piątek, 30 września 2016

Jak zorganizować wakacje nie bankrutując cz 1

Dziś opowiem Wam, podpowiem o tym jak zorganizować wakacje nie bankrutując. 


Za mną 4 wyjazdy zagraniczne, które sama zorganizowałam. I pojęcie jakie takie w tym temacie mam. Kocham podróżować i zwiedzać nowe, nie odkryte miejsca i dodawać kolejne miejsca na mapie świata, doczepiać kolejny magnes na mojej lodówce.


A co muszę mieć, czym się kieruje przy wyborze, na co zwracam uwagę.

Otóż to podstawą jest wybór odpowiedniego miejsca. Latem muszę mieć przede wszystkim gwarantowaną pogodę, a nad naszym Bałtykiem o to jest ciężko stąd nasz kierunek wakacyjnych wojaży pada zawsze na pewniaki z pogodą czyli zagranica.

Po za pogodą muszę mieć miejsce do otwartej wody by móc wymoczyć swój zmęczony tyłek i woda nie może być taka jak w Bałtyku lodowata to drugi powód czemu latem na wakacje nie jeżdżę nad Bałtyk.

Przyjęliśmy taką zasadę, że na urlop jeździmy zagranicę, a weekendy czy krótsze wypady zaliczamy w naszym pięknym kraju. Skoro woda to i plaża co by trochę poleniuchować i wygrzać na słoneczku swoje stare kościska :)

Nasz odpoczynek zawsze dzielimy na leniuchowanie na plaży i aktywne zwiedzanie. Nie wyobrażam sobie pojechać i leżeć plackiem tydzień na plaży i zobaczyć okoliczne stragany.

Kierunek nigdy nie jest do końca konkretnie wybrany, mamy zawsze kilka alternatyw i jesteśmy otwarci na inne propozycje. Staramy się co roku jeździć w inne miejsca, poszerzać nasze horyzonty. Jedyny nasz pewnik to czas w którym jeździmy na nasz urlop. Zazwyczaj wybieramy dwa ostatnie tygodnie sierpnia z 15 sierpnia, który jest świętem zawsze urlop jest dłuższy i kiedy wszyscy są po urlopie my przed. Choć przychylnie patrzymy również na wrzesień i październik, w tym roku musieliśmy odpuścić bo ja wracałam od września do pracy i nikt by mi nie dał urlopu po 2 tygodniach pracy.

Kiedy termin mamy ustalony zaczynam buszownie po sieci w poszukiwaniu tanich lotów.
Lotów szukam wśród znanych biur podróży, które na wakacje mają dość szeroką ofertę czarterów. Często zostają ostatnie miejsca w samolocie, które im się nie sprzedały i wtedy takie loty można wyhaczyć w naprawdę niezłej cenie jedyny minus tej opcji wyszukiwania to to, że fajny, tani lot może Ci się trafić za dwa dni. Tak jak nam trafił się KOS za 1200 zł za 3 osoby w dwie strony, ale wyjazd był za 3 dni. Choć jak dla mnie to nie jest minus bo na spakowanie manatów potrzebuję paru godzin.

Druga opcja to wyszukiwanie lotów z dużo wcześniejszym wyprzedzeniem i tu też znaleźć się mogą perełki. Tak jak w tym roku trafiła się nam Malta za 1200 zł za 3 osoby, ale mój szanowny małż poinformował mnie, że na Maltę to on nie leci bo tam jest pełno uchodźców. Gdy zweryfikowałam informację o uchodźcach lotów już nie było :(

Trzecia opcja to podróż własnym środkiem transportu autem. Tak jak my w tym roku podróżowaliśmy na Węgry, a w ubiegłych latach samochodem odwiedziliśmy Czarnogórę i Bułgarię. Wiadomo, że podróż autem jest bardziej męcząca niż samolotem, dłuższa, ale ma to też swoje plusy masz na miejscu auto i gdzie chcesz i co chcesz możesz jechać zobaczyć. Po za tym podróżując samochodem możesz swoją podróż podzielić na etapy i podróżować z noclegiem. My zawsze wybieramy opcję podróży prosto do celu. Wybierając podróż samochodem jeśli nasz cel jest nie daleki tak jak u nas Węgry. Warto wybrać podróż nocą. Dzieci spokojnie prześpią całą podróż, w nocy jest mniejszy ruch, nie ma gorąca, rzadziej zatrzymujesz się na postoje i tym samym szybciej dotrzesz do celu. Tak jak my na Węgry wyjechaliśmy o 23 a o 9  rano byliśmy na miejscu. Tata odsypiał podróż, a my moczyliśmy się w Balatonie.

Kiedy wybrany masz już transport, bilety zakupione, czas wybrać miejsce Twojego noclegu.

I tu z pomocą przychodzą mi dwie strony:

http://www.booking.com/ wszystkim chyba znany booking z bazą hoteli na całym świecie oraz

https://www.airbnb.pl  portal z wynajmem mieszkań, pokoi, domów na całym świecie u prywatnych ludzi.

Ja do tej pory korzystałam z booking, moi znajomi korzystali z airnb. Booking jest z tą przewagą, że często nie musisz wpłacać żadnej zaliczki kwoty za rezerwację, w airnb płacisz od razu całość, ale ta kwota jest wstrzymana do momentu Twojego przyjazdu, dopiero następnego dnia środki trafiają na konto osoby wynajmującej.

Szukając miejsca na nasz wakacyjny nocleg podstawą jest cena, odległość do morza ( nie może to być 10 km), dostęp do kuchni, łazienki. Nie przywiązuję wagi do wygód typu plac zabaw, sala zabaw, basen, spa, siłownia i inne frykasy. Kwatera latem służy mi do spania do przygotowania posiłków i czynności higienicznych. Czas jaki spędzam na kwaterze to po za snem w ciągu dnia są to znikome godziny. Pieniądze, które zaoszczędzone na kwaterze wolę przeznaczyć na wycieczki i inne przyjemności, w końcu na wakacje nie przyjechałam siedzieć w domu.

Jadąc autem można zdecydować się na poszukiwanie noclegu na miejscu. Z takiej opcji skorzystaliśmy w Bułgarii i Czarnogórze i trafiliśmy fajne perełki mimo, że byliśmy zmęczeni to warto było troszkę pochodzić i poszukać.

Po za tym zupełnie inaczej wygląda pobyt wakacyjny w hotelu, a w prywatnym domu, poznajesz tutejsze życie od kuchni. Tak jak w Czarnogórze gdzie nasza kochana Pani Sławka raczyła nas świeżymi owocami i warzywami ze swojego ogródka, czasem coś specjalnego dla nas ugotowała czego w lokalnych knajpach nie sposób było spróbować. Wybierając pobyt u tubylców masz szanse wynegocjować lepszą cenę co w hotelu jest nie osiągalne. To samo się tyczy policzenia pobytu za dziecko w hotelu są jasne zasady.

Rezerwując na booking możesz liczyć na zniżki im częściej rezerwujesz tym masz szansę na specjalne zniżki i naprawdę trafić możesz perełki tak jak my w tym roku nasz domek na Węgrzech i mimo, że nie miał żadnych opinii zaryzykowaliśmy i warto podjąć takie ryzyko by coś zyskać. Choć mój małż miał ku temu obiekcje, ale na miejscu przyznał mi rację podjętego ryzyka. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Wyszłam z założenia, że jedziemy autem i jeśli domek nie spełni oczekiwań zrezygnujemy i poszukamy czegoś innego.

Bilety są, nocleg jest to nie pozostaje nic innego jak pakować walizy i w drogę. 


My zawsze przed wyjazdem jedziemy do NFZ-u w celu wyrobienia sobie EKUZ Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, nigdy jeszcze do tej pory na szczęście z niej nie korzystaliśmy i nigdy wcześniej nie wykupowaliśmy dodatkowego ubezpieczenia.

Podsumowując podróż+nocleg można wyhaczyć za 3 osoby w tym 2 osoby dorosłe i dziecko (podaję 3 osoby bo Węgry były pierwszym wyjazdem w 4) nie przekraczając 2000 zł:

1. Bułgaria była zbyt dawo nie pamiętam kosztów pobytu i podróży

2. Czarnogóra pobyt na miejscu to 8 euro za osobę, za Lulcię nie płaciliśmy podróż nie pamiętam ile nas wyniosło paliwo, ale jest do sprawdzenia po za tym było to parę lat temu więc cena też była by nie adekwatna

3. Kos pobyt 7 dni to kwota 1400 zł za Lulcię również nie płaciliśmy Kos lot 1200 za 3 osoby

4. Węgry pobyt za 7 dni 800 zł za Lulcię i Nusię nie płaciliśmy podróż autem to koszt równy 600 zł

Dziś było by na tyle.

W kolejnym wpisie o organizacji wakacji opowiem Wam jak organizujemy pobyt na miejscu nie wydając zwariowanych kwot. 


A jak jest u Was płacicie za pośrednictwo biurze podróży, które zgarnia niezłe sumki, czy organizujecie pobyt na własną rękę czym się przy organizacji kierujecie ?

źródło


Szczypta o Mnie

poniedziałek, 26 września 2016

Księżniczki Disneya zostały mamami

Kiedy byłam dzieckiem uwielbiałam wszelkie bajki o księżniczkach. 


W końcu ich życie było usłane różami, zero problemów wszystko jak w bajce. Kiedy zostałam żoną i miałam swojego osobistego księcia żyjąc z nim w naszej prywatnej bajce, było jak w bajce "Kopciuszek" czy "Syrenka Ariel". Szczęśliwy happy end na ślubnym kobiercu i żyli długo i szczęśliwie.

Kiedy do mojej roli żony doszła rola mamy wtedy moja bajka nie była już taka różowa jak na ekranie disneyowskich opowieści.
Wtedy to zaczęłam się zastanawiać gdzie jest ciąg dalszy historii księżniczek.

A gdzie ciąża, poród dzieci, a gdzie zmiana pieluch, karmienie,
nieprzespane noce i podkrążone oczy ?


Czy Wy też byłyście ciekawe dalszego ciągu. 

Jeśli tak zapraszam Was na krótką fotolerację ciągu dalszego w okowach codzienności zwanej macierzyństwem, a w roli głównej wystąpią disneyowskie księżniczki zmieniające pieluchy, karmiące...

 Synek Ariel bombarduje mamę niesmaczną kaszką :)

 Bella jak widać zwolenniczka naturalnego karmienia i publiczny lincz jej nie przeszkadza

 Elsa i jej mały płatek śniegu

 Zmiana pieluszki wnioskuję, że była dwójka :)

 Alladyn na dniach zostanie tatą


 Mulan w ciąży

 Która mam chłopca to zna :)

Pocahontas podejście nr x do uśpienia dziecka
źródło

I jak Wam się podoba :)

Szczypta o Mnie

czwartek, 22 września 2016

Zapalenie jamy ustnej

Zapalenie jamy ustnej inaczej choroba brudnych rąk nie miła , boląca przypadłość, dość często występująca u dzieci.

Ale po kolei.  Jak się zaczyna, jak ją rozpoznać i jak leczyć i jak to było u nas ?


Nusia zaczęła wysoko gorączkować, gorączka była z nami bez innych objawów trzy kolejne dni. Trzydniówka wykluczona gdyż ją przechodziła, czwartego dnia do gorączki pojawiła się niechęć jedzenia (co w naszym przypadku było podejrzane) pokarmów stałych, ciepłych, jedynie pierś była ok. Podczas jednego z karmień zauważyłam u niej w buźce na wewnętrznej stronie białą plamę podobną do afty, gdy buźkę otworzyłam jej szerzej ku mym oczom ukazał się nie przyjemny widok.
Jej jama ustna była obsiana tymi białymi plamkami cała wewnętrzna strona policzków, warg, języka, były wszędzie.

Niewiele myśląc zadzwoniłam do mamy z pytaniem co to jest bo byłam przerażona, a do tego strasznie nieprzyjemny zapach z ust taki ropny. Mama od razu powiedziała, że jest niemal pewna, że to zapalenie jamy ustnej i bym czym prędzej pędziła do lekarza. Nasza pani doktor diagnozę mojej mamy potwierdziła.

Leczenie antybiotykiem dość długie bo nawet do dwóch tygodni, do tego potwierdziła, że te plamy są bardzo bolące, piekące, Jeśli ktoś z Was miał jedną aftę wie jaki potrafi ból jedna sprawić, a co dopiero kilkadziesiąt takich aft wyobraźcie sobie, że macie w buzi kilkadziesiąt otwartych, sączących się ran i co już boli na samą myśl. Jedzenie tylko chłodne, papki, delikatne, żadne wyraziste smaki, które dodatkowo mogłyby podrażnić buźkę, nic do gryzienia, bo gryzienie jeszcze dodatkowo sprawia ból. Po za antybiotykiem dostałyśmy specjalny robiony preparat do pędzlowania buźki ze środkiem znieczulającym tak by choć na małą chwilę przynieść ulgę. Do tego w pakiecie gorączka, rozdrażnienie.

Ale to nie koniec. Bo na pewnym etapie choroby te paskudne białe plamki zaczynają pękać i z ust idzie krew, czasem ropa widok masakrystyczny, a jaki ból. Na szczęście jest w tym plus, bo to sygnał końca choroby, u nas ozdrowienie po 3 kolejnych dniach nastąpiło.


Pewnie się zastanawiacie skąd się ta przypadłość bierze. 


To proste nasz maluszek bada otaczający świat każdym dostępnym zmysłem w tym dotykiem. Wszystko co bierze do swoich rączek, pakuje do buzi, by jeszcze lepiej poczuć, a najbardziej wrażliwe na dotyk są właśnie wargi i język. A stąd już kroczek do zapalenia. O ile jesteśmy w stanie zapanować nad tym co bierze nasze kilkumiesięczne niemowlę, o tyle sprawa jest trudniejsza w przypadku raczkującego czy chodzącego brzdąca. Tu już nie jesteśmy w stanie wszystkiego odkazić, zdezynfekować, czy zapanować nad tym co w danej chwili jest w buźce maluszka. Dodatkowo jest to okres wyrzynania się ząbków, co sprawia, że dodatkowo podatne są na zakażenia, bo wyrzynający się ząbek to otwarta ranka, do której bakterie z łatwością dotrą.

O czym należy pamiętać ! 


Podczas chorowania wstrzymać się musimy od całowania naszego maluszka bo jest to bardzo zaraźliwe, dopilnować by rodzeństwo nie jadło, nie piło z tego samego naczynia co chory maluch.
U nas mimo kontroli skończyło się w małym stopniu zakażeniem mamy i starszej siostry obydwie miałyśmy po jednej afcie.

I najważniejsze pamiętajcie by po chorobie obowiązkowo wymienić szczoteczkę do zębów, zmienić smoczek, ustnik od kubeczka, w przeciwnym razie nawrót choroby gwarantowany.



A Wy spotkałyście się z zapaleniem jamy ustnej ?

Miały Wasze pociechy tę nieprzyjemną chorobę ?

Jak sobie radziłyście/radziliście ?

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 19 września 2016

1,5 roczna Nusia

Nasza Nusia skończyła 18 miesiąc swojego życia czyli 1,5 roku brzmi dumnie i przerażająco już 1,5 roku niebawem stukną 2 latka kiedy to zleciało ( 17 miesiąc korygowany)
17.03.2015-17.09.2016

  • waga na wizycie szczepiennej tj. 07.09 8690 gr
  • wzrost mierzona na stojąco przy ścianie wyszło mi 75 cm
  • ubranka nosimy w rozmiarze 74 cm i jakieś pojedyncze sztuki 80 cm
  • pieluchujemy się wielorazówkami, w żłobku też
  • karmimy się piersią ok 3-4 karmień, jedno karmienie nam wypadło w południe kiedy to mama jest w pracy 
  • nocne przesypiamy z różnym skutkiem są wybudzenia, są wczesne pobudki, ale zdarza się spanie dłuższe choć teraz kiedy mama wróciła do pracy, a Nusia do żłobka to czy śpi czy nie budzić dziecko trzeba 
  • mamy jedną drzemkę w dzień ok 2 godzin niebawem będzie próba podjęta spania w żłobku
  • problem z usypianiem wciąż obecny, zasypia przy piersi w naszym łóżku, po jakimś czasie ją przenosimy do jej łóżeczka efekt jest taki, że czasem się obudzi, a czasem smacznie śpi
  • mamy na powierzchni 4 nowe zęby ( górna prawa czwórka i dolna prawa czwórka pojawiły się w sierpniu, a tydzień temu pojawiły się dolne trójki, brakuje nam 6 zębów do kompletu)


 Umiejętności 18 miesiąca:


  • straszna z niej przylepa i zazdrośnica ciocie ze żłobka mówią, że chce być na rączkach, kolankach, a kiedy to inne dziecko jest u cioci to pcha się no bo jak to ona ma być na kolanach odkąd poszła do żłobka po powrocie do domu mały przylepiec trzyma się kurczowo maminej nogi i nie ma mowy bym w spokoju mogła iść do toalety
  • mowa jak by posunęła się na przód dużo gada po swojemu, bardzo dużo rozumie, kiedy daję jej papierek by wyrzuciła do kosza wie co ma z nim robić, kiedy wychodzimy z domu przynosi buty by założyć na nogi tak samo dba o stopy w domu pantofle muszą być
  • gdy głód ją dopada maszeruje po śliniak i prosi by go założyć, z założonym śliniakiem ładuje się na krzesło przy stole siada i czeka na jedzenie
  • Po za umiejętnością rozdawania buziaków potrafi ukochać, owija wtedy te maleńkie rączki wokół szyi


W swoim 18 miesiącu życia byłam:


  • na wakacjach Węgry
  • w żłobku
  • u lekarza rehabilitanta
  • na szczepieniu
  • na działce u dziadków
  • często z babcią podróżowała tramwajem do żłobka

Po wizycie u rehabilitanta, lekarz zadowolony z rozwoju Nusi, podkreśla, że jest drobna, ale skwitował, że mama też w koszykówkę nie grała :) Ze swoimi umiejętnościami nie jest z wiekiem metrykalnym, ale te nie dociągnięcia powinny ok 2 roku życia się zatrzeć. Mimo wszystko podkreślił lekarz, że ze względu, ze to wcześniak będziemy się co jakiś czas widywać.

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 12 września 2016

Węgierska Toskania



Węgry państwo w Europie Środkowej bez dostępu do morza, za to z unikalnym największym jeziorem błotnym w Europie Środkowej zwanym Balaton i bogactwem wód termalnych.

To właśnie Węgry i Balaton stały się naszym przystankiem na wakacyjny odpoczynek.

Bo bliska odległość od PL podróż zajęła nam niecałe 10 godzin, którą po za kierowcą tatą w całości reszta podróżujących przespała, bo Węgry słyną też z winnic i chcieliśmy o tym przekonać nasze kubki smakowe, bo chcieliśmy spróbować langosza (głównymi składnikami ciasta są mąka pszenna, drożdże, gotowane utłuczone ziemniaki, mleko, cukier, sól i olej. Przed smażeniem na głębokim oleju ciasto jest formowane w płaskie placki o średnicy kilku-kilkunastu centymetrów. Langosze jada się najczęściej z czosnkiem bądź masłem czosnkowym, a także śmietaną i cukrem, startym serem żółtym, szynką lub jeszcze innymi dodatkami. źródło ).
i generalnie dodać kolejne miejsce na naszej podróżniczej mapie świata.


Tak jak już wcześniej wspomniałam na Węgry podróżowaliśmy samochodem, na podróż wybraliśmy porę nocną. Był to strzał w dziesiątkę dziewczynki całą podróż przespały więc nie było marudzenia, kwękania i jękania. Jechaliśmy non stop nasze jedyne postoje to na zakup viniet wtedy to było szybkie rozprostowanie kości.

Nasze lokum zamawialiśmy przez system wszystkim dobrze znany booking.com 
A nasz domek, który zamówiliśmy był wprost fantastyczny. Po pierwsze i najważniejsze cena była tak przystępna, że głowa mała bo płaciliśmy tylko za osoby dorosłe, a była nas cała trójka my+mój tato i za całe 7 dni zapłaciliśmy 1 200 zł. A do dyspozycji nie myślcie sobie, że mieliśmy jeden pokój z łazienką na korytarzu. Co to to nie. Mieliśmy do dyspozycji cały domek z piętrem, z ogródkiem, gdzie były dwie huśtawki i grill, w pełni wyposażona kuchnia (śmiem twierdzić, że niektórzy nie mają takiego wyposażenia w domu), trzy sypialnie, dwie łazienki, 3 tarasy no bajka, a do Balatonu spacerkiem mieliśmy całe 10 min, jedyny minus to odległość do centrum to ok 4 km, ale dzięki temu, że mieliśmy samochód nie stanowiło to dla nas problemu. Zameldowaliśmy się w małej, miejscowości Balatonboglar. Pobyt nam upływał na plażowaniu w ciepłym, płytkim Balatonie i na zwiedzaniu najbliższej jak i dalszej okolicy. 

W samym Balatonboglar ciekawą atrakcją po za Balatonem jest park, w którym to chętni mogą skorzystać z parku linowego, z rozrywki w postaci skakania na trampolinach, albo z fantastycznej jazdy bobslejami po torze bobslejowym jak również punkt widokowy ogromna konstrukcja w kształcie kuli, z której to możemy podziwiać piękno Balatonu. Wszystkie wspomniane atrakcje dodatkowo płatne.

My skorzystaliśmy z jazdy bobslejami przemilczę fakt, ze trochę się bałam. Jechaliśmy każdy dorosły z Lulcią. Na torze sam odpowiadałeś za szybkość jazdy, a w najmniej oczekiwanym miejscu i chwili sprytny aparat cykał Ci fotkę niczym fotoradar, którą potem mogłeś zakupić. Weszliśmy również na kulę by podziwiać piękno otaczającej nas zieleni, domów w sąsiedztwie Balatonu. Ciekawym miejscem w Balatonboglar była miejska plaża, na której to były bezpłatne place zabaw i to zupełnie inne place zabaw niż u nas takie, że rodzice chętnie skorzystali, mini aqupark za dodatkową opłatą i port, z którego można było wypłynąć w rejs po Balatonie. 

Odwiedziliśmy stolicę Balatonu Siofok, ale nic szczególnego po za portem i zabytkową wieżą ciśnień nie było.

Ogromne wrażenie wywarła na nas wycieczka do Tapolca, a tam podziemne/jaskiniowe jezioro.
Odkryta w 1903 r., stanowi niezwykły twór przyrody powstały dzięki wypłukaniu rozpuszczalnych warstw w wapienno-gliniasto-bazaltowym podłożu przez ciepłą wodę z termalnego źródła. W jej suchej odnodze znajdują się mniejsze sale, zaś oświetloną reflektorami 200-metrową część zalaną wodą przebyć można łódką.
Woda w jaskini ma 18 – 20 st. C, jej głębokość to 70 – 120 cm, zaś temperatura powietrza w jaskini przez cały rok wynosi ok. 20 st. C. Do jaskini prowadzi 75 stopni kończących się w obszernej grocie Lóczy-terem. Na jej wysokich na 6 – 8 m ścianach i suficie dostrzec można wyżłobienia wypłukane przez wodę. Szybko odkryjemy, że ta niespotykana faktura pokrywa całe wnętrze jaskini. źródło

Przyjeżdżając na Węgry nie mieliśmy pojęcia, że trafiliśmy na narodowe Święto Dzień Św. Stefana obchodzone 20 sierpnia. Poświęcone jest pierwszemu królowi Węgier. W naszej miejscowości też świętowali. Po za licznymi straganami z mnóstwem ciekawych artykułów w tym również rękodzieła, była degustacja wina, regionalnych przysmaków,  pokaz tańców i śpiewów regionalnych i fantastyczna zabawa. 

Na drodze powrotnej odwiedziliśmy stolicę Węgier Budapeszt i powiem Wam jedno ja się zakochałam. Budapeszt jest piękny, cudny, fantastyczny, ale o tym co udało się nam zobaczyć w Budapeszcie opowiem następnym razem.












Szczypta o Mnie

czwartek, 1 września 2016

Pomaszerowała

Chciał nie chciał nastał 1 września, a wraz z nim zmiany, zmiany, zmiany. Lulcia wróciła do swojego ukochanego przedszkola, a nasza Calineczka postawiła swoje pierwsze kroki w progach dobrze nam znanego żłobka. Mama natomiast pomału szykuje się do pracy 5.09 zaczynam.

A jak było w żłobku, a więc straty w ludziach są. Nasza Nusia została ugryziona przez kolegę z grupy. Ugryzienie jest tuż pod oczkiem na lewym policzku, oj będzie siniak. Panie przeprosiły i tłumaczyły się tym, że dopiero poznają dzieci i na tego chłopca zwrócą szczególną uwagę. Szczęście w nie szczęściu, że na ugryzieniu się skończyło, ale nie za fajny start. Panie w żłobku przywitały i pożegnały nas z uśmiechem na twarzy i miłym akcentem było to, że pamiętały mnie, że jestem mamą Lulci mimo, że Lulcia pod ich skrzydłami nie była (była w grupie wyżej).
Łzy były za równo Nusiowe jak i matczyne. I chyba z naszej dwójki to Nusia była bardziej dzielna niż ja. Mimo, że znam to od kuchni bo w końcu edukację żłobkową zaczynam nie po raz pierwszy to serce się kroi i łzy same wypełniają oczy gdy patrze na tę naszą odrobinkę, a na tle grupy jest najmniejsza. Ale co  nas nie zabije to nas wzmocni. Zaufanie do placówki mam pełne w końcu z Lulcią spędziłyśmy tam 3 lata to największe obawy to te związane z chorobami. Lulcia była dzieckiem urodzonym o czasie a kaliber chorób jakie przeszła w żłobku był niczym karabin maszynowy. Boje się jak będzie w jej przypadku i już na samą myśl ciarki mi po ciele przechodzą, bo w głowie zaraz roi się od najgorszych scenariuszy jak pobyt w szpitalu. Z jedzeniem panie oczywiście problemu nie miały, do stołu pomaszerowała sama i obiadek zjadła jako pierwsza czując mały niedosyt po sali wodziła za dokładką. Co by panie nie miały tak łatwo i przyjemnie była 2 więc musiały się na dzień dobry zmierzyć z ostrym kalibrem w wielorazówce, ale dały radę, jedna z pań jest położną więc był to dla niej pryszcz.Nie myślcie, że Nusia cały czas płakała było też zwiedzanie i zaglądanie w mysią dziurę, wdrapywanie się na najwyższe z możliwych punktów w sali żłobkowej jednym słowem wszędzie jej było pełno. I tak minęły te strasznie długie 2 godziny. Jutro powtórka. Trzymajcie kciuki za nas !

Szczypta o Mnie