niedziela, 24 maja 2015

Pożar na talerzu, czyli kotlety pożarskie

Lubimy piersi kurczaka, ale standardowe smażone w panierce znudziły mi się, w poszukiwaniu inspiracji znalazłam kotlety pożarskie.
Jesteście gotowe na pożar na talerzu !
Zaczynamy !

Składniki na kotlety:
  • pierś z kurczaka u mnie dwie podwójne
  • 1 jajko osobno białko i żółtko
  • 1 kopiasta łyżka stopionego i schłodzonego masła
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki tartej bułki
  • pęczek szczypiorku
  • sól
  • pieprz
Składniki na panierkę:
  • jajko
  • bułka tarta
  • mąka
Przygotowanie:
Mięso myjemy, osuszamy, kroimy w kostkę, bądź mielimy w maszynce do mielenia mięsa o największych oczkach (ja tak zrobiłam). Do mięsa dodać zmiażdżony czosnek, sól, pieprz do smaku i wszystko dokładnie wymieszać. W misce utrzeć żółtko z masłem, dodać do mięsa, wymieszać. Szczypiorek posiekać, dodać do mięsa, następnie dodać tartą bułkę wszystko razem wyrobić. Na koniec ubić na sztywno białko dodać do wcześniej wyrobionej masy mięsnej, delikatnie wymieszać. Zwilżonymi dłońmi formujemy kotlety. Obtaczamy je najpierw w mące, potem w jajku, a na koniec w bułce tartej i smażymy na maśle klarowanym, na złoty kolor z obu stron, najlepiej pod przykryciem.

Podawać z ulubionymi dodatkami. U nas kasza pęczak i buraczki.

Smacznego :)

Szczypta o Mnie

środa, 20 maja 2015

P R Z E C Z U C I A

Przeczucia chyba każdy z nas je ma i choć czasem przyprawiają nas o dreszcz, a czasem wywołują uśmiech na twarzy są i będą. Mnie przeczucia towarzyszyły w drugiej ciąży i były to te przeczucia, które przyprawiały mnie o dreszcze. Jak wiecie mimo, że to druga moja ciąża, to przechodziłam ją pod względem duchowego spokoju źle. Na samym początku gdy na teście ujrzałam dwie kreski obok wielkiej radości pojawił się strach, obawa, żeby tym razem wszystko się udało, a nie skończyło jak ostatnio w maju 2014 roku. Każda moja wizyta w toalecie to wielki strach, troszkę mój strach zmalał gdy minął I trymestr, ale na jego miejscu pojawił się kolejny, gdy na USG połówkowym usłyszałam o jelicie hyperechogennym i kolejny strach, obawa, smutek, łzy i kłębiące się w głowie myśli, te najgorsze. Kolejne troski pojawiły się z pierwszymi ruchami dzidziusia i były takie dni kiedy dzidziuś był mniej aktywny, a ja odchodziłam od zmysłów i często myślałam jeszcze trochę wytrzymaj. Czasem chciałam przyspieszyć czas by dzidziuś był już z nami, by moje obawy, strach zniknęły. W lutym moje obawy zostały rozwiane co do jelita. Ale mnie strach i to nie opuścił, wciąż mi towarzyszył, a w głowie często pojawiały się myśli, o wcześniaku i choć ich nie chciałam to zaprzątały mi głowę. I w marcu kiedy trafiłam do szpitala, chcecie bądź nie chcecie ale wierzcie mi, że zostałam położona na tej samej sali i na tym samym łóżku co w maju 2014 roku. Co wtedy czułam, wiem tylko ja.
Nie mogąc wytrzymać z moimi myślami zadzwoniłam do męża opowiedziałam mu gdzie leżę, dnia następnego powiedział tylko, że ma nadzieję, że to łózko i ta sala nie będą tym razem tak feralne jak ostatnio. Nie spałam wcale, bo ciągle się wsłuchiwałam w to czy dzidziuś jest aktywny, a w poniedziałek dołożyła mi do pieca internistka, która mnie badała. By po badaniu oznajmić po za tym, że mam zapalenie gardła, żebym usunęła kolczyk z języka i nosa, bo na wypadek cesarskiego cięcia, gdy towarzyszy nam stres, nie wyjmować ich w stresie tylko teraz na spokojnie. Z początku jak wyszła pomyślałam jakie cesarskie cięcie co ona bredzi, ale zastosowałam się do jej wskazówek, bo przezorny zawsze ubezpieczony. I dobrze zrobiłam. Bo jej przeczucia, moje przeczucia i przeczucia męża stały się rzeczywistością, faktem, dokonały się, czy feralne łóżko się do tego przyczyniło, a może nasze myśli się urzeczywistniły, nie wiem. Wiem, że strach nie odszedł wtedy, a przybrał na sile.

Szczypta o Mnie

niedziela, 17 maja 2015

2 miesięczna Calineczka

Dziś 17.05 a to oznacza jedno, że nasza Calineczka skończyła 2 mc.

Dane techniczne 2 miesiące 17.03-17.05

  • waga 3,160 gr
  • wzrost 50 cm (mierzona wczoraj centymetrem podczas ważenia kiedy to nóżki ma wyprostowane)

Waży już 3,160 czyli gdyby urodziła się o czasie osiągnęła by taką wagę, wskoczyłyśmy w 50 rozmiar ciuszków, strasznie lubi cyckać co mnie bardzo cieszy, urosła nie ma co, pojawiły się jej małe pućki, nadal ciągle śpi, a jak nie śpi to grzecznie, cichuteńko leży w łóżeczku z otwartymi oczkami, uśmiecha się najczęściej przez sen, ale te uśmiechy są takie słodkie, bo wytyka przy nich języczek :)
Katar przeszedł, ale chyba zamienił się w sapkę, bo w nosie ciągle coś bulkocze, ale nic nie wychodzi, jedno oczko ropiejące, krople od okulisty nie pomagają, masujemy kanalik łzowy i chyba ta ropka jest tego przyczyną, że mamy nie drożny kanalik.
Po za kropelkami od okulisty przyjmujemy żelazo 2x dziennie, zestaw witamin i witaminę K i D osobno.
Pierwszy spacer za nami, jak pogoda dopisuje to wychodzimy na dwór łapać promyki słońca.
Teraz tak naprawdę zaczynamy ten 1 mc po za brzuchem, czyli prawidłowy rozwój niemowlaka.

Szczypta o Mnie

sobota, 16 maja 2015

Maaaaajonez

Majonez są tacy, którzy go lubią, ubóstwiają, nie wyobrażają sobie kanapki z szyneczką i majonezikiem i tacy, którzy kupują go od święta, albo w ogóle nie lubią.

Ja majonez lubię i zawsze musi być w mojej lodówce. Ale jak wiecie czytam zawsze etykiety podczas zakupów i niestety znaleźć majonez z prawdziwych jajek, a nie suszu jajecznego czy jak go tam zwał to jak szukać igły w stogu siana. Do tej pory kupowałam majonez Winiary, jego skład jak i smak wypadały najlepiej do momentu kiedy majonezu chciała spróbować Lulcia widząc z czym mama je kanapkę. I tak postanowiłam spróbować swoich sił w przygotowaniu majonezu własnej roboty. I udało się :)

Składniki:
  • 1 jajko
  • sól do smaku
  • pieprz do smaku
  • łyżeczka musztardy bądź więcej to zależy od Twoich gustów smakowych
  • 1 łyżka soku z cytryny lub octu (u mnie ocet, cytryny nie miałam)
  • pół łyżeczki cukru
  • 200-250 ml oleju rzepakowego
Jajko należy wcześniej sparzyć tzn. wsadzić je do wrzątku na ok 10-15 sek. Wszystkie składniki prócz oleju umieszczamy w naczyniu i zaczynamy blendować/miksować. Po chwili zaczynamy stopniowo po woli dolewać olej. Miksujemy do uzyskania kremowej konsystencji. jeśli majonez jest za rzadki należy dolać oleju. Mnie wyszedł z tych składników taki słoik majonezu. Przechowujemy go w lodówce.


A Wy robicie majonez własnej roboty czy kupujecie ?
Taki majonez własnej roboty po za tym, że zdrowszy jest to i tańszy :)

Szczypta o Mnie

wtorek, 12 maja 2015

Pomysłowa Lulinka

Rzecz będzie o Lulci naszej 4-letniej córci, która ma głowę pełną pomysłów, jest dzieckiem żywym co doskonale opisuje numerologia i 5, która jest jej życiową liczbą:
"Wszędzie go pełno, zupełnie jakbyś miała przynajmniej trójkę maluchów."
I dosłownie i w przenośni tak się czuję.
A jej głowa aż kipi od pomysłów.
I tak najlepszą formą zabawy jest teraz nasza sunia, która chcąc czy nie chcąc ma przekichane. I tak gdy Lulcia otwiera szufladę i wyciąga z niej starą smycz (kiedyś prowadzała się na szelkach), sunia daje w dyby, naiwna ona myśląc, że tym razem się jej uda, chwilę później jest już w szelkach, na smyczy i gotowa nie ona lecz Lulcia do wspólnej zabawy. Muzyka idzie w ruch i zaczyna się część artystyczna, tańce z sunią w roli głównej. Gdy tańce się znudzą jest zwrot akcji i następuje zabawa w spacerek. Tak więc spacer po całym mieszkaniu z sunią na smycz, na spacerze trzeba zrobić zakupy, w końcu od czego jest spacer, wtedy sunia przywiązana zostaje do łózka lalki w oczekiwaniu na swoją panią, która wchodzi do sklepu robić zakup. Lulcia podchwyciła teksty jakie rzucamy do suni i ostro ją nawołuje klepiąc się w nogę "Sunia do Pańcia na spacerek".
Gdy sunia się znudzi następuję czas zabaw lalkami. Wtedy to Lulcia jest ciocią ze żłobka, a lalki dziećmi. I tak serwowane są im posiłki jak w żłobku, lala, która nie chce jeść jest karmiona, jest czas na rysowanie, ale i przychodzi pora drzemki, wtedy lalki tracą swoją garderobę, rolety w pokoju zasłonięte i cisza i oczy wszystkie bez wyjątku mają mieć zamknięte. Jest jednak jedna lalka Agatka, która jest faworytą naszej Lulci, dotknął ją zaszczyt wspólnego spania w jednym łóżku, wspólnych spacerów, które zazwyczaj kończą się tym, że mama, albo tata Agatkę nosić muszą. Ale, bez względu na to, ze to lalka garderoba Agatki wisi na wieszaku wśród naszych kurtek, a buty stoją na wycieraczce przy drzwiach.
Nasz Lulcia wcielić się też lubi w panią policjantkę wtedy to zakłada na siebie odblaskową kamizelkę i łapie tych niegrzecznych (zazwyczaj tatę lub sunię, mamie się upiecze) zmykając ich by złe zachowanie przemyśleli :)
Doskonale sprawdza się też w roli ekspedientki. I nie ma potrzeby by mieć prawdziwą ladę sklepową, wystarczy do tego kuchenka, która za nią posłuży, a garnki, łyżki i talerze służą za produkty :)
Doskonale sprawdza się w roli stylistki, bo to ona decyduje co jutro na siebie włoży do żłobka. Codziennie wieczorem szuflady od komody się otwierają i trwa debata w czym jutro Lulcia uda się do żłobka, najlepiej by była to kręcąca się spódniczka. Czasem pozwoli ingerować matce w dobór kolorów co by nie wyglądała jak stróż w Boże Ciało, choć z kolorystykom radzi sobie coraz lepiej.

Jak widać nasza 4-latka ma głowę pełną pomysłów. Do tego zmiana logopedy wyszła nam na wielki plus. Lulcia opanowała wymowę literki K i G. Obecnie pracujemy nad poprawną wymową S Z SZ.... czyli wyeliminowanie seplenienia bocznego. Gada już na potęgę, do tego dyskutuje, podłapuje słówka od nas. Ostatnio mówię do Lulci, że może pójdziemy do fryzjera bo włoski by należało podciąć, a ona na to "Owszem pójdzie, ale tylko do Radzia". Radzio fryzjer do którego chodzi mama i babcia, a ostatnio i męża przekonała, co się uśmiała to ja już wiem.
Doskonale radzi sobie z kolorami potrafi nazwać pomarańczowy, różowy, czerwony, niebieski, zielony, biały, szary, czarny i żółty. Uczymy się liczyć. Jest już na tyle samodzielna o ubieraniu nie wspomnę, myje się sama pod okiem naszym, a i próbuje sił w przygotowaniu kanapki. Mamie pomaga przy rozwieszaniu prania i składaniu, chętnie łapie się za ścierkę gdy ja sprząta, ona chętnie pomoże.
Tak więc dorasta nam córcia, oj dorasta :)

sobota, 9 maja 2015

Ekologiczne pieluchowanie z Milovią

Jak wiecie w swoich ciążowych tygodniach pisałam Wam o tym, że bardzo intensywnie myślę nad pieluchowaniem wielorazowym. Byłam w temacie bardzo zielona. Dużo czytałam, analizowałam, poznawałam tajne nazewnictwo "kieszonka", "otulacz", ...zasięgałam języka u znajomych (nie mam ich wielu w tym temacie jedna Makola), ale najlepszą formą jest przekonać się na własnej skórze.
I tak dzięki uprzejmości firmy Milovia otrzymałam do testów, swój prywatny zestaw, by się przekonać na własnej skórze co z czym się je i czy w to wchodzimy.


A o to co otrzymałyśmy do testów:
- otulacz PUL w rozmiarze S
- dwa wkłady w rozmiarze S
- jeden wkład w rozmiarze M
Nasze pieluchowanie musiało jednak troszkę poczekać, bo nasza Calineczka musiała osiągnąć wymaganą wagę by z otulacza skorzystać. Otulacze S są przeznaczone dla niemowląt już od pierwszych dni życia (mam na myśli dzieciątko urodzone o czasie) czyli od 2,5 kg do 7 kg.

A co o otulaczu PUL w rozm S pisze producent:

"Paroprzepuszczalna dzianina, z której są uszyte, minimalizuje ryzyko odparzeń, zakładki z PUL/u utrzymują warstwę chłonną na miejscu a obszycie z mikropolaru zapewnia bardzo duży komfort i zabezpiecza przed odciskaniem"



Nasze wrażenia:
Na pierwszy rzut oka to przede wszystkim piękny, radosny, miły dla oka wzór naszego otulacza. Bardzo wysoka jakość wykonania. Gumki, które nie uwierają i dobrze się dopasowują. Wygodne zapinanie dzięki napom, generalnie jest to tak samo łatwe i proste jak zakładanie pampka, z tą różnicą, że tu są napy. Podczas użytkowania nic nam nie przeciekło, nie wyciekło, pupa nie została odparzona. Otulacz doskonale się sprawdził w połączeniu z stara dobrze wszystkim znaną tetrą. Ważną cechą otulacza jest jego szybkość schnięcia.
Wkładki jakie otrzymałyśmy to wkładka z mikrofibry i wkład sucha pupa. Wkłady składają się z czterech warstw chłonna mikrofibra i mikropolaru, który daje dziecku uczucie suchości, może być stosowany bezpośrednio przy delikatnej skórze dziecka. Wkłady są dostępne w trzech rozmiarach S dla tych najmniejszych, jak również jako wkład dodatkowy, M uniwersalny i L dla dzieci powyżej 10 kg.
Więcej informacji o produktach zapraszam na stronę Milovi

Tak więc reasumując po testach jesteśmy


zadowolone i decydujemy się na wejście w pieluszki wielorazowe. Teraz nie pozostaje nic innego jak zakupić nasz zestaw do pieluchowania :)

Szczypta o Mnie

środa, 6 maja 2015

Widomości z frontu

Wszem i wobec moi drodzy uroczyście donoszę, że mamy za sobą dwie wizyty u specjalistów.
I tak 4 maja zaliczyliśmy audiologa. Wizyta zakończona sukcesem słuch Calineczka ma idealny, na dowód tego otrzymaliśmy certyfikat. Wizyta przebiegła ekspresowo, słuch został wystawiony na dodatkowy czynnik ryzyka jakim jest katar, który od piątku towarzyszy Calineczce, ale mimo wroga kataru słuch ma idealny.
Wczoraj odwiedziliśmy specjalistę od oczu w celu sprawdzenia oczek pod kątem schorzenia, które dotyka wcześniaki czyli retinopatia wcześniaków. I tu wizyta zakończona sukcesem oczka w porządku, badanie odbyło się po zakropleniu oczek, na rozszerzenie źrenic, było troszkę łez, ale mimo wszystko dzielnie to zniosła. Kontrolna wizyta za 4 i 8 tygodni.
Za nami również usg stawów biodrowych, które też wyszły prawidłowo, kolejna wizyta kontrolna za 8 tygodni.
Ze smutaskowych rzeczy to katar jaki się przyplątał do maleńkiego noska naszej Calineczki, odciągamy go na potęgę i walczymy do tego doszły ropiejące oczka. Ale i to wygramy :)
Tak więc u nas same dobre wiadomości  :)

Szczypta o Mnie