poniedziałek, 29 czerwca 2015

Budujemy dom

Budzisz się rano, przez okno wpadają ciepłe, poranne promyki słońca, słyszysz ćwierkot ptaszków i szum drzew, przecierasz jeszcze zaspane oczy, leniwie się przeciągasz, bez dwóch zdań wiesz, że nastał nowy dzień.
Wstajesz po cichutku by nie obudzić małżowinki, schodzisz po schodach, w kuchni nastawiasz wodę na kawę, otwierasz okno i wychodzisz na taras, by poczuć na twarzy ciepły, letni powiew wiatru, usłyszeć ćwierkot ptaszków, bzyczenie muszek, szum drzew, poczuć jeszcze nie gorące poranne promyki słońca, zamykasz oczy, by poczuć tą bliskość przyrody każdym zmysłem. I tak trwasz, chwilę, bo tą ciszę przerywa gwizdek czajnika. Wracasz do kuchni zalewasz kubek z kawą do połowy, resztę uzupełniam mlekiem i wędrujesz delektować się poranną kawą na taras. Wyciągasz nogi, bierzesz łyk kawy, zamykasz oczy. Myślisz chwilo trwaj. Napawasz się ciszą tylko chwilę, bo przerywa ją szczekanie psa i krzyk dziewczynek. Pierwsza wybiega sunia, za nią Lulcia, a tuż za nią pomalutku, z dużą ostrożnością Calineczka, przybiegają na taras, wtulić się w mamę, dać jej porannego buziaka. Czas budzić tatę i robić śniadanie.

Pięknie napisane powiedzieć można, wymarzony poranek, we własnym domu, na własnym tarasie, o którym zawsze marzyłam. W końcu się ziścił, spełnił, jeszcze nie do końca, ale już bliżej jak dalej. Pracę trwają i już niebawem tak właśnie będą wyglądać nasze wspólne poranki w naszym wspólnym, własnym, wymarzonym, wyśnionym domu. I wiecie co. Wszystko o czym marzyłam, śniło, spełniło się, mam to. Marzyłam o wielkiej miłości, o dwóch słodkich córeczkach i o tym by móc napić się kawy na własnym tarasie.



Szczypta o Mnie

poniedziałek, 22 czerwca 2015

4 urodziny Lulinki

22.06.2011 godzina 15 pamiętam jak dziś, a tu już 4 lata minęły. Ja się pytam kiedy, gdzie, jak to możliwe, że to tak szybko minęło. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie po drugiej stronie brzuszka i to jak z niedowierzaniem położne mówiły, że taka długa 58 cm, a taka z niej chudzinka 3250 gr. Do dziś Ci to pozostało 106 cm 15 kg :)

Dziś wiem, że to były Twoje pierwsze świadome urodziny, już od miesiąca się dopytywałaś kiedy będą Ci śpiewać Sto Lat, kiedy będzie tort urodzinowy, kiedy będziesz zdmuchiwać świeczki z tortu, w końcu się doczekałaś. Urodziny obchodziłaś podwójnie na domowej piątkowej imprezie i w żłobku.

A jak urodziny to i tort urodzinowy. W piątek mama przystąpiła do produkcji. A że mamy sezon na truskawki tort urodzinowy był truskawkowy. I już na początku napotkałam opór, śmietana mi się zważyła, co byłam wściekła i co za niecenzuralne słowa leciały to ja już wiem. Na szczęście z pomocą przybyła babcia z podwójną porcją śmietany i tym razem się udało. Tort wylądował w lodówce. Do tego było kruche ciasto z rabarbarem i kruszonką, suszone owoce (żurawina, rodzynki i daktyle), mini krakersy na przegryzkę, świeże sezonowe owoce, lemoniada własnej produkcji i lody :) Goście dopisali, prezenty ze sobą przytargali i Cię nimi obdarowali. Prezenty był strzałem w dziesiątkę, wyśnione, wymarzone, spełnione.
Był tort urodzinowy, zdmuchiwanie świeczek, było obowiązkowo odśpiewane Sto Lat, były balony, była urodzinowa kreacja, były prezenty, było wesoło, miło i cudownie i co najważniejsze był Twój uśmiech i Twoja radość.
Tak więc urodziny wypadły książkowo :)


Pani doktor
 teraz każdy w rodzinie jest zdrów jak ryba, lalki zresztą też

I jest domek dla lalek cały drewniany


A w poniedziałek zaniosłaś do żłobka muffinki jabłowo-marchewkowe rzecz jasna w odświętnej kreacji. Bo urodziny są raz w roku. Z jakim przejęciem mi to dziś opowiadałaś. Usiadłaś na środku sali, otrzymałaś urodzinową czapkę, wszystkie dzieci odśpiewały Ci Sto Lat, a potem życzenia, którym nie było końca w końcu 35 osób składało Ci wszelkiej serdeczności. A na koniec konsumpcja muffinków. Były pyszne ciocia nas pochwaliła. Na wychodne do domu otrzymałaś jeszcze urodzinowego balona.

Szczypta o Mnie

środa, 17 czerwca 2015

3 miesięczna Calineczka

Nasza Calineczka skończyła dziś swój pierwszy kwartał życia, 
3 miesiące za nami, 1 miesiąc korygowany 17.03-17.06
  • waga Calineczki 3290 gr/ waga mamusi 66 kg (+6 kg)
  • wzrost to 56 cm
  • ubranka wskoczyłyśmy na rozmiarówkę typową dla niemowlaków 56 cm
  • pieluchujemy się wielorazówkami
  • karmimy się piersią na żądanie, średnio posiłki wypadają nam co 3-4 godziny, były pojedyncze rekordy w nocy najdłużej 7,5 godziny (22-5:30)
  • przyplątała się nam ciemieniucha, szybko się jej pozbyliśmy, codziennie przed kąpielą smarowałam główkę oliwką, a po kąpieli wyczesywałam miękką szczoteczką z naturalnego włosia

Umiejętności 3 miesiąca:
  • położona na brzuszku pięknie dźwiga główkę, potrafi jeśli ma na to chęć utrzymać ją w górze przez chwilkę
  • noszona na rączkach w pozycji pionowej, wysoko zadziera główkę, rozglądając się na około
  • leżąc na brzuszku potrafi przekręcić główkę z jednej strony na drugą
  • potrafi skupić wzrok dłużej na osobie, a i dwa razy zdarzyło się jej wodzenie wzrokiem za moją twarzą
  • reaguje na ostre dźwięki odruch Moro szczególnie gdy jesteśmy same gdy jest cisza, bo jak do domu wpadnie huragan Lulcia, to trudno to ciszą nazwać
  • wydaję inne dźwięki po za płaczem, mama mówi, że najbardziej lubi jak wzdycham :)

W swoim 3 miesiącu życia byłam:
  • na działce u dziadków z noclegiem
  • w centrum handlowym z mamą po buty 
  • w przychodni na szczepieniu i pobraniu krwi
  • u okulisty
  • w szpitalu na badaniach
  • na trzech festynach Piknik Rodzinny przy kościele, Dzień Dziecka, Rossmann Dzieciom w zoo
  • na wyborach prezydenckich
  • pierwszy raz jechałam autobusem
  • w parku

A co po za tym wciąż dużo śpię, ale jestem już co raz bardziej aktywna w ciągu dnia. Najlepiej śpi mi się na spacerach i na świeżym powietrzu. A kiedy nie śpię to lubię huśtać się na huśtawce. Kiedy były upały, a były, łapałam przez chwilkę na słonku witaminkę D. Zaliczyłam odpoczywanko na świeżym powietrzu w samej pieluszce. Wciąż muszę brać żelazo, a po za tym standardowo przyjmuję witaminę D i K oraz zestaw witamin. I w kwestii przyjmowania witaminy K mam do Was mam wcześniaków pytanie. Witaminkę K dostają niemowlęta karmione piersią do ukończenia 3 miesiąca życia, czy w przypadku wcześniaków liczyć wiek metrykalny czy korygowany, czy już odstawić witaminę K, czy nadal przyjmować ?
I to by było na tyle.

Szczypta o Mnie


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Szczepienie

Pierwsze szczepienie jakie zaraz po urodzeniu otrzymują dzieci urodzone o czasie to szczepionka przeciwko WZW B i gruźlicy. Nasza Calineczka standardowym trybem nie poszła. W pierwszej dobie życia otrzymała tylko szczepienie przeciwko WZW B. Na szczepienie przeciwko gruźlicy czekaliśmy do momentu osiągnięcia przez nią wagi ponad 2 kg dopiero można było myśleć o szczepieniu. Zaszczepiona została 2 dni przed wypisem ze szpitala czyli 16.04 czyli w 2-gim miesiącu jej życia. I od tej daty liczyliśmy kolejne 6 tygodni na szczepienie, które wypadło 29 maja.
Udałyśmy się na szczepienie w asyście starszej siostry co by mogła młodszą podnieść na duchu. Ze szczepień czekała nas kolejna dawka przeciwko WZW B, Hib, Polio, Krztusiec, Tężec, Błonnica i Pneumokoki, które wcześniaki w naszym kraju otrzymują za darmo. Jako, że pneumokoki to bakterie, które najczęściej wywołują większość poważnych zachorowań bakteryjnych. Często osiedlają się w nosie i gardle, nie wywołując objawów choroby u zdrowych dzieci, zalecany u grup z podwyższonego ryzyka m.in. wcześniaki. I tak zgodnie z obowiązującym Programem Szczepień Ochronnych na rok 2014, obowiązkowe (bezpłatne) szczepienie przeciwko pneumokokom obejmuje dzieci urodzone przed ukończeniem 37. tygodnia ciąży lub urodzone z masą urodzeniową poniżej 2500 g, które w momencie kwalifikacji do szczepienia i rozpoczęcia schematu szczepień są w wieku od 2. miesiąca życia do ukończenia 12. miesiąca życia.O tym szczepieniu wiedziałam byłam poinformowana w szpitalu.
Byłam przygotowana, gorzej z Calineczką na ilość wkłuć podczas jednego szczepienia, standardowo podjęliśmy z mężem decyzję o wyborze szczepień refundowanych na NFZ nie żadne dodatkowe typu 6w1 czy 5w1. Jakie moje było zdziwienie gdy usłyszałam, że nasza Calineczka otrzyma skojarzoną szczepionkę 5w1 (Szczepionki skojarzone są nowoczesnymi szczepionkami, które chronią przed kilkoma chorobami naraz. Są idealnym rozwiązaniem dla najmłodszych dzieci, ponieważ zamiast kilku stresujących zastrzyków, dziecko dostaje jeden) w ramach NFZ. Zapytałam jak to dlaczego i szybko usłyszałam odpowiedź od naszej pani doktor. Wcześniakom warto oszczędzać bólu refundując im szczepionki skojarzone, które uodparniają jednocześnie przeciwko 5-6 chorobom zakaźnym - oceniają neonatolodzy i neurolodzy. Przypominają, że zbyt wiele doznań bólowych może źle wpłynąć na emocjonalny rozwój dziecka. I tak nasza Calineczka otrzymała szczepionkę skojarzoną 5w1 i tym schematem dalej będzie szła. Kolejne szczepienie za 6 tygodni 10 lipca.
A jak odbyło się samo szczepienie. Standardowo ważenie, badanie czy zdrowa czy wszystko w porządku przez naszą panią doktor, a następnie do pokoju zabiegowego. I bez dwóch zdań muszę Wam powiedzieć, że co raz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wcześniaki to silne charaktery. Calineczka otrzymała w sumie 3 wkłucia, ale była tak strasznie dzielna, że byłam pod ogromnym wrażeniem ile ona ma siły w tym swoim maleńkim ciałku.
Po szczepieniu Calineczka była bardzo seenna, lekko markotna. Przez dwa kolejne dni po nic nie robiła tylko spała, ale ostrzegali nas o tym.





Szczypta o Mnie

piątek, 12 czerwca 2015

Duk

Co jakiś czas Was podkarmiam ciekawymi projektami fotograficznymi, na które natknę się buszując w sieci. Co prawda dawno takiego projektu foto u mnie nie było czas najwyższy to nadrobić.
Dziś będzie o psie mówią najwierniejszy przyjaciel, a gdy przyjaciel odchodzi chcesz by odszedł w spokoju, z bliskimi. Tak właśnie odszedł Duk.

Labrador Duke odszedł 7 lipca 2014 roku. Pies zachorował na mięsaka kościopochodnego, nawet amputacja przedniej łapy nie zahamowała rozwoju nowotworu. Gdy właścicielka psa Jordan Roberts zdała sobie sprawę, że ukochanego pupila trzeba uśpić, by nie przysparzać mu cierpień, postanowiła uczynić ostatni dzień psa czymś zupełnie wyjątkowym. Zdjęcia i podpisy pod nimi prezentujemy dzięki uprzejmości Jordan i fotografki Robyn Arouty. Historia prezentowana z perspektywy Duke'a jest prosta, ale smutna i krzepiąca zarazem. Przy okazji pokazuje, że śmiertelny zastrzyk nie musi być przeprowadzany w zimnych wnętrzach gabinetów weterynaryjnych. Być może właśnie dlatego poruszyła serca setek tysięcy ludzi. Zaczyna się od jednego krótkiego zdania. ''Dzisiaj umarłem. Ale wcześniej zjadłem dużo hamburgerów, mieliśmy przyjęcie''.


i śmiałem się


I myślałem o tym, jak bardzo będę za tym wszystkim tęsknił  


Robiliśmy sobie żarty 


Byliśmy poważni 
 
 
Sąsiedzi przyszli mnie odwiedzić, są bliźniakami. Kiedy ktoś zaoferował im jednego z moich hamburgerów, jeden z braci powiedział: ''Nie, dziękuję. Nie chcę niczego zabierać Duke'owi''
 
 
Kristen przyszła mnie odwiedzić. Ona jest taka zabawna. Jest moją pielęgniarką i kumplem
 
 
Kiedy czekaliśmy na weterynarza Kristen zaproponowała spacer. Ktoś powiedział: ''A może lepiej pobawmy się w fontannie?'' No to wyruszyliśmy! 
 
 
Wiesz, że będą za tobą tęsknił? 
 
 
 
A ty za mną, prawda? 
 
 
Musisz zaopiekować się moją rodziną 
 
 
Słyszałaś? To wszystko, czego potrzebuję 
 
 
Dzisiaj się zmoczyliśmy 
 
 
Dzisiaj się uśmiechaliśmy 
 
 
Dzisiaj byliśmy wdzięczni 
 
 
Dzisiaj łamaliśmy zasady 
 
 
 Słuchałem dzieci bawiących się w oddali i myślałem o dwójce, którą zostawiłem w domu. Kochałem opiekować się nimi 
 
 
 Dzisiaj poczułem ulgę 
 
 
Nie czułem żadnego bólu. Pomimo tego, że guz był taki duży  
 
 
Dzisiaj poczułem Miłość 
 
 
Pożegnałem się z moją przepiękną przyjaciółką Kirą  
 
 
Tak naprawdę nie powiedziałem ''żegnaj''. Powiedziałem ''do zobaczenia'' 
 
 
 Boże, miałem tyle szczęścia. Nasz czas był krótki, ale dzięki wam dostałem drugą szansę i przeżyliśmy ją razem. Nigdy nie przestanę was kochać
 
 
 Na zawsze. Duke 
 
Szczypta o Mnie

niedziela, 7 czerwca 2015

Karmienie piersią

Będąc w ciąży (tej pierwszej z Lulcią, bo w drugiej z Calineczką było oczywiste, że karmić piersią będę) wiedziałam, że będę karmić piersią byłam na to nastawiona psychicznie. Bardzo dużo mi wiedzy dostarczyły zajęcia w szkole rodzenia. Gdzie najważniejsza rada nie kupuj i nie miej żadnej butelki w domu, bo butelkę zawsze zdążysz kupić, bo jak karmienie piersią nie będzie iść to masz pod ręką butle i mleko, a jak nie będziesz mieć butli będziesz walczyć. Do porodu stworzyłam plan porodu, w którym zawarłam, że nie chce by mojemu dziecku była podawana mieszanka mlekozastępcza i smoczek oraz, żeby pierwsze karmienie odbyło się podczas kontaktu skóra do skóry. I udało się córcia ładnie ssała pierś więc udało nam się. Problem pierwszy pojawił się gdy w szpitalu miałam nawał pokarmu, ale dzięki pomocy położnej mleko odciągałam laktatorem do momentu odczucia ulgi w piersiach. Początki były lekko bolesne miałam popękane brodawki i krwawiły mi, ale i to przetrwałam. Pierwszy poważny kryzys przyszedł w domu gdy w piersi zrobił się zastój. Był weekend żadna wypożyczalnia laktatorów nie miała. Tatko kupił mi jakiś ręczny laktator w aptece, ale z piersi nic nie chciało wypłynąć, były twarde jak kamienie. I tu pomocną radą okazała się pani z wypożyczalni laktatorów. Gorącą butelką z wodą masować pierś od góry do dołu w kierunku sutka na zmianę z butelką  ciepłym prysznicem i udało się zaczęło wypływać mleko. Kryzys pokonałam. I wszystko gdy wyglądało pięknie. Pojawiła się nasza feralna przygoda ze szpitalem i ostrą biegunką może kiedyś opowiem i tygodniowy pobyt w szpitalu z 2 miesięcznym dzieckiem i diagnoza lekarza by odstawić od piersi dziecko na 3 dni i zobaczyć jej wyniki bo może moje mleko uczula. Tak bardzo nie chciałam, ale dy Lulcia miała ciągle biegunkę, a lekarze nie mogli znaleźć przyczyny musiałam to sprawdzić. Podjęłam próbę w sumie 4 dni nie karmiłam, pokarm regularnie odciągałam i mroziłam, by zachować laktację. Na szczęście okazało się, że mój pokarm nie uczula. A powrót był straszny dziecko moje przez 4 dni przyzwyczaiło się do butli bo łatwiej szybciej i piersi za nic w świecie ssać nie chciało. Telefon do doradcy laktacyjnego Pani Katarzyna Gontarek i tu jeszcze raz jej dziękuje. Zapisane na wizytę w piątek była środa i rada od doradcy pod żadnym pozorem nie dawać butelki tylko dokarmiać łyżeczką i piersią. Efekt moje dziecko nic prawie nie zjadło od środy do piątku, tak strasznie się martwiłam, że z głodu padnie, ale doradca powiedział, że nie da się niemowlaka zagłodzić, będzie oszczędzał siły. I tak się stało ona ciągle spała nic nie robiła tylko spała. I w piątek na wizycie u doradcy udało się dostawić do piersi i zaczęła na nowo uczyć się ssać. Wizyty nasze trwały 2 miesiące pierwszy miesiąc mało co jadła, ciągle spała. Jadłagłównie w nocy na śpiocha przystawiałam ją co godzinę, oczy miałam na zapałki,  ale ja się zawzięłam i powiedziałam sobie, że wrócimy do karmienia. I udało się po miesiącu walki i pomocy doradcy laktacyjnego. A było ciężko bardzo. Kiedy widziałam, że dziecko nie chce ssać, nie przybierało przez miesiąc czasu na wadze ani gr to żal ściskał, ale udało się i tak karmiłyśmy się 18 miesięcy.

Teraz po raz kolejny mam możliwość karmienia piersią, nie było zresztą innej opcji. Choć strasznie się bałam, obawiałam się okropnie, bo poród przedwczesny, bo wcześniak, który nie potrafi jeszcze ssać, bo brak laktacji trzeba ją rozruszać. Wiele pytań, rozterek, ale ja od razu podjęłam się walki o tak ważne mleczko dla mojego wcześniaczka. Na drugi dzień po cc kiedy już mogłam usiąść poprosiłam o spotkanie z doradcą laktacyjnym tym samym, do którego chodziłam z Lulcią. Otrzymałam laktator na wyłączność i dobę po cc pod razu przystąpiłam do pobudzania laktacji w systemie 7-5-3 minuty z każdej piersi na zmianę ( zaczynamy np: od lewej piersi 7 minut odciągamy, po czym rzechodzimy do prawej piersi i znów kolejne 7 minut, potem wracamy do lewej na 5 minut, następnie do prawej też na 5 minut i na koniec lewa 3 minuty i prawa tyle samo). Pierwsza próba i udało się ściągnęłam chyba ok 30 ml siary, więc był to ogrom, bo nasza Calineczka na początku otrzymywała sondą 2 ml. Nawet sama doradca laktacyjny powiedziała, że to bardzo ładna ilość siary. Odciągać miałam tak przez 10 dni co 3 godzinki oczywiście jeśli laktacja się pobudzi. Na szczęście się pobudziła. W szpitalu w 5 dobie zaczęłam nawet na jednorazowym odciąganiu uzyskiwać 50 ml. Mój maleńki dzidziuś nie był w stanie przerobić tej ilości mleczka, więc było mrożone, oczywiście w specjalnych do tego przeznaczonych torebkach i pojemnikach na pokarm.

Pokarm dla zdrowego dziecka
  • do 8 godzin w temperaturze pokojowej (do + 25˚C).
  • do 2–5 dni w lodówce w temperaturze do + 4˚C. Warto pamiętać, że temperatura na różnych półkach lodówki może być różna i zawczasu ją zmierzyć.
  • do 2 tygodni w zamrażalniku lodówki w temperaturze –10˚C.
  • do 6 miesięcy w zamrażarce w temperaturze od – 18˚C do – 20˚C.
Pokarm dla wcześniaka, chorego malucha
  • do 1 godziny w temperaturze pokojowej (do + 25˚C).
  • do 48 godzin w lodówce w temperaturze + 4˚C.
  • do 7 dni w zamrażalniku lodówki w temperaturze do – 10˚C.
  • Do 3–6 miesięcy w zamrażarce w temperaturze od – 18˚C do – 20˚C
Bo nie wiedziałam jak może być później. Po 10 dniach przeszłam na system 5 minutowy 5-3-2 co 4 godzinki. Mleczko nadal płynęło. W domu mleczko nadal odciągałam profesjonalnym laktatorem  z  jakiego miałam możliwość korzystać w szpitalu oczywiście produkt firmy Medela-Lactina. Medela strona przyjazna dla karmiących piersią, posiadają wysokiej jakości produkty, które jak np. butelka Calma nie zaburza naturalnego odruchu ssania. Laktator był wypożyczony z wypożyczalni 4 zł za każdy dzień towarzyszył nam w sumie 1,5 mc. Warto jeśli spotka Was taka sytuacja znaleźć u siebie w mieście wypożyczalnie laktatorów i wypożyczyć profesjonalny sprzęt zamiast wydawać pieniądze na byle co.
Mleczko do szpitala dostarczałam na początku codziennie, bo tak jak pisałam nie było tego dużo, a każde odciągnięcie musiało być w osobnym pojemniku, torebce. Kiedy laktacja się rozkręciłam mleczka przywoziłam dużo więcej jednorazowo jak np: uzbierałam z całego dnia i personel szpitalny opisane mleczko odpowiednio przechowywał w zamrażalce. Na karmienia było wyciągane podgrzewane i przelewane do szpitalnej, szklanej butelki, z nowym jałowym smoczkiem. Tego czego nie zjadłaś szło do rur, bo dwa razy odciągniętego mleczka nie można podawać.
W szpitalu kiedy Calineczka uczyła się ssania butelki zawsze przed karmieniem z butli moim mleczkiem był kontakt z cysiem, z początku było przytulanie, prawdziwe pierwsze karmienie zakończone sukcesem 2.04. I potem już poszło, a 5.04 po karmieniu piersią nie dostała butli i tak do 18.04 karmiłyśmy się w szpitalu na zmianę piersią i butelką. Po wyjściu ze szpitala bardzo się tego bałam, obawiałam czy się wszystko uda, bo szpital to szpital, tam personel medyczny, a w domu same jesteśmy zdane na siebie. Pamiętam, że pierwsze karmienie nie udało się piersią, nie chciałaś ssać, odwracałaś głowę, męczyłyśmy się z godzinę, w końcu podałam mleczko butelką. Najedzona zasnęłaś kolejne karmienie już cycuś i tak już zostało i trwa do dziś, czyli niebawem stukną nam 2 miesiące karmienia cysiem. Jestem szczęśliwa strasznie. Ty zresztą też, otwierasz swój dziubek  średnio co 3-4 godzinki i jesz z wielkim przejęciem w końcu to nie lada zadanie. Czasem jak mama gdzieś musi wyskoczyć zostajesz z babcią i całkiem ładnie dajesz radę ciągnąc butle z maminym mlekiem, bo zapasy w zamrażalniku ciągle mamy. A ja śpię spokojnie bo wiem, że dostajesz to co najlepsze moje mleko. Dzięki niemu rośniesz jak na drożdżach i dziś już podwoiłaś swoją wagę urodzeniową ważysz 3680 gr :)

Na koniec moje przemyślenia co do karmienia, bo miałam tą możliwość spróbować karmienia mm, piersią. Mleko modyfikowane dla mnie podczas pobytu w szpitalu najgorszy był sam proces przygotowania. Była to masakra sprawdzić odpowiednią temp wody dodać odpowiednią ilość mieszanki, a cycuś zawsze jest zwarty i gotowy i wygodny.  Nic nie mam do mam i dzieci butelkowych jedynie dziwi mnie fakt tego kiedy mama nawet nie podejmuje próby nie wie jak to jest jak to może być karmiąc piersią i od razu wybiera butelkę, tego nie potrafię zrozumieć.

Tak więc walczcie.  

Polecam

Szczypta o Mnie

środa, 3 czerwca 2015

Nasz Dzień Matki, Dzień Dziecka i na dokładkę mamci urodziny

Za nami Dzień Matki, Dzień Dziecka, moje urodziny i maj przeszły do historii i nie wiedzieć kiedy na kalendarzu pojawił się czerwiec. Ja naprawdę nie wiem kiedy. Czas przelatuje mi przez palce, ciągle go mało, za mało. Blog traktuję trochę po macoszemu, (czego przykładem jest powstająca notka, która tworzy się od 1.06), ale to wszystko jest wynikiem chronicznego braku czasu, bo każdą wolną chwilę, ba ja nie mam wolnej chwil, wszystkie te "moje wolne chwilę" są wypełnione po same brzegi.

Ale cofnijmy się dziś do przeszłości czyli...

Dzień Matki mój pierwszy w roli podwójnej mamy, bo mamą już jestem od 4 lat. Dzień Mamy wyjątkowy, bo moja starsza pociecha w tym roku świadomie wiedziała, przygotowywała się do tego dla niej również szczególnego dnia. Od kilku dni chodziła śpiewała i strasznie była podekscytowaną tym, że do żłobka przyjdą rodzice na występy. Śpiewaniu nie było końca, a słowa piosenki "Kocham Cię Kocham Mamo, wiem że Ty czujesz to samo" to niezły wyciskacz łez, a kiedy je słyszysz od swojej córeczki, która mocno się wtula w Ciebie i jeszcze mocniej zaciska rączki na Twojej szyi, to uwierz, że trudno się nie rozkleić. Kiedy słyszysz "Kocham Cię Mamuniu Ty moja jedyna", kiedy małe usteczka fundują Twoim buziaka i słyszysz "mmm, ale słodki, pyszny buziak", to wiesz, że jesteś całym światem dla tej małej-dużej istotki i choć czasem się na siebie pozłościmy to jak w tekście naszej piosenki "żadna burza nie oddali nas od siebie". Nie ma co z prezentem moja starsza pociecha trafiła. Takie występy, śpiewy to miód na moje serce. A nie chwaląc się ma moje dziecko talent muzyczny. Chcę to wykorzystać i od września Lulcia idzie na zajęcia z baletu jeśli jej się spodobają to zostanie jeśli nie, będziemy szukać dalej. Ale odbiegłam od tematu, więc wracając do Dnia Mamy.
Dzień Matki dla mnie wyjątkowy i bardzo szczególny w tym roku, bo pierwszy w roli podwójnej mamy, pierwszy z moim maleńkim cudem, który dziękuje Ci Boże jest z nami, że mimo tego ile przeszliśmy, ja ona, wszyscy jesteśmy tu i teraz, czuję jej oddech na swoim policzku, wiedzę jej uśmiechniętą buźkę podczas snu, mały łepek kiwaczek, jej maleńkie rączki, które wbrew wszystkiemu mają dużo siły do łapania się za maminy palec, bądź stanik podczas karmienia, słyszę jej płacz, który jest lekiem na całe zło i za każdym razem gdy wracam do tamtych dni myślami łzy napływają  mi do oczu, bo mogło jej z nami nie być.Dziękuje Ci Boże za nią :*
Kocham Was dziewczynki :*

Szczyptowa mama w maju świętowała swoje urodziny. A oto co otrzymała od swojego osobistego męża i córek własne, osobiste, wyśnione Lilou. Wózek, bo w końcu jestem mamą, na wózeczku znajdzie się grawer moich dziewczynek i motylka, bo uskrzydliłam swojego męża, swoją miłością ta mi powiedział wręczając prezent. Tortu nie było, będzie na urodziny Lulci, które wypadają w czerwcu. Było  za to ciasto rabarbarowe.


Dzień Dziecka zaczęliśmy już świętować w weekend, a że w naszym mieście było w czym wybierać, postawiliśmy na osiedlowy festyn. I to co na takich festynach musi być nr 1 dla Lulci to dmuchany zamek, trampolina i malowanie twarzy. Uff wszystko było, więc Lulcia zadowolona.  Pomijam fakt, że w bardzo kulturalny sposób Lulcia ominęła długą kolejkę do malowania buziek, mimo, że mamcia kolejkę zajęła, Lulcia się kręciła wokół pań malujących i jak się w pewnym momencie miejsce zwolniło, przycupnęła dupką na krzesełku (bez dwóch zdań w życiu nie zginie da radę dziewczyna) i zaczęła wyjaśniać co ma znaleźć się na buźce, tym razem była motylkiem. Tak było w sobotę, w niedzielę całą rodziną chcieliśmy odwiedzić zoo jednak skutecznie nas do tego zniechęciła kolejka na 1,5 km. Ciągle zachodzę w głowę czemu w zwykłą niedzielę nie ma takich tłumów. Zamiast Zoo było Wesołe Miasteczko i gofry. A w poniedziałek dziadkowie obdarowali swoją wnusię wymarzonym prezentem, o którym ciągle opowiadała o hulajnodze. Teraz jesteśmy na etapie opanowywania sztuki doskonałej jazdy na hulajnodze i idzie całkiem dobrze. A mamcia, ze dzieckiem jest również zafundowała sobie wizytę u fryzjera.

I tak u nas było fajnie, ba ciągle jest bo pogoda nas rozpieszcza, za oknem piękne słońce, żar lejący się z nieba i słupek rtęci powyżej 30, ale zdecydowanie to lubię  :)

Teraz czekamy na Lulciowe urodzinki, a będą wyjątkowe bo ona taka strasznie świadoma jest już, ale to już wiecie. Doczekać się nie może i na każdym kroku gdzie nie pójdziemy wszystkim napotkanym osobą opowiada,że będzie miała urodziny, że będą prezenty (a lista jest długa, ech szkoda gadać), tort i mufinki, które zaniesie do żłobka. W czerwcu mamy również naszą kolejną rocznicę ślubu i urodziny bliskich nam osób, nie ma co lubię czerwiec.

Szczypta o Mnie