Manufakturze i w piernikowej chatce gdzie jak co roku dzieci mogą upiec i udekorować pierniczki (piekłyśmy, dekorowałyśmy, a potem jadłyśmy), pstryknąć fotkę za 5 z Mikołajem całkowity koszt zostaje przekazany na rzecz łódzkich świetlic środowiskowych. Zdjęcie też mamy chyba to nasza już świąteczna tradycja jak co roku w tym samym miejscu pstrykamy sobie zdjęcie ze Świętym Mikołajem, wszystko pięknie tylko matka o rok starsza na tych fotkach.




Szczypta o Mnie

czwartek, 17 grudnia 2015

9 miesięczna Calineczka

Nasza Calineczka skończyła 9 miesiąc swojego życia ( 7 miesiąc korygowany) 17.03-17.12.

  • waga Calineczki  6580 gr/ waga mamusi 63 kg (+3 kg) , ale dzięki intensywnemu chodzeniu na Pole Dance mam coraz ładniej wyrzeźbione, wysmuklone ciało, więc kg z objętością nie idą w parze
  • długość 67 cm mierzona podczas wizyty w szpitalu 4.12
  • ubranka nosimy w rozmiarze 68 cm pojedyncze sztuki na 74 cm
  • pieluchujemy się wielorazówkami
  • karmimy się wciąż piersią na żądanie i smakuje warzyw i owoców, w nadchodzącym miesiącu posmakuje mięska
  • nocne spanie nam się popsuło często się wybudza z płaczem i najczęściej kończymy spanie w rodzicielskim łóżku
  • oprócz popsutych nocek ostatnie dni tego mijającego miesiąca były bardzo płaczliwe, a jak mama znikała za rogiem syrena włączała się natychmiast
  • pojawiły się nam dwa ząbki (2.12 dolna lewa jedynka, 4.12 dolna prawa jedynka)
  • 2.12 Nusia awansowała i przeszła na niższy poziom swego łóżeczka
  • za nami trzydniówka i byłam z lekka przerażona wciąż rosnącą temperaturą i brakiem innych oznak chorobowych z Lulcią nie miałam do czynienia z trzydniówką stąd mój strach z czym mamy do czynienia, na szczęście 3 dnia wysypało nas i wszystko stało się jasne

 Umiejętności 9 miesiąca:
  • opanowała przewroty z brzuszka na plecki i w ten oto sposób wiem co to znaczy turlać się
  • pojawiły się nowe sylaby w gaworzeniu jak "la"
  • leżąc na pleckach smakuje swoje stópki

W swoim 9 miesiącu życia byłam:
  • w grocie solnej nawdychać się jodu, żeby infekcje mnie omijały
  • na basenie bo strasznie lubię wodę w końcu rybką jestem
  • w szpitalu na badaniach
  • na rehabilitacji 
  • na przedszkolnym przedstawieniu swojej starszej siostry pt:"Leśne zwierzątka"
  • u cioci i wuja J.
  • na dwóch blogerskich eventach (Tubajka i Smykawka) 
  • w nowym centrum handlowym na spotkaniu z Mikołajem 
  • na sali zabaw
Witaminka D wciąż z nami, ale to standard i wciąż mieszanka fosforanowa 3x1ml. W związku z tym, że wciąż przyjmujemy mieszankę świadczy to wciąż o aktywnej chorobie metabolicznej kości u wcześniaków. Po wizycie u rehabilitanta moje przeczucia obawy się potwierdziły, mamy zleconą rehabilitację 10 spotkań raz w tygodniu, po ostatnim spotkaniu mamy pojawić się u rehabilitanta. A czemu rehabilitacja, ano przyczepił się lekarz do tego, że Nusia nie garnie się do siedzenia w sensie posadzona leci na boki, kiwa się,nie trzyma pionu, tak więc mamy trochę podgonić to wszystko. A co robimy na tej naszej rehabilitacji o tym będzie osobny post. Rozszerzanie diety idzie nam pięknie, zjada z apetytem i często podnosi głos gdy na łyżeczce jedzenia brak. Do tej pory posmakowałam: marchewki, dyni, ziemniaczka, brokuła, zielonego groszku, kukurydzy, jabłka, banana.

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Co przytachałam ze spotkania: Spotakajmy się w Łodzi

Jak wiecie jakiś czas temu uczestniczyłam w swoim drugim spotkaniu blogerek Spotkajmy się w Łodzi, o którym więcej możecie przeczytać TU
Dziś pochwalę się tym co ze spotkania przywiozłam ze sobą.

Firma Topgal przygotowała dla uczestniczek odblaskowe kamizelki idealnie się sprawdzą w naszym nowym miejscu zamieszkania gdzie nie wszystkie ulice są oświetlone.


Sklep Naturalne Piękno  przygotował dla nas Całus dla maluszka Calaya wprost idealny na odparzenia wiemy bo go używałyśmy i poradził sobie w mig, od Herba Studio otrzymałyśmy balsam do ust dla dzieci Tisane z czego Lulcia była wniebowzięta bo w końcu ma czym smarować swoje ustka i przestała mamie podbierać pomadkę :)


Pszczela Dolinka obdarowała nas mydłem ręcznie robionym uwielbiam je za zapach i za swą naturalność, aż żal zacząć go używać.


Mirvena Cosmetics podarowała płyn do higieny intymnej, jestem bardzo ciekawa go, bo firma jest mi do tej pory nieznana, a ciekawie się zapowiada.


Od naszego prelegenta Effective Nails otrzymałyśmy różowy kalendarz na 2016, ale to nie wszystko bo mam w domu swój osobisty zestaw do robienia paznokci hybrydowych tylko brakuje mi lampy :(


Revitacell zadbało o nasze brwi i rzęsy oraz delikatną skórę pod oczami:
koncentrat regenerujący do delikatnej skóry okolic oczu
kurację regenerującą do rzęs i brwi.
Już używam i jestem zadowolona, firmy też wcześniej nie znałam.


Firma Semilac podarowała lakier hybrydowy do paznokci, pilniczek, polerkę i ręczniczek.


Livioon zadbał byśmy na zbliżającego się Sylwestra pięknie pachniały podarował dla każdej z uczestniczek najnowsze swoje zapachy oraz niesamowity hit nad hitami moje odkrycie roku Face Glove czyścik do demakijażu , a o to co możemy o tym produkcie przeczytać na stronie producenta:
"owa rewolucyjna rękawiczka Face Glove sprawi, że Twój makijaż zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki a Twoja cera pozostanie miękka, gładka i oczyszczona. Koniec ze zbędnymi kosmetykami, wacikami i podrażnieniami okolic twarzy. Face Glove w łatwy i przyjemny sposób zmyje nawet najmocniejszy makijaż jedynie przy użyciu wody".



The Secret Soap Store w pięknie zapakowanym pudełku znalazły się peeling do ciała oraz balsam. Pudełko wciąż stoi i pachnie, zapach jest tak intensywny, że czuć go w całym pokoju, aż nie chcę myśleć jak muszą pachnąć kosmetyki.


Od firmy Avon otrzymała każda z nas najnowszy katalog oraz zestaw próbek.


Od firmy Pumice otrzymałyśmy pokaźną paczkę z różnymi pumeksami. Obdarowana została cała rodzina.


Posmakować mogłyśmy podwójnych paluszków od firmy Beer Fingers


Od Hobibobi otrzymałyśmy dla Nusi czapeczkę szytą na miarę, a dla Lulci śliczą spódniczkę w żółte nietoperze, dodatkowo wygrałam podczas licytacji tunikę na zaś dla Nusi, bo dla Lulci już za mała, ale warto było bo jest nieziemska.


Od marki Essence otrzymałyśmy zestaw produktów, a w nim lakier do paznokci oraz róż do policzków

Po za tymi upominkami brałyśmy udział w licytacjach, w których mnie udało się wygrać od Zabawkarni 
takie cudo dla Nusi
Nasze spotkanie wsparli następujący sponsorzy:

  

za wszelkie upominki serdecznie dziękujemy :)

Szczypta o Mnie

niedziela, 6 grudnia 2015

Wymianka Mikołajkowa 2015

W tym roku wymiankę Mikołajkową na blogu zorganizowała Miniowa
Ja swój podarek mikołajkowy przygotowałam dla Kasi a mnie Mikołaj obdarował paczką od Ani.
Paczkę odebrałyśmy z Lulcią i Nusią w piątek gdy wracałyśmy z przedszkola. Lulcia chciała ją już odpakować na poczcie, więc do domu wracałyśmy jak błyskawice.
Ciekawi jesteście co otrzymałam w mojej paczce od Mikołaja.

 Paczka była cudnie zapakowana

 Rozpakowanie, a raczej rozdarcie oczywiście należało do Lulci

 I tu tekst mojej córci bezcenny:"Mama dostałyśmy odkurzacz". :)
I nie było opcji jej wytłumaczyć, że to tylko pudełko, nie i koniec na pudełku widać odkurzacz więc musi być to odkurzacz.

 Dopiero gdy otworzyła zdanie zmieniła.
A w środku same cuda.

 Księżniczkowe naklejki dla Lucli były najlepsze z najlepszych bo obecnie jesteśmy na etapie naklejek, różowe spodenki dla Nusi będą idealne na wiosnę, list od naszego Mikołaja

 Skorupki od orzechów pomalowane podbiły moje serce i już nie mogę się doczekać kiedy zawisną na naszej choince, są cudne i wspaniały pomysł.

 Mikołajkowa świeczka.

 Gumki do włosów, dumnie nosi je do przedszkola

Aniu bardzo dziękuje Ci za te wspaniałości. Cudowne są :)) Pozdrawiamy Cię i Twoich chłopaków :)

Szczypta o Mnie

czwartek, 3 grudnia 2015

Pupusowe pieluchowanie

Jak już dobrze wiecie z sukcesem pieluchujemy się wielorazówkami. Dzięki uprzejmości polskiej firmy Pupus szyjącej pieluszki wielorazowe otrzymałam możliwość przekonania się na własne oczy, a na skórze Calineczki o właściwościach pupusowych pieluszek.
System pieluchowania jaki ja stosuję to otulacz+wkład więc nie mogło być innej opcji jak wybór padł na otulacz i wkłady.
 wkładka sucha pupa mikropolar

 wkładka z bambusa frotte

 wkładka bambusowo-węglowa

 otulacz

Mimo, że otrzymałam produkt inny niż wybrałam (wybrałam otulacz z podwójną gumką zapinany na rzepy, a otrzymałam zapinany na napy) ciesze się, że wkradła się ta pomyłka. Bo do tej pory byłam wierną fanką otulaczy zapinanych na napy i gdy by nie ta drobna pomyłka nie przekonałabym się o zaletach otulaczy zapinanych na rzepy. Jakoś podświadomie zawsze ich unikałam, miałam z nimi skojarzenia, że rzepy są nie trwałe, źle trzymają, że to napy lepiej się sprawują. I tu sama byłam zaskoczona przewagą rzepów nad napami:
  • łatwość zapinania rzepów system bardzo zbliżony do zapinania zwykłego pampers dużo łatwiejszy niż napy,
  • lepsza możliwość dopasowania zapięcia do naszego maluszka, pieluszka nie odstaje, lepiej przylega
  • otulacz jest wyposażony w dodatkowe rzepy, które zapinamy do prania tak by nic nam się nie poprzyczepiało do rzepów
Otulacz pupusowy posiada system podwójnych gumek dzięki którym mamy podwójną pewność, że nic nie wydostanie się po za otulacz, standardowo otulacz one size posiada system nap regulujących rozmiar, uszyty jest z wodoodpornego materiału PUL, który przepuszcza powietrze, a nie przepuszcza wody.

 napy do regulacji rozmiaru otulacza


dodatkowe  rzepy na czas prania



                                                                  system podwójnych gumek

Wkład sucha pupa to cieniutki mikropolarek.  Jak sama nazwa nam podpowiada ma za zadanie stworzyć barierę między pupą dziecka, a tradycyjną wkładką. Dzięki temu pupa naszego maluszka i sam malec nie będzie odczuwał wilgoci, prawie jak w pampersie z tą dużą różnicą w naszej pieluszce pupa oddycha w pampersie tradycyjny już nie.


Wkład z bambusa frotte. Są to wkładki trzywarstwowe, są chłonne i ich ogromną zaletą jest szybkość schnięcia. Bambus to naturalna tkanina, która jest polecana dla delikatnej i wrażliwej skóry, a taką skórę mają pupy naszych milusińskich. Bambus w związku z tym, że jest tkaniną posiadającą właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne dzięki temu zapobiega namnażaniu się bakterii i zapobiega wystąpieniu podrażnień, odparzeń delikatnej skóry maluszka.



Wkład bambusowo-weglowy to najbardziej chłonne wkłady na rynku. U nas doskonale sprawdzają się w nocy. W związku z tym, że Calineczka noce przesypia choć ostatnio różnie z tym bywa, wkład bambusowo-węglowy daje radę całą noc. Wkład uszyty jest z 2 warstw mikropolaru bambusowo-węglowego ( dzięki zastosowaniu mikropolaru skóra pozostaje sucha) i z 3 warstw mikrofibry wewnątrz.






Podsumowując Pupus zdał egzamin :)



Szczypta o Mnie

sobota, 28 listopada 2015

Spotkajmy się w mieście co łódkę ma w herbie

21 listopada miałam tą możliwość i wzięłam udział w swoim drugim spotkaniu blogerek, zresztą nie mogło mnie tam nie być, bo spotkanie jak w tytule odbywało się w mieście co łódkę ma w herbie, a Łódź to moje rodzinne miasto.
Zwarta i gotowa wyruszyłam z domu z całą moją brygadą. Cel Tubajka, ale po drodze zahaczyć musiałam o najlepszą instytucję zwaną babcia by podrzucić na czas spotkania Lulcię. Calineczka nie mogło być innej opcji bo jak się z cysiem rozstać towarzyszyła rodzicielce. Zwarte i gotowe ściskając w ręku bilet mpk z pomocą sympatycznego pana, który pomógł wtachać wózek do tramwaju linii 8 wyruszyłyśmy w podróż. Po 20 minutowej jeździe nową trasą W-Z podziwiając nowy tunel i odnowione przystanki, wysiadłyśmy i same z tychże dobrodziejstw przekonałyśmy się na własnej (o cholera ziemniaki tak mnie pochłonęło pisanie posta, że przypaliłabym ziemniaki i klusek śląskich by nie było, na szczęście sytuacja opanowana ufff)skórze o dobrodziejstwach wind na przystankach.
Na miejsce dotarłam punktualnie, a wejście iście królewskie miałyśmy, bo że wózek przejechać musiał na koniec sali dziewczęta nam z drogi schodziły. Miejscem naszego spotkania była Tubajka
i niestety albo stety muszę ją objechać, naprawdę nie wiem skąd ma tak pochlebne komentarze, bo salę jaką nam udostępnili dla 20 osób była za mała dużo za mała, serwis kawowo-ciasteczkowy, za który każda z nas zapłaciła dupy nie urywał zwykła rozpuszczalna kawa, herbata, cukier i mleko zagęszczone, a wszystko ulokowane w końcu sali na skrzynce, na za małej skrzynce, bo nie było gdzie odstawić brudnych naczyń. Chciałaś się napić kawy musiałaś ją trzymać w ręku, ewentualnie postawić między nogami na krześle,
albo na podłodze. Chciałaś wyrzucić torebkę od herbaty musiałaś pić z torebką, bo nie było gdzie, to samo z brudną łyżeczką. Chciałaś zjeść ciastko musiałaś trzymać je w ręku bo talerzyków też nie było, a ciastka no proszę Was za tą 10 od każdej z nas były dwa rodzaje ciastek na dwóch dużych talerzach takich obiadowych. Mała sala była też utrudnieniem przy prowadzeniu warsztatów z robienia naturalnych kosmetyków. Bo zamiast usiąść jak ludzie przy stole wszystkie razem i robić wspólnie naturalne kosmetyki to musiałyśmy podchodzić trójkami i w kucka tworzyć. Ale to nie koniec organizatorka przesłała nam menu byśmy według swojego gustu wybrały to co chcemy zjeść, każda z nas wyboru dokonała, propozycje zostały wysłane, zapłacone, a Tubajka co ? Dwa dni przed spotkaniem poinformowała organizatorkę, że nie są w stanie przygotować naszych propozycji i mamy wybrać jakieś 2,3 propozycje. No ożesz Ty, a gdyby im wjechało 20 osób i chciało zamówić 20 różnych dań z karty to co by powiedzieli, że nie są w stanie ich przygotować, to niech w karcie znajdą się 3 dania a nie 20. I ostatnia sytuacja, która rozłożyła mnie na łopatki. Zaraz po wejściu, nasze spotkanie odbywało się na górze, przed nami do pokonania było parę schodków więc zapytała się pani z obsługi czy może uruchomić mi wjazd po schodach dla wózków, a ona na to, że nigdy tego nie włączała i nie wie jak, no witki mi opadły, podziękowałam i z pomocą silnego mężczyzny wózek został wniesiony.
Tak więc Tubajką się rozczarowałam.

Ale wracając do naszego spotkania. Należy wspomnieć, że organizatorką tego cudnego przedsięwzięcia Spotkajmy się w Łodzi była Sylwia z bloga.
Spotkanie rozpoczęło się parę minut po 12 i rozpoczęło się od wystąpienia przedstawicielki firmy Pani Agnieszki Wojtowicz z firmy Effective Nails, która przybliżyła nam firmę i zaprezentowała nam w jaki sposób prawidłowo mamy wykorzystać produkty Effective Nails. Bo każda z nas otrzymała miły upominek w postaci zestawu do hybrydy od firmy, po za lampą nad czym strasznie ubolewam, bo wszystko inne mam i póki co hybryd na moich paznokciach brak :(
Pani Renata Piskorz-Ejstaszewska starszy menager sprzedaży marki Avon opowiedziała jak to jest być mamą trójki dzieci i jak należy prawidłowo dbać o skórę twarzy by wyglądać tak promiennie jak ona. Tak więc codziennie wieczorem, rano nie zawsze pamiętam wykonuję ósemeczki wokół oczu obowiązkowo, a prócz tego prawidłowa pielęgnacja skóry twarzy oczyszczanie, tonizowanie i masowanie.
Kolejne wystąpienie należało do Pauliny Frontczak_pawłowskiej dobrze znanej w sieci Ladymami, którą poznałam osobiście na spotkaniu, które organizowała w Łęczycy. Na spotkaniu naszym wystąpiła tym razem jako prelegentka i opowiedziała nam o naszej podświadomości "I Ty posiadasz siłę podświadomości". Temat z podświadomością mi znany, więc wiele rzeczy, o których mówiła nam Paulina były dla mnie oczywiste, jednak nigdy nie zaszkodzi nam by sobie temat przypomnieć.
Po prelekcji Pauliny zeszłyśmy na obiad. I tu mogłyśmy w oczekiwaniu na placka, czy zupę miałyśmy czas na pogaduchy. Zdecydowanie to lubię i swobodnie mogłam porozmawiać z dziewczętami, posłuchać samych superlatyw na temat Nusi jaka to ona jest grzeczna i spokojna, serce rośnie gdy słyszy się takie przyjemne słowa na temat swojego dziecka, a Nusia, wcześniej wytrąbiła na prelekcji u Pauliny cysia, więc uderzyła w poobiednią drzemkę. A mama mogła swobodnie zjeść, napoić się i pogadać :)
Brzuchy napełnione ruszyłyśmy na kolejną część spotkania, a w sali czekała na nas Pani Róża Grudzińska właścicielka firmy HobiBobi, i jej prelekcja dla nas na bardzo ciekawy temat " Od marzenia do spełnienia-kobieca siła". Bardzo podobała mi się ta prelekcja, Pani Róża w tym co mówiła była szczera, nie było w tym fikcji, była ciepła i serdeczna, otworzyła się przed nami i opowiedziała, że za nim doszła do tego co ma, przeszła drogę z wybojami, ale co najważniejsze podczas tej drogi zdobywała doświadczenie, zdobywała kontakty i udowodniła sobie i ludziom z jej wioski, że z 1 zł w kieszeni można osiągnąć sukces. Ona jest tego doskonałym przykładem. Każda z nas od Pani Róży otrzymała markowe upominki w postaci ubranek dla dzieci, bo firma szyje ubranka dla najmłodszych.


I na sam koniec odbyła się część praktyczna wyrób naturalnych kosmetyków dzięki Izabeli Kornet z bloga.
Iza to młoda dziewczyna (20 lat), ale z ogromną wiedzą w temacie kosmetyków naturalnych, które sama tworzy. Na jej warsztatach otrzymałyśmy tylko mały wycinek jej wiedzy w tym temacie. Zajęłyśmy się tworzeniem maseczek dopasowanych do naszej cery. I niestety w związku z tym, że miejsca na przeprowadzenie sprawnie warsztatów nie było, musiałyśmy podchodzić trójkami do małego stoliczka, ja byłam jako ostatnia wykonałam swoją maseczkę w trybie ekspresowym. Strasznie żałuję, że z braku miejsca warsztaty nie odbyły się tak jak powinny, o czym nawet wspomniała sama Iza, bo miała zupełnie inne wyobrażenie. Ale co najważniejsze maseczka jest i wydanie e-booka Izy na skrzynce mailowej też mam, więc mogę zakasać rękawy i zabrać się za wyrób naturalnych kosmetyków, a wszystko co naturalne bardzo lubię.
Na spotkaniu odbyła się licytacja i loteria, a wszystkie pieniążki jakie udało się nam zebrać wsparły chorego na autyzm Mikołaja podopiecznego fundacji Jaś i Małgosia do tej pory wspólnie zebrałyśmy 860 zł.
A o tym co wylicytowała, co wylosowała i co przywiozłam od sponsorów dowiecie się w osobnym poście, tak więc wypatrujcie :)

Tak cudownie spędziłyśmy czas podczas spotkania Spotkajmy się w Łodzi.

Dziękuje dziewczynom ze spotkania za udostępnienie zdjęć.
A Wy moi drodzy trzymajcie kciuki :)

Szczypta o Mnie