poniedziałek, 28 września 2015

Jogurtowy zawrót głowy

Do napisania tego posta zainspirował mnie wczorajszy odcinek na TVN Style "Wiem co jem, wiem co kupuję", w którym o jogurcie mowa była.
Kto z Was jogurtu nie lubi ręka do góry. Mhmhmhmhm no tak też myślałam, rąk w górze nie widzę. Podobnie jak Wy jogurty uwielbiam. I wiadomo najlepsze są te smakowe. Ale co one kryją w sobie, ja zawsze dokładnie zanim taki jogurt wyląduje w moim koszyku dokładnie go przeświecam.
Bo odkąd w moim życiu pojawiła się Lulcia wtedy to zaczęłam stawać się świadomym konsumentem. Wybierając się na zakupy obowiązkowo czytam skład produktów, dokładnie analizując te dziwnie brzmiące w nazwie jak np:. koszenila (czerwony barwnik pozyskiwany z wysuszonych, zmielonych owadów zwanych czerwcami kaktusowymi żyjących w Meksyku wiedzieliście), czy te dziwne wszystkie E, które przyprawiają o zawrót głowy, i nie sposób ich wszystkich spamiętać, więc ja dla ułatwienia mam ściągniętą do tego celu apkę tak to się chyba mówi :) na swój phon.
I powiem Wam jedno nie znalazłam do tej pory na półkach sklepowych zadowalającego mnie smakowego jogurtu więc ich nie kupuję. Bo to co widzę w składzie to włos na głowie się jeży guma guar, mączka chleba świętojańskiego, syrop glukozowo-fruktozowy, skrobia modyfikowana, aromat, barwniki, tłuszcze i te i inne E. Ale to nie znaczy, że zrezygnowałam z jedzenia smakowych jogurtów.

Mój sposób na smakowy, zdrowy jogurt to:
  • wersja szybka naturalny jogurt + dżem własnej produkcji co daje nam cudowny owocowy jogurt
  • wersja bardziej pracochłonna to jogurt naturalny + świeże sezonowe owoce zblenderowane, wszystko razem połączone  
  • a jeśli lubicie jogurt o smaku kawowym to nic prostszego wystarczy zaparzone espresso, które dodajemy do naszego naturalnego jogurtu, wszystko mieszamy i mamy gotowy jogurt kawowy, 
  • tak naprawdę wyobraźnia nas tylko ogranicza by wyczarować zdrowy smakowy jogurt
A i jeszcze jedno Wam zdradzę jogurt naturalny w domu przygotowuję sama. A co do niego potrzebuję:
  • litr mleka
  • 1 małe opakowanie jogurtu naturalnego
I tak pół litra mleka gotuję do tego gorącego mleka dodaję pół litra mleka zimnego. Po połączeniu dodaję małe opakowanie jogurtu naturalnego tego oczywiście z żywymi kulturami bakterii. Wszystko mieszam, owijam w kołdrę, poduchę i odstawiam na 8 godziny. Po 8 godzinach mam cały litr jogurtu :)

Wracając do wczorajszego odcinka "Wiem co jem, wiem co kupuję" dowiedziałam się ciekawych rzeczy o jogurtach smakowych i chętnie się z Wami nimi podzielę, bo dobrze być świadomym konsumentem i tak według rozporządzenia Ministerstwa Rolnictwa:
  • jogurt z truskawkami truskawek powinno być co najmniej 6%
  • jogurt truskawkowy truskawek powinno być 3,5%
  • jogurt o smaku truskawkowym truskawek może nie być wcale, a jedynie aromat i sztuczny barwnik

Tak więc pamiętajcie jeśli w składzie jogurtu jogurtu brak, a w zamian za to pełno dziwnie brzmiących nazw, syrop glukozowo-fruktozowy czy cukier odłóżmy ten pseudojogurt na półkę sklepową i wróćmy do domu i zróbmy własny domowy, najlepszy jogurt, a przede wszystkim najzdrowszy.

Szczypta o Mnie

czwartek, 24 września 2015

Trrrrrrrrrrrrrrrrrrruskawki


Jesień za pukała do drzwi nie pytając mnie o zdanie, nie ukrywam, że jej wcale nie chcę, chcę lata, gorących, upalnych, pełnych słońca dni. Tak, tak nie narzekałam na afrykańskie upały ja je kochałam. Jednak wyboru za dużego nie mam, albo emigracja do ciepłych krajów, albo pogodzenie się z tym, że lato odeszło i czekanie na następne. Emigrować nie zamierzam, więc będę czekać. A to czekanie w jesienne długie wieczory uprzyjemnią mi moje dary lata, które zamknęłam w słoikach. A za co najbardziej lubię lato po za upałami chyba za trrrrrrruskawki, które uwielbiamy. Więc by je mieć na dłużej przy sobie zamknęłam je w słoikach. I co mi wyszło.

Wyszedł mi standardowo kompot truskawkowy.
Mój sposób na kompot truskawkowy. Truskawki wkładam do słoika, pełno, dosypuję cukier i odrobinkę wody, słoik zakręcam i gotuje w wodzie 15 min. I gotowe !

Dżem w trzech odsłonach:
  • truskawkowy
  • truskawkowo-bananowy
  • truskawkowo-rabarbarowy
Na każdy dżem mam ten sam standardowy przepis, różnica polega na dodanych owocach.
I tak potrzebne są truskawki 1kg, banany 1kg, rabarbar 1kg, środek żelujący ja używam Konfiturex firmy Gellwe i cukier (w przypadku konfiturexu jest zasada 2:1 czyli na 1 kg owoców 0,5 kg cukru i jedno opakowanie konfiturexu, w przypadku rabarbaru na jego kwaskowatość dodaję więcej cukru). Wszystko po umyciu wkładam do gara gotuję, jeśli nie lubicie dżemów z kawałkami owców to możecie wszystko potraktować mikserem, ja wolę wersję gdy wyczuwam kawałki owców tak więc blender w małym stopniu idzie w ruch, następnie dodaję zmieszany cukier z konfiturexem i wszystko dodaję do gotujących owoców, wszystko gotuję chwilę. Przed nalaniem do słoiczków na płaski talerzyk wylewam łyżkę dżemu, zostawiam do zastygnięcia i odczekuję chwilę by sprawdzić czy jest dobra konsystencja dżemu. A jak sprawdzam przechylam talerzyk i sprawdzam czy dżem nie spada. Jest ok, dżem gorący przelewam do słoiczków, mocno zakręcam tu przydaje się silna ręka mojego męża i słoiczki z dżemami odwracam do góry dnem i zostawiam do wystygnięcia. I na drugi dzień można pałaszować dżem ze świeżą chałką i gorącym kakao, albo dodać łyżkę dżemu do naturalnego jogurty w ten sposób mamy zdrowy, bez konserwantów gotowy jogurt dla najmłodszych. Ale o tych owocowych jogurtach też Wam kiedyś szerzej opowiem co ja o nich myślę.

A Wy zamykacie dary lata w słoikach ? Jakie przetwory robicie ?

Ja po za truskawkami zadziałałam jeszcze z dżemem wiśniowym, kompot z wiśni, jeżyn i jagód, konfitura z borówki brusznicy inaczej leśnej, papryka z miodem i ogórki kiszone.
W planach mam jeszcze powidła śliwkowe.

Pozdrawiam Was trrrrruskawkowo :)

Szczypta o Mnie

poniedziałek, 21 września 2015

NHN czyli Naturalna Higiena Niemowląt

W ostatnim poście wspomniałam Wam coś nie coś o NHN czyli Naturalnej Higienie Niemowląt. I dziś pędzę Wam z wyjaśnieniami co kaman.
Ja pierwszy raz spotkałam się z NHN na FB grupie dotyczącej pieluszek wielorazowych. I jako, że oba tematy były nie jako ze sobą powiązane, bo grupa FB dotyczy pieluszek i wspomnianej metody, zaczęłam zgłębiać temat. Choć muszę Wam przyznać, że metoda z pewnością nie jest aż tak popularna jak wielorazówki, na których temat możemy znaleźć w sieci dużo.

NHN - Naturalna Higiena Niemowląt (ang. Elimination Communication, EC) to zdobywająca coraz większą popularność metoda, dzięki której dzieci znacznie wcześniej osiągają samodzielność toaletową. NHN opiera się na założeniu, że niemowlaki od pierwszych tygodni życia sygnalizują swoje potrzeby. Odpowiadając na nie możliwe jest "bezpieluchowe wychowanie" dzieci, lub z ograniczonym zastosowaniem pieluszek.
Celem NHN jest nawiązanie z maluchem bliższego kontaktu poprzez odpowiadanie na potrzeby dziecka od pierwszych dni jego życia.

To tak na początek trochę teorii, co z czym i dlaczego.
NHN to sposób opieki nad niemowlęciem, gdzie rodzice uczą się od pierwszych dni rozpoznawać i zauważać potrzeby fizjologiczne dziecka. Zapytacie ale jak to możliwe, przecież taki maluszek nie potrafi nam zakomunikować swoich fizjologicznych potrzeb. Ale zastanówmy się i pójdźmy o krok dalej czy rzeczywiście mamy prawo tak myśleć.
Pomyślmy czego oczekuje się od młodej mamy. Ano tego, że będzie "karmić na żądanie" swojego niemowlaczka, czyli tym samym mama odczyta zgłaszaną potrzebę w tym przypadku głodu. Czego jeszcze oczekujemy do młodych rodziców względem ich pociechy. Tego, że potrafią odczytać z zachowania noworodka to kiedy jest głodny, śpiący, przestraszony, zmęczony, czy zdenerwowany. Idąc tym tropem, skoro rodzice potrafią odczytać takie sygnały, to może w ten sam sposób mogą odczytać, to, że ich niemowlę potrzebuje zrobić sisusiu, skorzystać z nocniczka ?
I jasne, że mogą i wielu rodziców na całym świecie właśnie w ten sposób działa. Nas od tego odciął postęp cywilizacji, super chłonne pieluszki jednorazowe, choć co raz więcej rodziców decyduje się na wielorazowe pieluszki, w tym i my. Ktoś powie, że opieka nad niemowlakiem jest męcząca, czasochłonna i co do tego jeszcze mam się wpatrywać i odczytywać znaki mojej pociechy przez cały dzień bo może mrugnięcie powieką to sygnalizowanie potrzeby zrobienia siusiu. Ale zastanówmy się przecież zdjęcie założonej na wszelki wypadek pieluszki i spłukanie nocnika, zajmuje dużo mniej czasu niż przebranie, umycie ubrudzonego kupką niemowlaka, a do tego dochodzi smarowanie pupy kremem i założenie pieluszki. Czyż nie mam racji, ale tak szczerze. Do tego dochodzi fakt, że dziecko nauczone korzystania z nocnika od pierwszych chwil nie musi uczyć się poznawać z nocnikiem na nowo, bo wie do czego on służy, z biegiem czasu staje się on bardziej samodzielny w tej kwestii.

Jak każda metoda NHN ma swoje również minusy. Sadzanie dziecka na nocnik bądź toaletę kilkanaście razy w ciągu dnia może być uciążliwe zwłaszcza zimą, gdy dziecko ma na sobie kilka warstw ubrań. Wysadzanie malucha oraz wsłuchiwanie się w jego potrzeby może okazać się także kłopotliwe w podróży lub w “gościach”. Z drugiej strony z podobnymi problemami borykają się rodzice kilkulatków uczący swoje dzieci korzystania z nocnika. Być może warto więc postępować zgodnie z zasadą “im wcześniej, tym lepiej”.

A poniżej kilka rad od czego zacząć NHN:
  • Kiedy dziecko obudzi się rano lub wstanie z drzemki, zapewne (tak samo jak ty!) będzie chciało zrobić siusiu. Po obfitym posiłku również. Dlatego zawsze po obudzeniu i po jedzeniu proponuj maluchowi nocnik.
  • Małe niemowlę wygodnie jest przytrzymać do wysiusiania nad małą miską lub nad umywalką w pozycji półleżącej (podobnie jak do karmienia).
  • Załóż maluchowi łatwe w obsłudze ubranko, które maksymalnie skróci czas dostępu do pieluszki (polecam zestaw: koszulka + getry i skarpetki + pieluszka).
  • Zacznij zwracać uwagę na powtarzające się zachowania i odgłosy wydawane przez dziecko, aby nauczyć się w jaki sposób sygnalizuje ono swoje potrzeby toaletowe. Podpowiedź: w przypadku małych niemowląt do około 6 miesiąca życia często sprawdza się prosta zasada: Kiedy maluch marudzi, a nie wiadomo o co mu chodzi, to prawdopodobnie chce mu się siusiu. źródło
I tak oto nie świadoma tej metody rozpoczęłam wczesne zaprzyjaźnienie z nocnikiem małą Lulcię bo już od 6 miesiąca. Jakie były rezultaty. Potrafiłam wyczaić grubą artylerię, która się zbliżała i która lądowała głównie w nocniku. Z siusiu tak dobrze nam nie szło, aczkolwiek zawsze proponowałam jej nocnik po spaniu, jedzeniu i po dłuższej przerwie, jak spacer, przed kąpielą, a latem gdy było ciepło Lulcia latała bez pieluszki w majteczkach lub bez nich po domu. I efekty były tego takie, że Lulcia nie bała się nocnika, chętnie na nim siadała, nie nawiewała. Z Calineczką jak wiecie udało się kilka razy, dokładnie 4. Dwa razy w ciągu dnia po drzemce zrobiła siusiu i 2 razy w nocy kiedy musiałam złapać mocz na badanie, a z tymi do dupy woreczkami to kij im w oko sorry, ale worek przyklejony, dziecko mokre, a siku w worku brak i udało się również.  Podchodzę do tej metody na luzie, na spokojnie, bez spinania :)

I jak przekonałam Was do NHN ?



Szczypta o Mnie

piątek, 18 września 2015

6 miesięczna Calineczka

Nasza Calineczka skończyła 6 miesiąc swojego życia ( 4 miesiące korygowane) 17.03-17.09.

  • waga Calineczki  5430 gr/ waga mamusi 65 kg (+5 kg) 
  • długość Calineczki to już 65 cm
  • ubranka nosimy w rozmiarze 62 i 68 cm
  • pieluchujemy się wciąż wielorazówkami
  • karmimy się wciąż piersią na żądanie i tak zostaje jeszcze przez kolejny miesiąc mimo, że pół roku skończone i można by rzec ale to czas najwyższy na rozszerzenie diety, ale o tym osobny post będzie
  • ku uciesze mamy Calineczka na dobre przesypia noce ostatnie karmienie mamy o 20-21, następne wypada 5-6 rano, a zdarzają się dni, że śpi nawet do 8, kiedy nakarmimy głodny brzuszek i wyprawimy Lulcię do przedszkola śpimy z mamą dalej do 10, w dzień drzemki są różne i trwają ok godzinki są dwie ok 12-13 i następna o 16-17

 Umiejętności 6 miesiąca:
  • co raz sprawniej jej wychodzą próby przekręcania się z plecków na brzuszek jest w połowie drogi, doskonale, przekręca się na boczki, raz udało się jej przekręcić z brzuszka na plecki 14.09 to było
  • do perfekcji opanowała obrót wokół własnej osi, matka czasem zostawia swą latorośl na macie, a przychodzi za kawałek, a latorośl leży z głową na podłodze
  • raz udało się zarejestrować śmiech w głos 30.08.2015
  • co raz więcej pojawia się zróżnicowanych odgłosów 
  • w tym miesiącu opanowała sztukę wyciągania rączek do zabawek powieszonych nad jej głową kiedy leży na macie pierwszy raz miało to miejsce 07.09
  • potrafi również sięgnąć po grzechotki leżące z boku jej główki i chwycić je do rączki
  • polubiłam ciumkanie mojej garderoby, rękawki od bodziaków są takie pyszne, że czasem mam mokre po same łokcie, a i pielucha tetrowa też nieźle smakuje
  • wciąż bezzębne uśmiechy nie schodzą z jej słodkiego buziaczka
  • w tym również miesiącu po spaniu dwa razy wysadziłam Calineczkę na nocniczek i zrobiła te dwa razy sisusiu trochę ją obserwuję pod kątem metody NHN czyli Naturalna Higiena Niemowląt

W swoim 6 miesiącu życia byłam:
  • na lotnisku, ale spokojnie nigdzie nie leciałam, tylko byłam na urodzinach łódzkiego lotniska, ale kontrolę przeszłam
  • w szpitalu na badaniach fosforanów czekamy na wyniki
  • w szkole tańca, ale z przykrością muszę stwierdzić, że to nie ja tańczyłam, a moja starsza siostra, na mnie przyjdzie czas
  • w przedszkolu u mojej starszej siostry
  • na pikniku rodzinnym w przedszkolu
Żelazo odstawiłyśmy będziemy sprawdzać morfologię, jeśli będzie prawidłowa to wracać do niego nie będzie trzeba. Wciąż przyjmujemy mieszankę fosforanową i czekamy na wyniki ze szpitala. A tak to standardowo przyjmujemy wit D.

Szczypta o Mnie

niedziela, 13 września 2015

Moje 600 gramów szczęścia

Premiera serialu dokumentalnego "Moje 600 gramów szczęścia" miało miejsce we wtorek 08.09.2015 roku o godzinie 22:55.

Mimo późnej transmisji wiedziałam, że muszę to obejrzeć. Może ciekawość wzięła górę i chęć zobaczenia czy nie koloryzują, czy nie cukrują, czy nie przesadzają, czy przekazują prawdę, ale z drugiej strony bardzo się bałam zasiąść przed TV i oglądać. Bo wiedziałam, że nie będzie to przyjemne dla oka, serca i mojej duszy. Wiedziałam, że przywołam wspomnienia, które są wciąż żywe, (w końcu to prawie 6 miesięcy, albo aż 6) że powrócą ze zdwojoną siłą, że w gardle pojawi się kluska, a oczy wypełnią łzy. Mimo wszystko podjęłam to ryzyko i dotrwałam do późnej godziny transmisji.
Już na samym początku rozsypuje się na milion kawałeczków. Bo siedzę tu i teraz przed TV, a w telewizorze, na sali porodowej widzę siebie i swoją historię tylko jakby imiona na potrzeby filmu zostały zmienione. 

Pierwsza historia 

33-letnia Agnieszka trafia do szpitala z powodu nadciśnienia tętniczego, które zagraża ciąży, decyzja natychmiastowa przerwanie ciąży na tym etapie. Mąż Agnieszki pędzi przez pół Krakowa nie zdąża, poród się zaczął. Agnieszka rodzi w 34 tygodniu ciąży, chłopiec Kubuś z wagą 1850 gr.

32-letnia Szczypta przebywa w szpitalu od 2dni, z powodu złego zapisu KTG, pomniejszonej ilości wód płodowych, złych przepływów, które zagrażają ciąży, decyzja natychmiastowe przerwanie ciąży na tym etapie. Mąż Szczypty pędzi przez pół miasta na szczęście zdąża i całuje wystraszoną i przerażoną żonę przed porodem. Szczypta rodzi w 32 tygodniu ciąży, dziewczynkę małą Calineczkę z wagą 1680 gr.

Do moich uszu dociera ten przeraźliwy dźwięk aparatury, widok inkubatorów, respiratora, sondy, i te liczne kabelki oplatające Twoje dziecko i ten lęk, strach, który towarzyszył nam każdego dnia kiedy przekraczaliśmy próg szpitala. I choć chciałabym wymazać ze swojej pamięci najgorszy, najcięższy etap mojego życia wiem, że się nie da.

Liczby mówią same za siebie co 10 poród to narodziny wcześniaka. Bo kiedy na świat przychodzi wcześniak nikt na to nie jest gotowy, bo do tego nie można się przygotować.
I tak rodzice próbują stawić czoła sytuacji w jakiej się znaleźli, próbują się w tym wszystkim odnaleźć, poukładać, ale przede wszystkim próbują się zmierzyć z tą dziwną terminologią, z niewiedzą, która zabija, z przerażeniem, na siłę próbują szukać nadziei w internecie, czy innych dostępnych źródłach.

Serial może być swego rodzaju odpowiedzią, ale przede wszystkim ukazuje problem ludziom, którzy się z tym nigdy nie zetknęli i może choć trochę zrozumieją nas rodziców wcześniaków, nasz strach, lęk, nasze łzy, obawy, które towarzyszyły, towarzyszą i towarzyszyć będą. Czy wyolbrzymiamy ?
Nie my nadzwyczajnie w świecie ciągle walczymy, o każdy ich krok, postęp, bo nadzwyczajnie w świecie nie chcemy nic przeoczyć, bo doskonale wiemy jak ciężką walkę od pierwszych dni musiały stoczyć nasze dzieci.

"Moje 600 gr szczęścia to cykl o nadziei i miłości. O walce ze zwątpieniem, oddaniu, determinacji, przyjaźni i ludzkiej solidarności w najtrudniejszych chwilach"
Od poniedziałku 14.09.2015 o17:15 w TVP2.

Szczypta o Mnie

środa, 9 września 2015

Lulinkowe dialogi part 1

Postanowiłam rozpocząć cykl wpisów Lulinkowych dialogów.  Mieć te wszystkie jej złote myśli spisane w jednym miejscu, by za parę lat móc do nich powrócić.

Tak więc zaczynamy.



Jedziemy na działkę, a że nie dorobiliśmy się jeszcze na niej toalety chodzimy pod chmurkę, na zieloną trawkę. Wsiadamy do auta, odjeżdżamy jesteśmy już w połowie drogi
Lulcia : "Chce mi się siusiu"
Mama: "Wytrzymaj chwilkę zaraz będziemy na działce zrobisz siusiu"
Lulcia: "Psy robią siku na trawę, a nie dziewczynki. Dziewczynki robią siusiu na sedes"

Na działce tata pokazuje wkopane szambo, objaśnia i takie tam. W międzyczasie czekamy na ekipę, od tynków, z którą mamy obgadać szczegóły. Przyjeżdża dwóch Panów, rozmawiają z tatom. Po ich już odjeździe Lulcia do taty: "Tato nie pokazałeś panom dużego pudła*"
*duże pudło-szambo

Mama z troską szykuje córci ubranie do przedszkola. Otwieram szufladę i po kolei wyciągam kolejne części garderoby, nagle mym uszom dobiega tekst Lulci : "Proszę mi się do moich ubrań nie dotykać."

Dzieci jednak chłoną wszystko jak gąbka. Poniżej teksty, które Lulcia powtarza, a zasłyszała je od mamy bądź taty.

"Trzy razy nie będę powtarzać."

"Głucha jesteś."

"Ile razy mam powtarzać."

"Nie rozumiesz."

Pozdrawiamy razem z naszą rozgadaną Lulcią

Szczypta o Mnie




poniedziałek, 7 września 2015

Pierogi

Pierogi uwielbiam, ubóstwiam podobnie jak myślę większość z Was. I wiadomo najlepsze są te własnej roboty. Te z własnej działalności i to jeszcze nie mojej mam okazję jadać raz do roku na Wigilię. Do tej pory pierogami raczyłam swoje podniebienie w jakiś pierogarniach, to ten lepszy scenariusz, a ten gorszy do gara szły pierogi gotowe ze sklepu. Swoją drogą polecam wszystkim z Łodzi Pierogarnię Co Ludzie powiedzą  mają tam prawdziwe domowe pierogi w przystępnych cenach, ale nie o pierogarni miało być.
W końcu postanowiłam się zmierzyć sama ze sobą i ulepić własnymi rękoma swoje prywatne pierogi. No bo w końcu co ja ja nie potrafię. I tak, któregoś pięknego popołudnia zakasałam rękawy do pracy.

Składniki na ciasto:
  • mąka
  • gorąca woda
  • szczypta soli
Składniki na farsz:
  • u mnie gotowane, obrane mięso z rosołu, przepuszczone przez maszynkę
  • gotowana włoszczyzna
Mąkę wysypujemy na blat dodajemy sól i  stopniowo gorącą wodę. Kiedy mąka z wodą połączą się w zwartą masę można przejść do wyrabiania ciasta.
Ciasto rozwałkowujemy. Na ciasto nakładam łyżką farsz mięsny (mięso wymieszana z włoszczyzną), po czym nakrywam ciasto z farszem, ciastem i wycinam pierogi u mnie idealnie spisał się do tego celu mały lejek, który od razu mi sklejał pierogi i robił przy tym piękny wzorek.


I tak powstały moje pierwsze, lecz nie ostatnie pierogi.Jak widać dla chcącego nic trudnego. 

Szczypta o Mnie

piątek, 4 września 2015

Dzika czereśnia zwana czeremchą

W ostatnim poście wspominałam Wam o czeremszy i po Waszych komentarzach większość z Was nigdy wcześniej o czeremsze nie słyszała. Tak więc postanowiłam w dzisiejszym poście przybliżyć Wam co nie co cóż to takiego jest ta cała czeremcha.
Czeremcha zwyczajna (Padus avium Mill.) – gatunek drzewa lub dużego krzewu z rodziny różowatych. Znana także pod nazwami: czeremcha pospolita, dzika czereśnia, śliwa kocierpka, trzemcha, czeremucha, smrodynia. Występuje w całej Europie, Azji Mniejszej i zachodniej Syberii W Polsce jest rośliną pospolitą. źródło

W Polsce możemy spotkać dwa rodzaje czeremchy polską i amerykańską. Oba gatunki czeremchy owocują i wydają bardzo cenne owoce.
Czeremcha ma piękne jasnozielone liście, gładkie, połyskujące w słońcu, a po roztarciu wydzielają silny, ale przyjemny zapach. Czeremcha kwitnie białymi, niesamowicie pięknie pachnącymi kwiatami.

Małe kuliste z początku czerwone owoce czeremchy dojrzewając w słońcu przybierają barwę czarnych i cieszą nasze podniebienie swym słodkogorzkim smakiem na przełomie sierpnia i września, dostarczając wielu cennych wartości.
Owoce czeremchy jak już wspomniałam mają słodkogorzki smak, który uzależniony jest od pory kiedy je zbieramy im później, im bardziej dojrzałe tym bardziej gorzkie. Zebrane i wysuszone owoce mieszkańcy Syberii wykorzystują do nalewek albo jako dodatek do pierogów w Polsce również owoce czeremchy mają to samo zastosowanie choć w dużo mniejszym stopniu. W większym stopniu są stosowane do wyrobu soków, marmolady, dżemu, czy konfitury.
W medycynie naturalnej, ziołolecznictwie owoce czeremchy porównywane są do czarnego bzu. A sama czeremcha odgrywa ważną rolę, ma nieocenione wartości zdrowotne i to nie tylko owoce, a liście, kora czy kwiaty.
Młode liście dzięki zawartości glikozolidów pochodne cukrów mają właściwości bakteriobójcze dla wielu owadów.
Kora czeremchy z młodych gałązek stanowi ważny surowiec zielarski, który wykorzystywany był jako środek moczopędny, przeciwbiegunkowy, przeciwreumatyczny czy ściągający. Natomiast napar z kory, w którym wykąpiemy nasze stopy pomaga zwalczać grzybicę.
Zawarte w owocach fitonacydy mają ogromne działanie  bakteriobójcze i  przeciwgrzybicze. Napar z owoców czeremchy wskazane jest głównie przy chronicznym zapaleniu migdałów i w reumatoidalnym zapaleniu stawów. Zaś świeże owoce zaleca się przy wszelakich zapaleniach bakteryjnych i grzybiczych.
O dobroczynnym wpływie na nasze zdrowie czeremchy możemy znaleźć już wzmianki w epoce kamienia i brązu, gdzie odwary z kory i liści służyły w leczeniu m.in. choroby skóry i trudno gojących się ran, zaś napar ze świeżych lub suszonych kwiatków był stosowany do sporządzania okładów przy zapaleniu spojówek.
Owoce czeremchy – Fructus Pruni padi (serotinae) są zasobne w pektyny, cukry (do 7%) kwas jabłkowy, cytrynowy, askorbinowy (witamina C), rutynę, antocyjany, bioflawonoidy, glikozydy fenolowe i nitrylozydy (te ostatnie zgromadzone są głównie w nasionach owoców, nadają migdałowy zapach i smak), sole mineralne (żelazo, miedź), kwasy fenolowe i garbniki.
Owoce nadają się do sporządzania dżemu, konfitury, marmolady, syropu, wina i soku. Można je również suszyć i używać do sporządzania naparu, odwaru, jako składnik herbatek aromatycznych ziołowo-owocowych o charakterze profilaktyczno-leczniczym.
Nasion owoców nie należy spożywać podobnie jak nasion wiśni, czy choćby czereśni, gdyż zawierają glikozydy cyjanogenne (nitrylozydy: prunazyna, amigdalina), które w wyniku hydrolizy uwalniają cyjanowodór (kwas pruski).
Dlatego pamiętajmy. Przygotowując przetwory z czeremchy musimy się pozbyć jej nasion. Najłatwiej to zrobić poprzez przecieranie przez sito lub drobny durszlak po ugotowaniu.
I to by było na tyle i jak przekonałam Was do czeremchy. Ja w tym roku objadałam się nią na surowo, ale w przyszłym obiecuję, że zrobię jakąś pyszną konfiturkę.
Doceńmy to co rośnie tuż za rogiem i jest na wyciągnięcie ręki. Tak więc może warto wybrać się w najbliższy weekend na spacer do lasu i poszukać tych czarnych perełek, bo właśnie teraz gałęzie uginają się pod nadmiarem owoców.


Szczypta o Mnie

środa, 2 września 2015

Wspominamy wakacje

Na kartkach kalendarza ni z gruchy ni z pietruchy wskoczył wrzesień. Widać to po naszej rodzinie, że wrzesień zapukał do drzwi Lulcia pomaszerowała do przedszkola, widać to na ulicach zwiększona ilość dzieci w mundurkach i widać to po pogodzie dziś termometr wskazuje tylko 20 kresek.
Żeby nie było tak smutno, byśmy nie dali się wrześniowej melancholii cofnę się do słonecznego, upalnego sierpnia i naszych wakacyjnych wspomnień.
Wakacje wykorzystałyśmy do ostatniego dnia, wycisnęłyśmy ile się dało, a teraz wspominamy. To, że pogoda dopisała to wiecie, a to już więcej jak połowa sukcesu, baterię naładowałyśmy i nie tylko te słoneczne, odpoczywałyśmy z małymi przerwami na wizyty kontrolne Calineczki i cieszyłyśmy się sobą, a wypoczywałyśmy rekreacyjnie na działce, nieopodal lasu w towarzystwie wody.

 Codziennie odwiedzałyśmy Plac Zabaw pamiętający czasy kiedy to mama była małą dziewczynką, ale miał coś w sobie, dziś już takich placów zabaw nie ma

 A na placu zabaw był coś a'la trzepak i mama uczyła swoją starszą latorośl wygibasów i wszelkich zwisów, kiełbasek, efekty zadawalające

Były zabawy w piasku
Był relaks na zielonej trawce 
Było zacieśnianie więzi
Były pierwsze próby zaplatania dobieranego
Było moczenie w bali, jak nad wodę nie chciało się pójść
Była jazda na rowerze i rośnie nam cyklista bo ilości jakie pokonywała na rowerze pedałując tymi małymi nóżkami byłam pod ogromnym wrażeniem
 Było gotowanie kompotów z mirabelek na ugaszenie pragnienia
Była konsumpcja czeremchy. Jadłyście ?

Zrywałyśmy i i wąchałyśmy kwiatki
I uśmiechów nie było końca

Pozdrawiam Was słonecznie

Szczypta o Mnie