poniedziałek, 31 marca 2014

Matki i córki z całego świata na fotografiach

Mało mnie ostatnio, wiem, ale życie mnie ostatnio nie oszczędziło i do dziś jeszcze dochodzę, może kiedyś Wam o tym opowiem, póki co czekam i już doczekać się nie mogę efektu, mam nadzieję, że będzie po mojej myśli. A co u nas po za tym, że życie mnie ostatnio nie oszczędzało, jak już mówiłam. Lulcia chora ma jednostronne zapalenie płuc i jednostronne zapalenie oskrzeli, antybiotyk, następna kontrola w piątek, a mnie nawrócił się po miesiącu czasu kaszel, na szczęście mam 7 kwietnia za tydzień wizytę u pulmonologa. Tyle u nas nie za ciekawie.

Ale by ta notka nie była zupełnie taka smętna i choć trochę dawała optymizmu i uśmiechu na przyszłość, przedstawie Wam ciekawy projekt foto, który stworzony został z okazji 8 marca Dnia Kobiet.

Matki i córki na całym świecie na wspólnych zdjęciach.

Rosaura Realsola 51, ​​z córką Alexandra Yamileth 13 przed ich domem w Tepito w Meksyku.
Rosaura zakończyła edukację w wieku 16 lat, mówi, że kiedy była dzieckiem marzyła o tym by być nauczycielką, a dziś marzy o tym by jej córka była pielęgniarką.


Adetola Ibitoye 39 siedzi z córką Iteoluwa  9, w ich domu w Omole, Lagos. Kiedy Adetola dorastała, chciała prowadzić firmę mody, a dziś sama projektuje ubrania. Iteoluwa mówi, że chce dorosnąć i być nauczyciel akademickim.

Hala Tanmus 40 i jej córka Maya 10 siedzą w salonie swojego domu w mieście Ramallah na Zachodnim Brzegu. Hala jest sekretarzem, która zakończyła edukację w wieku 20 lat. Kiedy była młoda chciała zostać prawnikiem. Ma nadzieję, że jej córka Maya będzie projektantem wnętrz.

Charlotte Stafarce 49 i jej córka Scarlett 9 w salonie swojego domu w Zebbug na Malcie. Charlotte jest aktorką i niezależnym nauczycielem dramatu. Charlotte ma nadzieję, że jej córka będzie naukowcem, gdy dorośnie. Scarlett mówi, że chciałaby być weterynarzem.

Vered 43 pozuje z córką Alma 13 w ich domu w kibucu Hukuk pobliżu Morza Galilejskiego w północnym Izraelu. Vered zdobyła dyplom z projektowania w wieku 27 lat, a obecnie prowadzi projekty edukacyjne sztuki w społecznościach lokalnych. Vered ma nadzieję, jej córka Alma znajdzie zawód, który przyniesie jej szczęście i satysfakcję. Alma będzie kończyć szkołę w ciągu pięciu najbliższych lat, w wieku 18 lat i mówi, że chciałaby być częścią przemysłu filmowego jako reżyser, montażysta, camerawoman lub aktorka.

Lucy Oyela 42, pozuje z córką Abber Lillian 14, w ich domu w Onang, w pobliżu miasta Gulu w północnej Ugandzie. Lucy jest rolnikiem, która zakończyła edukację w wieku 18 lat. Powiedziała, że kiedy była dzieckiem chciała być nauczycielką. Jej córka Abber chciałaby zostać księgową, a mama marzy by córka była pielęgniarką.

Zhang Haijing 41, i jej córka Zhu Od 11 pozują do fotografii przed ich blokiem w Lanzhou, prowincji Gansu, Chiny. Zhang Haijing to menedżer średniego szczebla dla Xinhua Bookstore Group. Gdy była dzieckiem, chciała zostać przedszkolanką. Zhang mówi, że chce, aby jej córka miała stałą pracę i była szczęśliwa robiąc to co lubi Zhu Od mówi, że chce uzyskać stopień doktora i zostać profesorem.

Alicia Chiquin 43 i jej córka Fidelina Tak 18, stoją razem w ich domu w Pambach, Gwatemali. Alicia jest wykształcona, ale  od zawsze pracuje na roli. Jej córka Fidelina nie posiada żadnego wykształcenia, a gdy dorośnie, mówi, że nadal chce pracować w domu.

Raimunda Eliandra Alves 45, pozuje do zdjęcia z córką Ana Paula Leonardo Justino 10, w ich domu w slumsach Pavao-Pavaozinho w Rio de Janeiro. Raimunda jest kasjerką  w supermarkecie i zakończyła edukację w wieku 19 lat. Gdy była dzieckiem, chciała zostać nauczyciel matematyki. Ma nadzieję, że jej córka będzie lekarzem weterynarii. Ana Paula mówi, że pójdzie do szkoły, a następnie ukończy studia w 2025 roku. Gdy dorośnie chce być weterynarzem.

Tse Fieraru, 39 pozuje z córką Flori Gabriela Dumitrache13 w ich pokoju w wiosce Gura Sutii, Rumunia. Tse Fieraru jest bezrobotna i ma dwoje dzieci. Ma nadzieję, że jej córka będzie krawcową. Flori Gabriela chce zostać piosenkarką pop i ma nadzieję pójść do szkoły w miasteczku. Jej rodzina nie może sobie pozwolić, aby za to zapłacić, ale rumuński NGO zaoferował stypendium, aby było to możliwe.

Claire Coyne 43 i jej córka Elli 10 w ich domu w Shepshed, w Anglii. Claire, asystent bankier w Coutts. Jej ambicją kiedy była dzieckiem miała być nauczycielem wf. Mówi, że nie wie kim by chciała by jej córka była w przyszłości jeszcze tak dużo czasu do tego by poszła na studia.

 Manami Miyazak 39  i jej córka Nanaha 13 w ich domu w Tokio. Manami, która jest gospodynią domową. Jej ambicją było pracować gdzieś, gdzie może spotkać wiele osób. Ma nadzieję, że jej córka zbuduje kochający dom ze szczęśliwym małżeństwem. Mówi, że byłoby wspaniale, gdyby jej córka mogła znaleźć pracę,  która sprawiłaby, że ​​wykorzystane zostałyby jej zdolności i zainteresowania. Nanaha chce być projektantem, muzykiem lub pielęgniarką.

Sulochna Mohan Sawant 23 z jej pięcioletnia córką Shamika Sawant wewnątrz ich domu w Bombaju, w Indiach. Sulochna, która pracuje jako pokojówka, chciał zostać lekarzem, gdy była dzieckiem., Ale mogła się uczyć tylko  do 14 roku życia. Sulochna chce by jej córka została nauczycielem. Shamika także chce zostać nauczycielem.

Oumou Ndiaye 30 i jej córka Aissata Golfa 9 pozują do zdjęcia w ich domu w Bamako, Mali. Oumou, która jest gospodynią domową, nie chodziła do szkoły. Jako dziecko miała nadzieję poślubić lokalnego biznesmena. Ma nadzieję, że jej córka poślubić kogoś z ich grupy etnicznej, a gdy dorośnie, że skończy edukację. Aissata mówi, że chciałby zostać nauczyciel, gdy dorośnie.

Lucia Mayta, 43 i jej córka Luz Cecilia 12, pozują do fotografii w ich winiarni w La Paz, Boliwia. Lucia studiowała aż do czwartej klasy szkoły podstawowej, i wie, jak czytać i pisać i robić podstawowe zadania z  matematyki. Prowadzi winiarnię, a rodzina mieszka na jej zapleczu. Ma nadzieję, że w przyszłości wybuduje dom. Luz Cecilia jest w siódmej klasie i chce być piosenkarką.

Denise Artur 52, i jej córka Linnaea Thibedeau 13, stoją razem w domu w pobliżu Blackhawk, Kolorado. Denise jest ekologiem. Ma doktorat i zakończyła edukację w wieku 34 lat. Jej ambicją kiedy była dzieckiem było stać się behawiorystą zwierząt. Ma nadzieję, że jej córka Denise Linnaea będzie biologiem gdy dorośnie. Linnaea chcieliby uzyskać doktorat i zostać biologiem morskim.

Noor Zia 40 z córką Saba Ahmadi 11, w ich domu w Kabulu w Afganistanie. Noor, któa jest nauczycielem, studiowała do 28 lat. Jej ambicją było zostać lekarzem, ale nie mogła sobie pozwolić na opłaty za studia. Ma nadzieję, że jej córka będzie znanym, wysoko wykwalifikowanym lekarzem. Saba chce iść na studia, i chciałby zostać prawnikiem.

Bidaa Mhem Thabet al-Hasan (Um Suleiman) 39 pozuje z córką Mariam Khaled Masto 9, przed ich domem w Deir al-Zor w Syrii. Bidaa jest dyrektorem szkoły założonej przez grupę nauczycieli i wolontariuszy. Jej ambicją było zostać ginekologiem. Ma nadzieję, że jej córka będzie walczyć o własne ambicje i że jej sukces uczyni ją szczęśliwą. Mariam chciałby zostać Arabskim nauczyciel w Deir al-Zor.
Susana Maria Cardona 33 i jej córka Alejandra Ruby Cardona 12 pozują do fotografii w ich domu w Tegucigalpa, Honduras. Susana Maria, która jest gospodynią domową, skończyła szkołę w wieku 17 lat. Jej ambicją było zostać prawnikiem. Ma nadzieję, że jej córka będzie lekarzem.
Saciido Sheik Yacquub 34 pozuje do zdjęcia z córką Faadumo Subeer Mohamed 13, w ich domu w Hodan powiat obozu dla uchodźców w Mogadiszu. Saciido, która prowadzi małą firmę, chciała być bizneswoman, gdy była dzieckiem. Ma nadzieję, że Faadumo będzie lekarzem. Faadumo ukończy szkołę w 2017 r. i ma nadzieję, że zostanie lekarzem, gdy dorośnie.

Szczypta o Mnie

czwartek, 27 marca 2014

1% Twojego podatku

"Wstyd się przyznać, ale do tej pory moje podatki w 100% trafiały na rzecz Państwa. Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważny jest 1% dla potrzebujących pomocy dzieci, chorych dorosłych, zwierząt i innych będących w potrzebie.

Teraz- będąc mamą Małej Chorej Iskierki- mam więcej empatii, pokory, wiem, że życie bywa przewrotne i w każdej chwili choroba może obrócić życie każdego z nas o 180%...

Moja Zosieńka jest taka dzielna! Z uśmiechem pokonuje wszystkie przeciwności i idzie dalej!
Jest największym szczęściem na tej Ziemi!:)
Cieszymy się razem życiem każdego dnia, ludzie często dziwią się, jak wobec takiej okrutnej sytuacji- choroba dziecka, samotne wychowywanie i starania o powrót Zosieńki do zdrowia...jak można być szczęśliwym?
Jesteśmy! I to bardzo!!!:) Nie okłamuję ani Was, ani samej siebie:)
Każdy choćby mały postęp mojej Córeńki jest jak wygrana w lotto!

Jeśli jeszcze nie rozliczyliście swoich PIT'ów, wypełnijcie jedną rubrukę więcej- to zaledwie niecała minutka!
Twój 1% może być jedynym ratunkiem, jedynym możliwym rozwiązaniem, aby zapewnić komuś powrót do zdrowia, szansę na zdrowe i samodzielne życie!
Szczęścia jest wokół nas całe mnóstwo!!!
Zdrowie, aby się nim cieszyć- TYLKO JEDNO!"


Czytamy na funpage Zosi Wieloch POMOC DLA ZOSI słowa Kasi mamy małej Zosi, która walczy z przeciwnościami losu od pierwszych dni na tym świecie. Więc jeśli jeszcze nie przekazaliście swojego 1% proszę przekażcie go na konto Zosi. Zosieńkę znam osobiście to córeczka mojej koleżanki Kasi, która jest tak samo dzielna jak jej mała Zosia. Zapraszam do odwiedzenia i polubienia Zosinkowego funpage na FB, na którym to możecie śledzić losy i codzienną walkę małej Zosi z przeciwnościami losu. Możecie też zawsze zasilić konto Zosinkowe wpłacając datki na jej leczenie, albo wziąć udział w licytacjach, które są na bieżąco organizowane na FB.

Wierzę, że w ludziach tkwi siła i że jest na tym świecie jeszcze wielu życzliwych ludzi z sercem na dłoni.



Swoją drogą ciągle się zastanawiam, nad zorganizowaniem licytacji dla Zosi jakiegoś przedmiotu ozdobionego przez moją osobę metodą decoupage, ale czy byli by jacyś chętni i jak to zorganizować ?
Co o tym myślicie ?


I jeszcze raz dziękuje Ali za przekazanie 1% dla Zosi :)

Szczypta o Mnie

środa, 26 marca 2014

Oczy na zapałki

Muszę wykonać jakieś podpórki z zapałek na moje opadające powieki ze zmęczenia, z niewyspania, a wszystkiemu winny kaszel. Wczoraj tato mój odebrał Lulcię ze żłobka, którą zaprowadziłam zdrową, po południu wróciła ze szczekającym kaszlem, po pracy fru do lekarza, kaszel krtaniowy, wirusowy, złapała na bank od zainfekowanego dziecka. I tak wczoraj sobie myślałam, grzebałam w pamięci i wygrzebałam, chyba przyczynę kaszlu. Otóż to byłam świadkiem rozmowy w szatni żłobkowej jednej mamy z drugą, gdzie jedna z nich mama Majki beształa tą drugą, za to, że przyprowadza chore dziecko do żłobka, że przez jej dziecko choruje jej córka, w rozmowę się nie wtrącałam, bo rzecz nie dotyczyła mnie. W poniedziałek podobna sytuacja, wychowawczyni ze żłobka rozmawia z tą samą mamą, że dziś na spaniu to tak strasznie kasłała jej córka, że musiała podłożyć jej drugą poduszkę, znów się nie wtrącałam, bo sprawa nie dotyczy mnie. Ta sama matka tej samej dziewczynki, pamiętam jak kiedyś wycierała mega gluty swojej córce w żłobku. Ale dziś wiem, że jak napatoczy mi się ta matka w szatni to zrugam ją równo, za to, że przyprowadza chore dziecko, ba nie omieszkam wskazać jej kierownikowi żłobka, a cierpią na tym inne zdrowe dzieci w tym moja córka. Ja się pytam gdzie Ci rodzice mają rozum, głowę, no gdzie. Zapytacie co robi żłobek w tym temacie, ano robi dużo, jeśli dziecko chore dzwonią z prośbą o zabranie dziecka i przyniesienie zaświadczenia od lekarza, że dziecko zdrowe i może uczęszczać do żłobka. To są tacy "cudowni" rodzice, którzy na drugi dzień przychodzą z dzieckiem do żłobka chorym na antybiotyku z karteczką, chyba sfałszowaną, bo chyba żaden lekarz przy zdrowych zmysłach nie wypisałby takiej kartki. Jest w formie anegdoty wywieszona kartka z wierszykiem o katarze, ale i to na niektórych nie działa. Są organizowane spotkania w temacie chorób, na które przychodzi garstka rodziców, więc ja się pytam co jeszcze można zrobić z takimi "inteligentnymi" rodzicami. Ja rozumiem, że z pracą, krucho trzeba ją szanować, że pracodawca na zwolnienie patrzy krzywo, ale do cholery jasnej zdrowie chyba  najważniejsze i decydując się na dziecko miejmy świadomość tego, że będzie chorować.
A wracając do dzisiejszej nocy była chyba najgorszą nocą jaką pamiętam. Lulcia budziła się co godzinę z płaczem, krzykiem i strasznym kaszlem takim szczekającym, męczącym, że myślałam, że ducha wyzionie. Mnie już zaczęło brakować pomysłu jak jej ulżyć, by ten cholerny kaszel jej nie męczył i dał dziecku spać. Dawałam syropek, miód, masło by złagodził jej gardziołko, piciu, poduszkę wyżej kładłam, nos czyściłam, kropelki wpuszczałam, na piżamkę bluzeczkę założyłam, co by jej zimno nie było, na nóżki skarpetki, ale to ciągle nic. W końcu o 3 zabrałam ją do naszego łóżka, obtuliłam jej kołdrą i swoją, mocno przytuliłam i po godzinie udało się zasnąć do 7. Mam nadzieję, że dziś będzie lepiej. Bo dzisiejszy poranny budzik mnie powalił czułam się jakbym przyszła z zaświatów, jak koń po westernie, dopijam kolejną kawę i nic, a do wyjścia z pracy jeszcze 6 godzin masakra. Boże daj mi siłę przetrwać ten dzień !

A może Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na meczący nocą kaszel ?






Szczypta o Mnie

niedziela, 23 marca 2014

Na młynku

W sobotę, pogoda nas rozpieściła, niestety w niedzielę się popsuła, deszczowo cały dzień. Ale wracając do słonecznej, ciepłej, marcowej soboty było bosko. Ubrani w leciutkie kurteczki, pomaszerowaliśmy na kolejny podbój łódzkiego parku, tym razem postawiliśmy na Park na Młynku. Trochę historii dzięki niezawodnej wikipedi

Park na Młynku – obszar zieleni miejskiej oraz zbiornik wodny w dolinie rzeki Olechówka położony w Łodzi w południowo–wschodniej części dzielnicy Górna między ulicami Młynek, a Bławatną, na końcu Śląskiej.
Roślinność skupiona jest w okolicach brzegu zbiornika wodnego. Po przeciwnej stronie do ulicy Śląskiej, na wodzie, znajduje się wyspa, do której można dopłynąć rowerem wodnym. Od strony północno–zachodniej park otoczony jest zabudowaniami, natomiast strona wschodnia i południowa jest mniej zurbanizowana. Około 300 metrów na południe, wzdłuż ulicy Ireny, biegną tory kolejowe łączące stacje Łódź Chojny i Łódź Olechów Wschód.
Istniejący tu zbiornik wodny jest otwarty w sezonie letnim. Przeznaczony jest do uprawiania sportów wodnych. Na terenie ośrodka działa wypożyczalnia sprzętu sportowego, urządzono również boiska do gier zespołowych i plażę. Znajduje się też tu punkt gastronomiczny oraz parking. Park na Młynku to część łódzkiego MOSiR.

Sam park jak park, mogłoby się wydawać, że niczym szczególnym się nie wyróżnia, szczególnie o tej porze roku, staw bez wody, ale jest szczególny wyróżnik tego parku i ze względu na ten wyróżnik postanowiliśmy tam jechać. A co to takiego Plac Zabaw na Młynku.

Statek piracki, piaskownica w kształcie spirali, karuzela, huśtawki, zjeżdżalnie, na które trzeba się wspiąć bo linie, ba nawet wieloryb, a po za tym górki małe i duże. Na tym placu każdy dzieć znajdzie coś dla siebie, nie zależnie od wieku. Statek piracki czy zamek są interaktywne tak by stymulować rozwój naszych milusińskich. Cały plac i urządzenia na nim się znajdujące są bezpieczne bez względu na to co do głowy przyjdzie na nim wyczyniać dzieciom. A jak wiadomo wyobraźni dzieciom odmówić nie można. Cała powierzchnia wyłożona jest super miękkim materiałem i nie jakimś tam szaro-burym, a kolorowym z motywami morskimi jak ośmiornica czy wieloryb. Górki małe i duże na pierwsze wspinaczki, nie tuzinkowe huśtawki i oryginalna piaskownica w kształcie spirali. Zresztą zobaczcie same.

Tak więc gorąco wszystkich zapraszam do odwiedzenia Parku na Młynku, a szczególnie wstąpić na cudny plac zabaw. Mimo, że plac zabaw na Młynku jest troszkę od nas daleko, to z pewnością go jeszcze odwiedzimy, bo jak do tej pory jest to najlepszy plac zabaw.

Tak spędzaliśmy czas do obiadu, a po obiedzie nasze kroki skierowaliśmy na obchody Światowego Dnia Wody. I tak wysłuchaliśmy przecudownego, oryginalnego koncertu na harfie wodnej, który zagrał światowej sławy czeski muzyk Peter Spatina. Wodna harfa to gra na 33 kieliszkach wypełnionych odpowiednią ilością wody. Ważna rolę odgrywają odpowiednio dobrane kieliszki, rozmiar, grubość ścianek, wysokość nóżki i średnicy, uzupełnia je dokładnie wymierzoną ilością wody, która pozwala na uzyskanie niepowtarzalnych dźwięków.  Sprawdzone to prawda. Było lepienie świeczek, malowanie wielkiego plakatu, który pochłonął Lulcię, było tworzenie papieru czerpanego, origami, w którym Lulcia z pomocą taty wygrała nagrodę (bajki, zegarek-budzik uwaga na wodę, latarkę, plecak) oraz picie do woli łódzkiej kranówki.

BO ŁÓDZKA KRANÓWKA NAJLEPSZA

Łódzka „kranówka” w 90 proc. pochodzi ze studni głębinowych i, zdaniem przedstawicieli ZWiK, swoim składem niewiele ustępuje butelkowanym wodom sprzedawanym w sklepach.
Większość ujęć wodnych zaopatrujących Łódź znajduje się na terenie miasta. Najgłębsza studnia z 52 studni miejskich ma ponad 900 m. Do Łodzi trafia również woda z innych ujęć zlokalizowanych m.in. w Rokicinach i nad Zalewem Sulejowskim, który przez wiele lat był głównym źródłem wody dla Łodzi. Od dekady woda z zalewu nie jest już jednak pobierana.  



Tak nam intensywnie minęła sobota :) A swoją drogą pijecie kranówkę, bo my TAK, wody butelkowej u nas nie znajdziesz tylko KRANÓWKĘ !
Niedziele przesiedzieliśmy w domu, deszczowo cały dzień :(


Szczypta o Mnie

sobota, 22 marca 2014

Wyniki Szczyptowej Rozdawajki

Kochani, pierwszy dzień wiosny kalendarzowej już za nami, a to znaczy, że czas mojej rozdawajki dobiegł ku końcowi. Tak więc czas na losowanie i wyniki. Ja już wiem kto jest zwycięzcą i do kogo powędruje mój śliczny folkowy chustecznik. Losowanie odbyło się dzięki temu oto pomocnemu programikowi do losowani. W karteczki i filmiki, wybaczcie nie bawiłam się, najzwyczajniej w świecie nie miałam na to czasu, a dwa nie potrafię umieścić filmiku wstyd :(
Więc by nie przedłużać, do sedna.
Udział w mojej rozdawajce wzięło 15 osób. 
A zwycięzcą jest liczba nr 10

A pod nr 10 kryje się:


Droga kobieto blogująca proszę Cię o kontakt ze mną na maila szczyptaomnie@gmail.com w celu dostarczenia folkowego chustecznika, mam nadzieję, że nie za pomocą Poczty Polskiej, a w cztery oczy na kawie :)

Wszystkim, którzy brali udział w mojej rozdawajce dziękuje i mam nadzieję, że jeszcze nie raz się pobawimy na rozdawajce u Szczypty :)
A wszystkim, którym spodobał się chustecznik, bądź coś innego z moich prac i chcieliby mieć na własność. Zapraszam do kontaktu na maila :)

Miłej niedzieli kochani

Szczypta o Mnie

czwartek, 20 marca 2014

Wiosna, wiosna, ach to Ty !

Wiosna, wiosna, wiosna ach to Ty !

Czyżby jej się pomyliły dni, czy może tak strasznie się do nas spieszy ? Wiem, że dziś 20 marca, a nie 21, ale to właśnie dziś dokładnie o 17:57 rozpocznie się astronomiczna wiosna, dziś Słońce wstąpi w znak Barana. Zdaniem naukowców tak będzie przez cały  XXI wiek, że wiosna będzie rozpoczynała się 20 marca. Wszystko przez ruchy Ziemi. Nasza planeta obraca się nie tylko wokół Słońca i swojej własnej osi, ale także odchyla się na boki. Wszystkie ruchy Ziemi, a także grawitacja innych planet wpływają na zmiany w porach roku. Przez cały XX wiek i na początku obecnego stulecia pierwszy dzień wiosny w Polsce przypadał na 21 marca. Do tego przyzwyczajeni byli wagarowicze, którzy tego dnia obchodzili swoje święto i miłośnicy topienia Marzanny ( i mnie nawet przyzwyczaiło bo swoją rozdawajkę zaplanowałam do pierwszego dnia wiosny do 21.03 - kto sie nie zapisał ma czas do jutra). Zmiany nastąpiły dwa lata temu, bo już w 2012 wiosna przyszła dzień wcześniej. Według przewidywań astronomów tak będzie do 2047 roku, ale już od 2048 wiosna wypadać będzie nawet 19 marca.
Czy w końcu wiosna się ustatkuje i wróci do dawnej daty 21 marca ? Tak, ale dopiero w... 2102 roku. No to musimy trochę poczekać.

Ale wracając do tej naszej wiosny przypada ona w równonoc wiosenną czyli moment gdy noc i dzień mają taką samą długość po 12 godzin. Od tego momentu wszystkie kolejne dni są dłuższe niż noce, aż do czerwcowego przesilenia letniego.
Jeśli myślicie, że bezpośrednio przed wiosną mamy zimę to się mylicie. W strefie klimatu umiarkowanego wyróżniamy porę pośrednią, czyli przedwiośnie. To okres, w którym temperatury są w granicach 0-5 stop., nie ma zazwyczaj opadów i widać, że dzień się stopniowo wydłuża. Jednym słowem w czasie przedwiośnia czuć... już wiosnę !
A jako ciekawostka mamy klika rodzajów wiosny. Wiedzieliście ?
Pierwszy typ wiosny rozpoczyna się 1 marca – wtedy rozpoczyna się meteorologiczna wiosna.
Kolejna to wiosna astronomiczna, która każdego roku następuje w okolicach 20-21 marca.
Dzień potem następuje pierwszy dzień kalendarzowej wiosny.
Najpóźniej rozpoczyna się wiosna termiczna oraz fenologiczna, choć w tym roku jest nieco inaczej. O tej pierwszej mówimy wtedy, gdy średnia temperatura dobowa przekracza 5 stopni. Najwcześniej następuje na Dolnym Śląsku – już w okolicach połowy marca, a najpóźniej na Suwalszczyźnie – ok. 10. kwietnia.
Ostatni rodzaj wiosny – wiosna fenologiczna – jest związana z budzeniem przyrody do życia – ten najpiękniejszy okres roku przypada na kwiecień.
I co Wy na to :)
U mnie wiosna zawitała i rozgościła się na dobre. Za oknem słońce, trawa pomału się zieleni, kozaki poszły w odstawkę, a na nogi zarzuciłam lżejsze półbuty, to samo z zimowym płaszczem i czapką, a dziś w tym radosnym wiosennym klimacie moje włosy nabiorą nowych wiosenno-słonecznych barw.
Fryzjerze przybywam !


P.S. Właśnie dzwonił mąż i poinformował mnie, że widział bociana, więc jest to ewidentny znak, że wiosna jest. A może jest też to znak dla nas, że bociek i do nas niebawem zawita, mam taką nadzieję.
A do Was wiosna zawitała ?

Szczypta o Mnie 


poniedziałek, 17 marca 2014

Kobiecość, a może kalectwo

W ostatnim czasie natrafiam na bardzo interesujące projekty fotograficzne, bo jak wiecie lubię to.
I zawsze się nimi z Wami podzielę.

Dziś przedstawię Wam "kobiecość" inaczej.

Zapytacie czemu inaczej ? Bo dla mnie przedstawiona w tym projekcie fotograficzny "kobiecość" jest odrażająca, nie mieszcząca się w kanonach piękna, a obrzydzenia. Jestem osobą tolerancyjną i nie mam nic do osób otyłych, ale te kobiety nie mieszczą się w moich granicach otyłości. Wybaczcie, dla mnie to zaburzenie psychiczne, kalectwo, dla mnie kobiety czy mężczyźni,  którzy doprowadzają się do takiego stanu są chorzy. I nie choruje im ciało, a dusza. Te kobiety często są ubezwłasnowolnione, są więźniami własnego ciała, domu. Najprostsze codzienne czynności i potrzeby fizjologiczne sprawiają im trudność, nie potrafią same ich  załatwić, zrobić. Istna masakra, obrzydzenie, oburzenie, brak zrozumienia i mówię o tym otwarcie, nie kryję swojej opinii w tym temacie i ba możecie mnie zbesztać, że nie jestem tolerancyjna, trudno co zrobić w tym temacie z pewnością nie.

Ciekawa jestem co Wy w tym temacie macie do powiedzenia jaki jest Wasz punkt widzenia ?


A ja się martwię, że jestem gruba :)

Miłego poniedziałku :)))

Szczypta o Mnie

piątek, 14 marca 2014

Efekt Placebo

Efekt Placebo, wszystkie znaki na ziemi na to wskazują.

O moich problemach zdrowotnych, które rozpoczęły się z początkiem 2014 roku wiecie. O tym, że miałam suchy, napadowy kaszel od miesiąca, to też już wiecie. O tym, że wszystkie badania jakie zrobiłam (rtg płuc, wymaz z gardła, czy badanie na krztusiec) wyszły dobrze i moja pani doktor rozkładała ręce na mój przypadek i wręczając mi skierowanie do pulmonologa przerzuciła odpowiedzialność na innego lekarza też wiecie.

Wizytę do pulmonologa udało mi się wyznaczyć w trybie ekspresowym, miałam to szczęście, że zwolniło się miejsce i dostałam się do samej pani profesor :) Poniedziałek 10.03 godzina 15 wizyta rozpoczęła się spirometrią, która wyszła mi też dobrze, następnie wywiad lekarski z panią profesor. Opowiadałam wszystko od początku jakie przypadłości mnie złapały, odpowiadałam na dodatkowe pytania zadawane przez panią profesor czy palę (paliłam), czy jestem alergiczką (jestem alergia krzyżowa tj. osoba uczulona na pyłki brzozy, może mieć te same objawy alergiczne po spożyciu jabłek i ja tak mam okres pylenia zaczyna mi się od stycznia/lutego i trwa do maja), czy w rodzinie jakieś obciążenie chorobami (jest mój tato ma astmę oskrzelową), jakie leki przyjmuję na stałe i na alergię i nagle pada diagnoza, że wszystkie objawy, o których wspomniałam wskazują, na astmę oskrzelową. Wypisała mi druczek recept na inhalatory wziewne wyjaśniła jak używać i kazała za miesiąc pojawić się na kolejnej wizycie. Z gabinetu wyszłam zrezygnowana i z lekka załamana bo do chorej tarczycy dołączyła mi astma masakra :/ Niezwłocznie po wizycie udałam się do apteki celem wykupienia lekarstw, zostawiając 60 PLN w kasie apteki.
Wieczorem kiedy Lulcia poszła spać,matula zasiadła wygodnie na kanapie z sunia u boku, bo ktoś towarzystwa musiał dotrzymać, a małżowinka w delegacji, zaczęłam zapoznawać się z ulotką informacyjną dołączoną do lekarstw i włos na głowie mi się zjeżył, czytając o skutkach ubocznych. Szczególną uwagę przykuł punkt ciąża i kp. Zazwyczaj w ulotkach czytamy, że w czasie ciąży i kp zapytaj lekarza o możliwość przyjmowania danego leku, a tu dodatkowym punktem był punkt jeśli planujesz ciąże poinformuj o tym lekarza, ja tego nie zrobiłam mój błąd, ale szczerze nie myślałam racjonalnie kiedy mi pani profesor postawiła diagnozę.

Łzy do oczu zaczęły napływać, z nosa katar zaczął kapać, ocierając oko rękawem bluzki, szlochałam sobie w objęciach mojego psa, by chwilę później wyszlochać się mężowi do słuchawki, że z naszych planów powiększenia rodziny nici, że jestem chora i że w ogóle wszystko na nie. Mąż trzeźwo myślący powiedział nie bierz lekarstw i zadzwoń i umów się na kolejną wizytę do lekarza, spokojnie, z astmą da się żyć, czego przykładem jest Twój ojciec, a po za tym to wstępna diagnoza jest. Nie powiem jak zwykle mnie podbudował na duszy kochany mój :* Tak też zrobiłam lekarstw nie wzięłam, szłam spać z duszą na ramieniu, czy złapie mnie napad kaszlu, czy prześpię noc spokojnie.
Ku mojemu zdziwieniu noc przespana spokojnie uf :)
We wtorek rozpoczęłam telefonowanie i kolejne schody. Pani profesor na co dzień pracuje w szpitalu, a w przychodni, w której byłam u niej na wizycie jest raz na dwa tygodnie, więc dopiero 24.03, mogę przyjść i się skonsultować. Kolejny krok telefon na oddział szpitalny, w którym pracuje pani profesor, niestety bardzo ją trudno, wręcz awykonalne by ją złapać pod telefonem w pokoju lekarskim, bo ciągle krąży między zajęciami ze studentami, a przychodnią, a oddziałem, w środę powiedziałam pass z telefonami.
Tym bardziej przekonało mnie do spasowania, to, że mój kaszel od poniedziałku z każdym dniem dawał znać o sobie coraz mniej

Od wtorku nie miałam napadu kaszlu suchego, męczącego tak jak miała do tej pory, noce przespane, a wcześniej by spokojnie przespać noc brałam Thiocodin z kodeiną hamującą kaszel, kaszel pojawia się, ale bardzo sporadycznie i nie jest uciążliwy tak jak był. Oczywiście do lekarza się wybieram albo tego 24.03, albo na swoją wyznaczoną wizytę na 7.04, zapisałam się również do alergologa swojego w celu konsultacji.
Myślę, że dobrą drogę, na tą chwilę obrałam. Po co się faszerować sterydami i zatruwać organizm kiedy jest dobrze, szczególnie w kontekście naszych planów. Prawda.

Czyżby efekt placebo w postaci wizyty u specjalisty tak na mnie zadziałał, czyżby jakaś silniejsza postać alergii w tym roku dała o sobie znać, nie wiem co, ale w każdym razie pomogło i mam cichą nadzieję, że tak zostanie :)))




Przypominam o zapisach na MOJĄ ROZDAWAJKĘ kto się jeszcze nie zapisał, niech to szybko uczyni, bowiem czasu zostało już coraz mniej ostatnie 7 dni, bawimy się do 21.03.
Póki co jest 9 osób chętnych do zabawy, czyżby Wam do gustu nie przypadł folklorystyczny chustecznik ?

Szczypta o Mnie

środa, 12 marca 2014

Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie

Gerdi McKenna z pewnością ma takich przyjaciół. Kiedy w lutym tego roku u Gerdi zdiagnozowano raka piersi jedna z jej przyjaciółek napisała maila z prośbą o niezwykłą, sesję zdjęciową, na której miały być uwiecznione przyjaciółki Gerdi i ich ogolone głowy na znak solidarności z nią.

Takich przyjaciół życzę sobie i Wam nic dodać nic ująć.
 

Szczypta o Mnie