piątek, 31 października 2014

Ostatni dzień października

Pranie rozwieszone, 
herbata z sokiem malinowym dopita, 
w atmosferze unosi się zapach kadzidła, 
Lulcia układa pociągowe puzzle ciągle dopytując się mama cio teral, 
na kolanach laptop, 
a nogi grzeje ruda suczka 
i tak czekamy na naszego mężczyznę, który jest w drodze, dziś odwiedzał groby swoich bliskich, 
jutro mnie to czeka, 
po za tym  z niecierpliwością czekam na 6.11, 
wtedy będzie już po, 
będę mogła spokojnie odetchnąć, zrobić wielkie ufff,
wszystkie znaki na niebie wskazują, że będzie wszystko w porządku, że się uda. 
I tak kończymy październik zaczynamy listopad przed ostatni miesiąc tego roku. 
A na horyzoncie co raz lepiej zarysowują się moje/nasze marzenia, 
które są co raz bardziej realne, namacalne.

Zdecydowanie

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*


środa, 29 października 2014

Co w decoupagu piszczy

O decoupagu nie pamiętam kiedy się chwaliłam co wyszło spod moich palców. Ba sama nie wiem czy wszystko co wyszło spod moich palców sfotografowałam. Ale mniejsza o to w pamięci zostało. Tak więc o to moje ostatnie dzieła decoupagwe :)

 Podkładki wykonałam na prezent z okazji rocznicy ślubu  miały iść dwa komplety jeden został u zamawiającej może Wam znanej Agnieszki

Chustecznik prezent dla mojejpsiapsiółki z LO miało coś być z akcentem niebieskich geometrycznych wzorów, mam nadzieję, że się jej spodoba :)

 Ten chustecznik wędruje na aukcje dla Zosi

 A to skrzyneczka na wino dla pary młodej, zamiast kwiatów :)

 I póki co chyba tyle, niestety w decoupagu będzie mnie mniej.

Wszystkich zainteresowanych zakupem moich prac odsyłam na podstronę na moim blogu
Moje prace - do kupienia.


Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

niedziela, 19 października 2014

Pierwsze spotkanie na żywo z dużą piłką

Do którego doszło w czwartkowe późne popołudnie. A wszystko zaczęło się od telefonu taty.
"Mam bilety na mecz żeńskiej siatkówki Budowlani Łódź-Legionovia. Idziecie"
Ja wiedziałam, że tak, maż niestety miał służbową kolację, więc pomaszerowałam na mecz w towarzystwie córki :) Lulcia gdy tylko usłyszała, że idzie na mecz, na wielką halę, gdzie będą grać w piłkę, nie mogła się doczekać, ciągle powtarzała met, met. gdy przekroczyliśmy próg hali Lulcia oniemiała, widokiem ludzi gwiżdżących, walących w bębny czy trąbiących w trąbki. Co chwila się dopytywała co to mamuniu ? Po dobrym zadomowieniu się na trybunie posłusznie zaczęła kibicować. Na hasło wszystkie ręce w górę. Łapki naszej małej kibicki szły w górę i klaskały. Na okrzyki ostatni zaczęła krzyczeć po swojemu. Oj rośnie chyba nam kibic. W końcu mama i tata uwielbiają sport i uprawiać i dopingować :)

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

środa, 15 października 2014

Czarna lista jedzeniowa

Po pierwsze dziękuje za wszystkie wspieraski od Was :*
Jesteśmy po badaniach krwi. Wyniki wyszły w miarę zadowalające. Do obserwacji cukier wyszedł ponad normę, ale mógł być przyczyną krzyku podczas pobierania krwi wtedy to cukier drastycznie idzie w górę. Mamy kiedyś zmierzyć jej cukier na czczo glukometrem. A próby wątrobowe nieznacznie podwyższone, ale przyczyna tego mogła być biegunka. Badania do powtórzenia przed Świętami Bożego Narodzenia. Kupki po tygodniu wróciły do normy ufff. Za to przyplątał się nam kaszel. Ostro walczymy syropem z czosnku-cytryny i miodu i mam nadzieje pokonać wroga.

Przy okazji naszych brzuszkowych dylematów natknęłam się w sieci na ciekawy artykuł czarnej liście jedzeniowej dla naszych milusińskich. Czytając tą czarną listę jedzeniową mogę śmiało powiedzieć, że produkty z niej przedstawione nie goszczą w jej jadłospisie. A chcecie wiedzieć co zawierała lista. Przedstawię Wam, a po szczegóły odsyłam do źródła.

1.  Słodycze z dodatkiem witamin czyli dobrze nam znane z reklam telewizyjnych śmiejżelki, lizaki czy inne żelki, cukierki. Tak powszechnie zachwalane przez producenta "łakocie i witaminy".  A co w rezultacie otrzymujemy słodki produkt witamizowany, który zaburza łaknienie, psuje zęby, a witaminy w nim zawarte łatwo przedawkować to po pierwsze, a po drugie szukać ich powinniśmy w naturalnych produktach owocach czy warzywach.

2. Jogurty owocowe. Mogłoby się nam wydawać, że jak to jogurt i nie zdrowy. A no własnie tak może być. Bo w składzie jogurtu owocowego co możemy przeczytać, że znajduje się w nim 16 g cukru, a w naturalnym jogurcie odpowiednio tylko 5 g. Często owoce nie przypominają owców, a jedynie papkę owocową  co wpływa na utratę pewnych właściwości błonnika.

3. Soki. Najczęściej z dodatkiem cukru, syropu glukozowo-fruktozowego i o zgrozo często dodawany słodzik.  Dzieci często piją soczki sącząc je przez słomkę czy popijając w trakcie zabawy. Proces picia trwa jakiś czas, co skutkuje psucie się ząbków alarmują stomatolodzy. Podczas produkcji soków niestety duża część naturalnych składników i witamin ginie, dlatego później się je witaminizuje co nie jest już to samo co naturalne.

4. Parówki. Tu chyba nie muszę tłumaczyć. Wystarczy przeczytać skład niby 100% parówek z mięsa a w nim tłuszcze, MMO ( mięso oddzielone mechanicznie) i masę wzmacniaczy smaku jak popularny glutaminian sodu.

5. Niestety na tej czarnej liście znalazły się również wędliny, które po za mięsem mają masę rozmaitych substancji konserwujących i wzmacniaczy smaku. Co w zamian pieczone mięsko z piekarnika. ( niestety łatwo powiedzieć trudniej wykonać, my wędliny jadamy choć ja się kupując wędliny kieruję się ceną i wybieram te z wyższej półki, a dwa często czytam ich skład).

6. Płatki śniadaniowe. I nie mam tu na myśli zdrowej pożywnej owsianki. A czekoladowe czy miodowe kulki, które opływają w cukry i są produktem wysoko przetworzonym nie sa dobrym rozwiązaniem na zdrowe i pożywne śniadanie.

7. Orzechowe i czekoladowe kremy. I znów reklamy, które sugerują zdrowe śniadanie z mnóstwem odżywczych składników. A ich główny skąd znów stanowi cukier i tłuszcz roślinny. Więc gdzie to zdrowe śniadanie ?

8. Pizza. Wiadomo ta zrobiona w domu na drożdżowym cieście uchodzić może za zdrowy posiłek. Jednak pizza z restauracji czy o zgrozo kupiona w sklepie jako półprodukt już nie koniecznie. ( my pizzę jadamy od czasu do czasu, często się nam zdarza robić pizzę w domu własnej roboty i chyba taka smakuje najlepiej i ile zabawy podczas jej produkowania).

9. Chipsy. Tu chyba wyjaśnień nie potrzeba.

10. Serki topione. Produkty wysoko przetworzone nie zawierające cennych składników odżywczych, za to bogate w tłuszcz i wodę. Zamiast serków topionych podawajmy ser żółty bogaty w wapń.

11.Herbatki dla dzieci. Granulowane o różnych smakach, często smak tylko z nazwy. Bo tak herbatka malinowa, a w składzie najwięcej jest hibiskusa, a malina gdzieś w znikomych ilościach na szarym końcu. Herbatki oczywiście wzbogacone są dużą zawartością cukrów (glukozy). Najlepsza na ugaszenie pragnienia jest WODA !

I co zdziwione jesteście czarną listą jedzeniową. Mnie najbardziej zdziwiły serki topione.
Wiadomo we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i jak raz na jakiś czas podamy lizaka naszej pociesze świat się nie zawali i zęby nie wypadną. Choć jak mówi przysłowie:
"czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci" coś w tym jest więc wyrabiajmy w naszych najmniejszych zdrowe nawyki żywieniowe. Jako przekąskę między posiłkami zamiast lizaka podarujmy mu jabłko czy banana, ewentualnie alternatywę dla słodkiego może być gorzka czekolada czy suszone owce, zdrowym słodyczem może być również chałwa i sezamki. Kiedy chce ugasić pragnienie podajmy wodę, a nie słodki soczek, a jeśli nasi najmłodsi lubią owocowe jogurty wybierzmy i podajmy im zdrowszą alternatywę jogurt naturalny z owocami wkrojonymi, albo łyżką marmolady własnej roboty u nas się to sprawdza. I to co najważniejsze czytajmy etykiety i pamiętajmy:

  • składniki są wymienione w kolejności od tego, którego jest najwięcej do tego, którego jest najmniej
  • im mniej składników tym lepiej po co nam lista mendelejewa
  • unikajmy produktów ze składnikami chemicznymi
A jakie jest Wasze stanowisko w tym temacie, nie ukrywam, że strasznie interesuje mnie Wasze zdanie.


Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

czwartek, 9 października 2014

Martwimy się

Martwimy się dalej, bo kupki lulkowe nadal nie prawidłowe. Kiedy w poniedziałek myślałam, że kryzys zażegnany tak we wtorek pojawiły się nie takie jak bym chciała na szczęście w mniejszej ilości. Nie wiele myśląc zapisałam się do lekarza na środę. Bo nie wiem może część z Was kojarzy naszą przygodę ze szpitalem kiedy Lulcia miała 2 miesiące i tydzień leżałyśmy na oddziale zakaźnym z powodu biegunek i odwodnienia :( Diagnoza wirusowe zapalenie wątroby faza przejściowa wywołane wirusem EBV. Kontrola enzymów wątrobowych szła w pozytywnym kierunku wątroba się regenerowała, ale dawno badań nie powtarzałyśmy i bardzo się boję, żeby to nie powróciło. Lekarka badania nam zleciła jutro idziemy na krew, w poniedziałek mam nadzieję, że wyniki. A do tego lekarstwo ciągle to samo mamy przyjmować czyli Nifuroksazyd o jeden dzień dłużej jak kupka się unormuje. Póki co bilans na środę kupka luźna razy dwa. Więc statystycznie rzecz biorąc mniejsza ilość kupek w dobrym kierunku to idzie niech jeszcze swoją postać zmienią i badań niech będą ok.
O jutrzejszych badaniach jak pomyślę, to serce mi się kraje bo wiem co to będzie płacz, krzyk, lament, wyrywanie się masakra nienawidzę tego strasznie.
A Was proszę trzymajcie kciuki za pozytywne wyniki i za dobre kupki :)

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

poniedziałek, 6 października 2014

[*]

Weekend minął nam smutno i w smutku rozpoczęliśmy nowy tydzień. 
Niedziela Lulcia biegunka cały dzień, calusieńki, nic na zatrzymanie biegunki nie pomagało, a wręcz z każda godziną przybierało na mocy i kiedy wydalała już z siebie wodę pojechaliśmy na pomoc doraźną. Dostaliśmy lekarstwo na receptę i skierowanie do szpitala gdyby objawy się nasiliły, albo by nie przeszło. A we mnie, aż wszystko się zagotowało od środka i pozytywne myślenie by wszystko się ustabilizowało. Na szczęście o 18:30 ostatni raz się załatwiła i noc przespała bez rewolucji uff kamień spadł z serca.
kiedy moje wymęczone i wycieńczone dziecko w spokoju zasnęło usiadłam na chwilkę przed kompem co by dokonać dwóch przelewów i iść spać. Przy okazji sprawdziłam  co w trawie piszczy, a raczej w necie. Włos mi się na głowie zjeżył po raz kolejny tego dnia, puls przyspieszył, a po policzkach po płynęły łzy. Oczy przecierałam z niedowierzaniem i ledwo wydusiłam z siebie słowa skierowane do męża:
"Wiesz, że nie żyje Anna Przybylska".
Wiem, że walczyła z chorobą, z tym podstępnym skurwysynem, który zbiera żniwo w postaci ludzi i to nie ważne z jakiego jesteś rocznika, on zaczyna już od tych najmłodszych. Przecież ona była taka młoda miała tylko 35 lat 4 lata starsza ode mnie, urodziła 3 zdrowych dzieci, miała pieniądze na walkę z nim, ale to wszystko NIC. 
Strasznie mnie to poruszyło i do dziś nie mogę do siebie dojść, otrząsnąć się z tego marazmu. Była taką piękną kobietą, inteligentną, strasznie ją lubiłam i szanowałam jako celebrytkę bo miała naprawdę jak nie wielu z nich poukładane w głowie, żal, żal.
A najgorsze w tym wszystkim jest, że ten podstępny skurwysyn zbiera żniwo jak już wspomniałam z różnych półek wiekowych, bez względu na wiek, płeć, na Twój status społeczny. Ludzkość dzisiejszych czasów chyba nie powinna się obawiać wojny, kataklizmu, a powinna bać się jego podstępnego dziada. Zastanawia mnie jedynie fakt tego, że rocznik mojej babci ten przed wojenny o raczysku się nie mówiło, nie słyszało się co chwila o kolejnej jego ofierze. A dziś. Czy coś w tym jedzeniu, atmosferze, powietrzu wisi jest takiego co potęguje jego obecność ?
 Masakra :/

Na domiar tego wszystkiego dziś rano nie miłych, smutnych informacji ciąg dalszy odszedł w nocy dziadek mojego męża, mając 83 lata, chorował. Jednak na jego śmierć chyba każdy z nas był bardziej przygotowany. W końcu przeżył 83 lata.

Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*

czwartek, 2 października 2014

Fioletowa torebka

Dzisiejszy wpis sponsoruje fioletowa torebka z zadaniami. Zastanawiacie się o co kaman. Już Wam pędzę z wyjaśnieniami. To, że lubię wszelkie gadżety zabawkowe z Biedronki to już wiecie, bo nie raz, nie dwa mówiłam o nich na blogu. Dziś będzie mowa o jednym takim gadżecie biedronkowym,właśnie o fioletowej torebce z zadaniami. Owa tajemnicza torebka z zadaniami to nic innego jak książeczka z 500 naklejkami.Na każdej stronie jest opis danego zadania co należy wykonać, pokoloruj, policz, przyklej odpowiednią naklejkę, a naklejki znajdziemy na samym końcu książeczki z podziałem co do stron. Tematyka jest przekrojowa od A do Z. A to zadania o owocach, o zwierzątkach, o roślinkach, o balonach, o ciasteczkach,...
Lulcia wpadła jak śliwka w kompot jednym słowem przepadła z fioletową torebką. Naklejanie naklejek ją pochłonęło bez reszty. Pod okiem czy to mamy czy taty naklejała naklejki w odpowiednie miejsce, w miarę równo, ale gdy rodzicielskie oko nie czuwało naklejki były naklejane gdzie popadnie uśmiech od ucha do ucha towarzyszył i tekst pierworodnej "Jestem lula ja umiem".
I tak spędziłyśmy cały czwartek na wyklejaniu fioletowej torebki. Bo dziś siła wyższa córa z mamą musiały zostać w domu, ponieważ Lulcia całą poprzednią noc wymiotowała, rano była nie wyspana z lekką gorączką. Widocznie coś jej musiało zaszkodzić, bo dziś odpukać na kuracji domowej wymiotów nie było, a humor dopisywał. Jutro do pracy mama, a Lulcia do żłobka, ale jutro toż to już piątek, szkoda, że weekend pracujący, na szczęście ostatni :)


Szczypta o Mnie
A kiedyś będzie nas więcej...kiedyś będzie nas czworo...:*