środa, 30 lipca 2014

Takie male buty pupi

Rośnie nam strojnisia, bez dwóch zdań :) Na topie są ubrania, gumki do włosów, opaski, spinki, a ostatni hit takie male buty. Lulcia swoją garderobę przegląda z milion razy na dzień. A z jej pokoju słychać tylko zamykanie i otwieranie szuflad od komody. A kiedy rodzicielka wchodzi do pokoju Lulcia tłamsi swoje szmatki w ręku i słyszę dobitne "Mama ić", a mnie krew zalewa bo po raz enty muszę układać jej ciuszki, pomału już tym rzygam, bo w szufladach jest kipisz, a i ciuszki walają się po całym mieszkaniu, tu kiecka, tam skarpetka. Ostatnio jednak po mega fochu jaki strzeliła gdy po raz kolejny jej zwróciłam uwagę, że się nie przebieramy, że nie grzebiemy w ubraniach, był sprawdzian sił, zademonstrowanych przez moją pierworodną, w pojedynku tym zwyciężyła rodzicielka. To jednak na laurach Lulcia nie spoczęła i jak tylko w drzwiach wejściowych po powrocie z pracy pojawił się tatuś zaczęła urabianie, tata jednak twardy był i przyjął ten sam front co mama. Więc na jakiś czas mamy spokój zobaczymy na jak długo.

Ale teraz rzecz będzie o takich małych butach. Historia o takich małych butach miała swój początek w sobotę na działce. Babcia na nogach japonki, mama na nogach japonki, tata na nogach japonki, a Lulcia japonek brak. Mama na działce lubi latać boso tak więc japonki zdjęła, ale długo nie stały, bo chwile po tym wylądowały a nóżkach Lulci. I się zaczęło spacerowanie w japonkach, oddać nie chciała. I ciągle powtarzała 

"Takie male buty pupi" odpowiednio pokazując rączkami jakie buty mają być małe.

Mama obiecała, że jak wrócimy do domu rozejrzymy się za takimi malymi butami. Wyprzedziła nas w tym nasza kochana babcia i w poniedziałek o 17 była u Lulci z jej nowymi malymi takimi butami. Dziewczyny ile radości było z tych butów, uśmiech ma wypisany do dziś. Nauka chodzenia w butach nadal trwa z dnia na dzień idzie coraz lepiej, a buty zajmują honorowe miejsce zaraz przy łóżku Lulci. Pierwszego dnia w poniedziałek Lulcia chciała w butach iść spać :) W butach chodzimy tylko po domu, bo nie wyobrażam sobie by chodziła w nich po ulicy, nogi by się jej powykręcały, bo co tu wiele mówić buty nie są najodpowiedniejsze dla takiego małego dziecka. Po za tym sztuka chodzenia w nich nie została jeszcze opanowana wciąż kurczy paluszki tym samym przytrzymując butki choć mama tłumaczy, żeby luźno je trzymała, ale chyba boi się, że je pogubi.
I taka to historia takich malych butów. takie male buty, a taka wielka radość.


 Szczypta o Mnie

wtorek, 22 lipca 2014

Odszedł

Post miał być o niedzielnym spotkaniu fajnych blogerek naszymi oczyma, ale nie będzie o tym. 
Bo po raz kolejny i pewnie nie ostatni życie mnie zaskoczyło. Zabrało mojego ojca chrzestnego. Człowieka, o wielkim sercu, który na serce chorował, lecz życie bywa przewrotne i na serce nie umarł, a został zjedzony od środka, ja przepraszam bardzo za moją śmiałość, ale jak inaczej nazwać to co to wstrętne raczysko w ciągu 2 tygodni czy Wy słyszycie 2 tygodni zrobiło za spustoszenie w organizmie człowieka, zaatakowało i te duże jak i te mniejsze organy, wszystko przestało funkcjonować, nie miał najmniejszej szansy na wygraną z nim, może rok wcześniej by się udało, ale kto o nim wiedział, że tam siedzi, nikt, siedział cicho, podstępnie, nie dając o sobie znać, zajmując kolejne zdrowe organy, aż nadszedł dzień, w którym dał o sobie znać, ale wtedy już było za późno, bo wszystko było przez niego opanowane. I to on wygrał, nie mój ojciec chrzestny.

Jak trudno żegnać na zawsze kogoś, kto jeszcze mógł być z nami

Szczypta o Mnie

środa, 16 lipca 2014

Sjesta w Julianowskim

Lato w pełni się u nas rozgościło ten kto się urlopuje z pogoda trafił w samą dziesiątkę upalnie, słonecznie chyba w całej Polsce jest, chyba, że się mylę poprawcie mnie. My urlopujemy się standardowo dwa ostatnie tygodnie wakacji wtedy kiedy większość z Was będzie już po urlopie my będziemy na seseses i urlopu dzięki wypadającemu świętu 15.08 mamy aż 17 dni :) Kierunek naszych wakacyjnych wojaży nadal pozostaje jedną wielką niewiadomą, ale u nas to standard, jak wychacze jakąś promocję tam lecimy, a jeśli nić ciekawego się na widelec nie nawinie pozostaniemy tu na miejscu i wybierzemy coś.
Ale to, że wakacje trwają w pełni my mimo wszystko staramy się spędzać jak najwięcej czasu:
a ) na świeżym powietrzu
b ) po za miastem
W tygodniu czas spędzamy głównie na osiedlowym placu zabaw albo na naszej miejskiej plaży, gdzie można się poczuć prawie jak nad morzem. Pobujać się na hamaku, zbudować zamek w piasku, położyć się na leżaku, pograć w piłkę, chodzić boso po piasku.
A w weekend kiedy cały jest dla nas czas spędzamy głównie na działce. A na działce kąpiemy się w basenie, opalamy się, jemy borówki i porzeczki, biegamy boso po trawie, spacerujemy po lesie, chodzimy na plac zabaw, grillujemy, pijemy kawę i mleko na tarasie :)
W ten weekend ze względu, że pogoda była dość kapryśna, a Lulka ma jakiegoś gila na działkę nie pojechaliśmy. Sobota upłynęła nam pod znakiem zakupów i gotowania wielkiego gara lecza pycha, a na spacer wybraliśmy naszą nową najdłuższą, reprezentacyjną ulicę po remoncie. Wygląda cudnie dla mnie jest prawdziwa wizytówką naszego miasta. Meble utrzymane w jednym charakterze i stylu, nowa nawierzchnia, kwiaty i drzewka, cudownie, a do tego Nowy Pomnik Nowego Millenium, a cóż to takiego.
Pomnik  tworzy 16 890 imiennych kostek, które wbudowano w najdłuższą ulice naszego miasta i my mamy taką kostkę my czyli mama i tata jedną, a drugą i ma nasza Lulcia, która dostała taką kostkę od nas rodziców z okazji chrztu świętego taki nietypowy prezent :)


A w niedzielę słonko coraz łaskawiej wyglądało zza chmur wybraliśmy się na Sjestę w Parku Julianowskim.
Sjesta w Julianowskim to muzyka na żywo, targ z regionalnymi produktami, 
atrakcje dla osób w każdym wieku (pokazy ogromnych baniek mydlanych, 
gry planszowe, gry w bule, dancingi, foto ścianki, rekonstrukcje historyczne, nauka tańca, fitness) 
stylizowanych na vintage, retro.
Akcja zostanie zainaugurowana 1 czerwca o godz. 12 i będzie kontynuowana co dwa tygodnie do końca wakacji.
W programie:
- wystawcy z regionalną żywnością
- muzyka na żywo
- pokazy i nauka tańca
- atrakcje dla dzieci
- wypożyczalnia gier planszowych
- leżaki, koce = pełen relaks
- rekonstrukcje walk historycznych
- fitness, zumba i wiele innych
Podczas Sjesty można również zjeść watę cukrową, napić się kawy
 od Pana Rowerskiego
zjeść mega burgera z foodtracka, czy spróbować pierogów, kupić 
ręcznie robioną biżuterię, 
domowe dżemy i konfitury czy szydełkowane czapeczki.
Na Sjeście w Julianowskim poczułam się jak w Central Parku w NYC. Koc zabraliśmy ze 
sobą, ale impreza jest tak dobrze zorganizowana, że jeśli koca ze sobą nie masz pożyczasz 
go z wielkiego słomianego kosza w kolorze pomarańczowym-kolor przewodni Sjesty. 
Organizatorzy zadbali nawet o miski z wodą dla naszych czworonożnych przyjaciół. 
A co było w minioną niedzielę. Było malowanie buzi-odpłatne, występy na żywo, konkursy 
z nagrodami, zabawy z chusta, malowanie na foli (która była owinięta wokół drewnianego 
kwadratowego stelażu), puszczanie gigantycznych baniek mydlanych świetna 
sprawa Lulcia została bez reszty pochłonięta tworzeniem baniek. Była gorąca latte 
i zimne frappe od Pana Rowerskiego, były pieczone pierogi z mięsem. Jednym słowem 
było fantastycznie rodzice leżeli na zielonej trawce, popijali kawkę i przegryzali ciastkami, 
a nasze dziecko po troszku wszędzie ale głównie na bańkach i na malowaniu.
Jeśli nie macie planów na niedzielne po południe zapraszam Was gorąco na Sjestę do 
Parku Julianowskiego





Szczypta o Mnie

niedziela, 13 lipca 2014

Spotkanie z kobietą blogującą

Kolejne spotkanie na szczycie za mną. Na front tym razem trafiła Kobieta blogująca. Na początku jeszcze raz ogromnie Cię przepraszam, za moje spóźnialstwo, ale nie sądziłam, że spędzę u lekarza tyle czasu, a była to dla mnie ważna wizyta, wizyta u gina. I dziękuje Ci za Twoją cierpliwość, za to, że na mnie poczekałaś, a ja pędziłam jak na złamanie karku, ale warto było. Spotkanie udane, czas spędzony w miłym towarzystwie. A kobieta blogująca to osóbka, która zaraża swoim uśmiechem, mała, drobna, o dziewczęcej urodzie kobieta, z małym przystojniakiem Mareckim o anielskich blond lokach. Pogoda dopisała, czas spędziłyśmy na spacerowaniu i plotkowaniu o życiu (kobieta blogująca jest równie, a może nawet bardziej wygadana jak ja :) )po jednym z łódzkich parków, a następnie do naszego grona dołączyła Lulcia, która z małym donsem i grymasem na twarzy przywitać się nie chciała z naszymi gośćmi. Trochę odpuściła na wspólnych harcach na placu zabawach gdzie szalała razem z Mareckim, matki próbowały przycupnąć na ławce, ale było to awykonalne, ciągle dzieciaki chciały coś. I w końcu nadeszła chwila pożegnania, odprowadziłyśmy się, na pożegnanie uścisnęłyśmy się do następnego i oby szybko, bo ja już tęsknię za jej uśmiechem i Mareckiego anielskimi lokami.
Bym zapomniała oczywiście kobieta blogująca na nasze spotkanie z pustymi rękoma nie przyszła, obdarowała mnie swoimi cudami, które tworzy z pomocą szydełka, włóczki i jej sprawnych rączek. Podkładki cieszą oko.
Dziękuje :*



 Szczypta o Mnie

środa, 9 lipca 2014

Morza szum, ptaków śpiew

To, że nasze polskie morze uwielbiam to chyba wiadomo zresztą jak każdy. Ale jednego czego nie lubię to pogody, która zawsze nad morzem jest kapryśna, a ja jestem z tych lubiących powygrzewać się na piasku i dupkę pomoczyć w wodzie, a w naszym zimnym Bałtyku trochę to jak krioterapia. Dlatego na mój zasłużony urlop dwutygodniowy Bałtyku bym nie wybrała no chyba, że ktoś dałby gwarancję pogody. Bo jako nie mama z mężem mogłabym znaleźć zajęcie o tyle z aktywną 3-latką kiedy pada i jest wietrznie już trudniej. Ale na dłuższe weekendy mogę zaryzykować i pojechać nad Bałtyk. Tak się stało w czerwcówkę, w sumie na początku plany były jechać w góry na spływ Dunajcem, ale zadzwonili znajomi i zaproponowali dołączenie do nich. Nie wiele myśląc zgodziliśmy się w końcu w kupie raźniej, a towarzyszyli nam wspólnie razem z ich 2-letnią Jagódką (którą podobnie jak Kosię wspominałam o tym w poprzednim poście popychała, szczypała, wyrywała zabawki, nie pozwalała się jej bawić swoimi zabawkami, a Jagódki zabawkami, a i owszem, ciągle tłumaczyłam, klapsa nie dałam, ale rezultat nijaki i bądź tu mądra). W Krynicy mieszkaliśmy blisko latarni do morza mieliśmy dwa kroki, a na naszą miejscówkę wybraliśmy ośrodek z drewnianymi domkami. Domki wyposażone w aneks kuchenny i łazienkę i dwa osobne pokoje, taras i grill. W ośrodku była możliwość zamówienia obiadu, w rozsądnej cenie, który donosili na wskazaną godzinkę do domku, płaciło się za wszystko przy wyjeździe. Raz skorzystaliśmy z takiej opcji.. Ośrodek ogrodzony z placem zabaw, położony w lesie. Co mnie zaskoczyło w Krynicy wszendobylskie dziki, których było od groma, na legalu chodziły po ośrodku, można je było spotkać pod sklepem, na ulicy, wszędzie tam gdzie byli ludzie, częstym widokiem była locha z młodymi. zaskoczyły mnie również ceny w sklepiku, który mieliśmy najbliżej, ceny z kosmosu, zwykłe mleko 2% 4 zł, o zgrozo, masakra, po za ostrymi cenami w spożywczaku, podobne ostre ceny były w restauracjach, dwie pyszne flądry, surówka, zupa rybna, zapiekane ziemniaki i dwa pifka, rachunek ponad 100 zł, oczy przecierałam ze zdumienia i niedowierzania. A co po za tym Krynica w związku z tym,że leży na Mierzei Wiślanej, i z jednej strony opływa ją Bałtyk, a z drugiej Zalew Wiślany, bardzo mi przypomina Jastarnię i Półwysep Helski. Plaże szerokie, a w Piaskach dzikie, zupełnie jakby prywatne, zero ludzi tylko piasek, morze i my. I tu w Piaskach nastąpiła rodzicielów spontaniczna kąpiel, ale morze mówię Wam cholernie zimne, krzyku było, mówię Wam, a i zęby dygotały. Tak więc podsumowując i zostawiając Was ze zdjęciami z naszej morskiej wyprawy, którą mimo nie idealanej pogody zaliczam do udanych, zdecydowanie jestem zwolenniczką wakacyjnych wojaży za granicę, uwielbiam zwiedzać, lubię ciepło, upał, ciepłe morze, gorący piasek, a przy dobrej organizacji da się spędzić wakacje za granicą za przyzwoite pieniądze. Tak więc wertowanie, buszowanie po necie rozpoczęte w poszukiwaniu wakacyjnych kierunków.


Szczypta o Mnie

poniedziałek, 7 lipca 2014

3 latka minęły jak jeden dzień

3 latka minęły jak jeden dzień, pamiętam jeszcze jak byłaś w brzuszku nie wiedząc kto tam mieszka. Pamiętam poród i pierwsze nasze spotkanie jak by to było dziś. A dziś (paręnaście dni temu skończyłaś 3 lata). W tym roku świętowaliśmy podwójnie.
Pierwsze skromniejsze świętowanie miało miejsce w dniu Twoich urodzinek nad morzem. Zdmuchnęłaś świeczki ( które mama miała nie lada problem by je kupić, ale udało się) w symbolicznej babce kajmakowej, złożyliśmy życzenia, radość z dmuchania świeczek i  śpiewania Lola lola czyt Sto Lat nie do opisania uwielbiasz to !
Dalszy ciąg dnia upłynął na spacerowaniu i zabawach na plaży i pakowaniu. Ale ciągle Ci powtarzałam, że będzie duży tort i jeszcze raz będzie Sto Lat i zdmuchiwanie świeczek. I w końcu nadszedł termin, w którym udało się wszystkich zebrać, pogoda też dopisała, na świętowanie wybraliśmy miniony weekend. Miejsce nie mogło być inaczej na naszej działce, na świeżym powietrzu. Przygotowaniem imprezy od strony kulinarnej zajęła się mama z dużą pomocą taty, za to mu dziękuje spisał się na medal. Bo trochę tego było świętowaliśmy podwójnie Twoje urodzinki i naszą Drewnianą rocznicę ślubu. Z tej okazji standardowo jak i w tym roku jak i w ub tort przygotowała mama. A, że sezon w pełni na maliny, które uwielbiasz. Tort był malinowy. Dla nas-rodziców przygotowaliśmy razem z tatą a'la tort ciasto lion :)
Po części słodkiej był grill. Na grilla poszła cukinia, łosoś, kaszanka, kiełbaski białe bardzo cieniutkie, oscypki i karczek, który pierwszy raz robiłam sama w zalewie i powiem Wam wyszedł bajka. Od teraz tylko karczek własny żaden sklepowy w gotowej marynacie mhmhmh pychutka. Wszyscy goście dopisali. Lulcia w odświętnej sukience, mama zresztą tez i tata też :) Świeczki nie chciały się palić na torcie, ciągle co je zapaliła wiatr je zdmuchiwał ale w końcu daliśmy rade, Lulcia wszystkie zdmuchnęła za jednym razem, rodzice zresztą też. I cóż mogę rzec impreza udana, goście dopisali, prezenty się Lulci podobały ( dostała butki-sandałki, kartonowy domek do malowania, który był i jest hitem, klocki dwa zestawy farma i do łączenia i banknoty, które zasiliły skarbonkę).
 Jedyny minus i moja ogromna złość na urodzinach to niestety ale karygodne zachowanie jubilatki. Na początku zaczęło się duszeniem 2-letniej Kosi, miała zawiązaną czapkę na szyi, a Lulcia z całej siły ją ciągnęła za nią, aż bidulce oczy prawie z orbit wyszły. Wzięłam pierworodną na rozmowę z dala od wszystkich i tłumaczyłam chyba z godzinę, że tak nie wolno, że jej robiła krzywdę, że płakała, etc. Wszystko rozumiała, płakała przy tym i obiecała, że będzie grzeczna i była, ale niestety nie do końca dnia. Najpierw uparcie właziła do pokoju, w którym spała Kosia i nie pomagały tłumaczenia wszystkich na około, ze może ją obudzić, że śpi, że nie wolno przeszkadzać, nie i koniec, na szczęście jej nie obudziła, bo ciągle musiałam pieczę sprawować. Kosia wstała razem bawiły się dość długo grzecznie przy papierowym domku, nagle pisk, krzyk, płacz Kosi i co Lulcia szczypała Kosię, mało tego śmiejąc się przy tym, no ręce mi opadły Ale dobiło mnie już na max na koniec dnia. Najpierw Lulcia nie chciała pożegnać się z gośćmi, wyginała się, uciekała, chowała ręce. Kiedy goście odjechali standardowo już po raz enty tego dnia co Lulcia zdejmuje nowe buty i skarpetki ok, niech lata na boso, ale nie ona pcha gołe stopki do bucików, (a są to butki profilaktyczne i nie wolno w nich chodzić boso tylko w skarpetce), za każdym razem jak to robiła tłumaczyłam albo boso, albo skarpetka i buciki, nie ona swoje gołe stopki ładuje do bucików, więc ja zakładam skarpetki i butki, na chwilę pomaga i tak w kółko cały dzień. Dnia następnego w końcu buty i skarpetki schowałam latała cały dzień boso. I tak po raz enty tłumaczę albo bótki i skarpetki albo boso, nie ona swoje i co podchodzi i z całym impetem mnie szczypie w nogę, a na twarzy rysuje jej się taka złość, że nie da się tego opisać. Pękło wtedy we nie po całym dniu na całego i skończyło się na klapsach, do tego dołożyłam obrażenie się mamy. Może mnie skarcicie, ale trudno, ja o prostu byłam tak zmęczona, wypompowana, że przerosło mnie to. Tym bardziej, że tego samego dnia odbyłam dwie rozmowy tłumaczące. Nie wiem nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie co robimy źle, nie tak. Zero posłuchu wołam, proszę Lulcia przyjdź do mamy, czy taty, a skąd wołami trzeba ją przyciągnąć na siłę. A Kosia co prawda rok młodsza mama czy tata woła, a ona stosuje się od razu, przychodzi. U nas już nie jednokrotnie była sytuacja jesteśmy na spacerze za rękę nie chce iść, więc tłumacze idź obok mamy pomału, nie biega jak szogun, więc proszę zatrzymaj się przed ulicą, to jak na złość już z dwa razy wbiegła na ulicę, mało zawału nie dostałam, łapię za rękę i syrena się włącza. No nie mam pomysłu co jest nie tak, w żłobku złego słowa na nią nie powiedzą usłuchana, u moich dziadków też, a z rodzicami jakiś chyba diabeł w nią wstępuję i pomału wykańcza matkę. CO JA ROBIĘ NIE TAK ? Mam nadzieje, że wkracza w 4 rok życia i będzie tylko mądrzejsza.
To se ponarzekałam na pierworodną. Ale Kocham ją nad życie ni nie zamieniłabym jej na inne dziecko, nawet najgrzeczniejsze. Może Wy macie złote rady.
I w takiej miło, nie miłej atmosferze upłynęły nam 3 urodzinki i nasza rocznica ślubu.

Na koniec dziękuje za miłe komentarze pod poprzednim wpisem, dodały mi dużo otuchy i wiary w siebie. Dzięki :) I jeszcze na moment wrócę się do wpisu o nagości naszych milusińskich.
Przykład nr 2 koleżanka opublikowała zdjęcie w baseniku rocznej córeczki na golasa
bez majtek tak, że wszystko to co ma między nóżkami widać.Bo siedziała z nóżkami na 
boki wyciągniętymi. Napisałam zgodnie z Waszymi wskazówkami do niej prywatną wiadomość 
co otrzymałam  w odpowiedzi "byłam świadoma jak wrzucałam zdjęcia Natalki. 
Nie widzę nic dziwnego w zdjęciu dziecka bawiącego się w baseniku.Pozdrawiam", 
nic więcej nie napisałam masakra :/
 I bądź tu człowieku mądry.
 Pamiętacie mój prezent na 30 i skok spadochronowy i pewnie słyszeliście o tragedii jaka miała miejsce w Topolowie,gdzie rozbił się samolot ze skoczkami spadochronowymi na miejscu zginęło 11 osób. W tym 4 osoby, które podczas mojego skoku miałam okazję poznać. Szczupłą blondynkę, której z twarzy nie schodził uśmiech, instruktora z którym skakałam w tandemie przystojny z niego mężczyzna, pilota, który wywiózł nas na 4 000 m i kolejnego instruktora, który tak strasznie dużo gadał, jak katarynka. Wszyscy młodzi,całe życie mieli przed sobą. Zginęli w niebie, podczas lotu nie skoku, gdzie spędzili duży kawałek swojego życia, w chmurach, które kochali. 
Życie jest takie kruche dziś jesteś jutro Cię nie ma do chwili obecnej nie mogę w to uwierzyć.

Szczypta o Mnie

czwartek, 3 lipca 2014

Nagość naszych milusińskich

Dziś koleżanka na fb wrzuciła filmik ze swoim synem 2 letnim. Filmik przedstawia gołego jej synka razem z pokazaniem tego co ma między nóżkami. Oburzył mnie ten filmik i napisałam komentarz:

"Filmik z pewnością zabawny i jego główny bohater, ale dla zamkniętego grona rodzinnego, bo ja jako matka w życiu bym nie wrzuciła w sieć tego filmiku, na którym widać roznegliżowane dziecko tak jak Pan Bóg je stworzył."

Posypały się chwilę potem komentarze i to oczywiście te złe w moim kierunku:

"Ledwo Co widać:) nie przejmuj się zawsze znajdzie się ten ktoś. ..."
 "Właśnie o to chodzi Chyba powinnam przeprosić w imieniu innych mam za dzieci biegające na golasa na plaży"
"XXX nie przejmuj się. Jak ktoś wytrzeszcza oczy i patrzy się tam gdzie nie powinien zamiast patrzeć na szczęśliwe dziecko to niech lepiej nie komentuje."

A tu już wymiana komentarzy pomiędzy mną, a moją koleżanką:

"Czyli rozumiem ze nie jestem dobra matka ? "

"Czy ja w swoim komentarzu napisałam słowo o tym, że jesteś złą matką ? Czytam jeszcze raz i nic takiego nie widzę, więc nie nadpisujmy ideologii. Wyraziłam swoje zdanie, do którego mam prawo i które może być odmienne od Twojego."

 "I vice versa  my mamy swoje zdanie ze nagość jest mało widoczna i komentarz ze " ja jako matka" coś oznacza"

"Czytasz to jak chcesz. To co lepszą formą było by jako człowiek, kobieta, a nie jako matka. To niech tak będzie jeśli ta forma lepiej brzmi. Napisałam jako matka bo w końcu matką jestem. Zdania swojego nie zmienię i podkreślam jest to moje zdanie. A wrzucając coś do sieci musimy nauczyć się i przyjąć do siebie to, że ktoś może mieć inny punkt widzenia i inne zdanie i nauczmy się je szanować, ja w żaden sposób nie czuję bym obraziła kogoś w tym komentarzu."

"Jeśli filmik mi nie pasuje to nie komentujmy prosta logika. A tak kupa bezsensownych długich komentarzy a bohater to tylko dziecko a nie goły dorosły facet"

"To Twoja logika nie moja co do komentowania. No właśnie dziecko. Ja myśląc jako to małe dziecko nie chciałabym aby wszyscy znajomi moich rodziców widzieli mnie na golasa jak miałam x lat. Może zapytasz się o to za parę lat syna
I ciekawe dwa artykuły w tym temacie 1 oraz "

"Hehe masakra please end of story "

Czy ja mam nie równo pod sufitem. A Wy jakie macie zdanie w tym temacie ?

Najświeższe informacje owa koleżanka co zrobiła usunęła mnie ze znajomych hahahhaha buhahahah nie mogę, wprost nie mogę uwierzyć, że ludzie mają tak nie równo pod kopuła i są tak beznadziejnie głupi. Napisałam do niej wiadomość:

"masakra Twoje zachowanie przeszło moje najmniejsze oczekiwania. Nie podobają Ci się komentarze do filmiku, co zrobić usuwam kogoś ze znajomych, zachowanie dzieci z podstawówki, albo jeszcze gorsze. Dodając te komentarze robiłam to w dobrej wierze masakra Włącz myślenie i szanuj zdanie innych."

Co otrzymałam w odpowiedzi:

"Proszę cie dobrze się znamy I aż mnie dziwi twoje zachowanie. Matka polka a kiedys hmmm"(kiedyś czytaj studenckie imprezy, alkohol to są te hmmm rzeczy)

Odpisałam znów jej i na tym poprzestanę obiecuję to sobie, bo ona jest pusta inaczej tego nie mogę nazwać:

"To co było kiedyś to było kiedyś i nie zamierzam wymazywać przeszłości bo niczego co w życiu 
robiłam dziś się nie wstydzę. Ja wciąż nie mogę wyjść z Twojego zachowania nie pasuje komentarz usuwam znajomego brawo gratuluję takiego myślenia, nie uważasz, że to płytkie. A ja podkreślam nikogo nie obraziłam w swoich komentarzach wyraziłam zdanie swoje. Ale widać, że jeśli ktoś ma inne zdanie to już nie jest moim znajomym, a właśnie powinnaś docenić ludzi szczerzy, którzy chcą dobrze, bo ja chciałam Ci zwrócić na istotny bardzo ważny temat przeczytaj sobie podesłane artykuły przez ze mnie i może zdanie zmienisz. I doceń ludzi prawdomównych, a nie fałszywych."

Odpowiedź:

"To jak chcesz pomoc to pisz wiadomości a nie krytykować innych. Plytkie zachowanie hmmm super. Nie podoba ci sie filmik to usunelam znajomych i koniec. A tak w ogóle to nie kolegowalysmy sie nigdy. Zadziwiające jest twoje zachowanie. Powinno się innych rozumieć. I proszę na twoją prośbę usunęłam filmik. Szanuj innych, a nie wciskaj swojego zdanie jako to najważniejsze i najbardziej słuszne. Inni maja swoje życie a nie maja robić tak ty uważasz."

Ja zgodnie z obietnica napisałam:
"I koniec w tym temacie. Życzę miłego dnia Trzymaj się !"

I tyle. Może Wy mnie podniesiecie na duchu, bo tracę takimi akcjami wiarę w ludzi.


Szczypta o Mnie

wtorek, 1 lipca 2014

HELLO DAY

Na samym początku bardzo, bardzo, bardzo Wam dziękuje za te miłe słowa otuchy, za maile, które spływają na moją skrzynkę, od razu robi mi się na serduszku cieplej i dzięki nim inaczej postrzegam świat. Dziękuje WAM z całego serca, że jesteście, nawet nie wiecie jakie to ważne :*

A teraz do sedna kobitki mam tyle zaległości tyle ostatnio się u nas dzieje by Wam o wszystkim opowiedzieć i to nie w jednym poście hurtem, a w kilku, bo są to rzeczy ważne, istotne, a nie błahe. Bo za nami wyjazd przedwakacyjny nad morzem, pobyt na działce, kolejne spotkanie na szczycie z jedną z blogerek, moja wygrana sesja lotnicza ... Ale od czegoś trzeba zacząć. Więc zacznę od początku chronologicznie wszystko poukładam.
Dziś będę chciała się z Wami podzielić moją kolejną kampanią, do której zostałam zaproszona dzięki portalowi Rekomenduj To i dzięki niemu otrzymałam paczkę ambasadorki z płatkami i owsiankami
HELLO DAY, która była pokaźnych i imponujących rozmiarów :)


A co znalazłam w paczce:
OWSIANKĘ I PŁATKI W 4 SMAKACH DO WYBORU:

ENERGY zawiera witaminę C, żelazo, które wspomagają uwalnianie energii, pełne ziarno, banana, guarana i mleko. Ambasadorem tej linii jest Bogumił Głuszkowski, dziewięciokrotny mistrz Polski w triatlonie.
FOCUS zawierają magnez, witaminę B, które wspomagają pamięć i koncentrację, pełne ziarno, truskawkę i mleko. Ambasadorem tej marki została Segritta, to jedna z najbardziej wpływowych blogerek w Polsce.
FIT zawierają błonnik żytni, który wspomaga zdrowe trawienie, pełne ziarno, mleko, błonnik, rodzynki i jabłko. Ambasadorem został Piotr Łukasik to lider stylu życia skupiający wokół siebie biznesmenów i artystów najwyższego szczebla.
GLAMOUR zawierają witaminę C i E, selen, które wspomagają piękno i urodę, pełne ziarno, mleko, maliny i kiwi. Ambasadorkom jest Karolina Malinowska polska gwiazda modelingu.

Czym się wyróżniają płatki i owsianki HELLO DAY. A no tym, że jest to produkt wysokiej jakości, starannie dobrane składniki oprócz witamin i minerałów zawierają pełne ziarno, duże owoce i pełnowartościowe mleko i co ważne produkty HELLO DAY posiadają barierowe opakowanie.
Opakowanie to gwarantuje doskonałą jakość produktu w każdych warunkach atmosferycznych. Skutecznie chroni przed temperaturą, wilgocią i obcymi zapachami, które to nie przedostają się do środka, pozwalając się zawsze cieszyć przepysznym smakiem. Więc jak widać opakowanie spełnia ważną rolę.
Płatki i owsianki HELLO DAY to idealne i pełnowartościowe śniadanie, które zostało zamknięte w pojedynczej porcji, którą w ekspresowym tempie otworzysz, zalejesz wrzątkiem i śniadanie gotowe. A powiedzmy sobie szczerze, że często w pracy nie dostarczamy naszemu organizmowi pełnowartościowego posiłku, często sięgamy po jakieś niezdrowe, zapychacze HELLO DAY są zdrowa alternatywą i co najważniejsze wystarczy gorąca woda i gotowe. Ekspresowe przygotowanie wartościowego posiłku, paczka HELLO DAY zmieści się w najmniejszej damskiej torebce, wrzucona do pracowniczej szuflady biurka zawsze będzie pod ręką. a gdzie możecie kupić HELLO DAY. A już Wam mówię w sieciach sklepów Małpka Express, frisco.pl, bdsklep.pl a koszt płatków i owsianki to 3 zł.

A Wy jak się zapatrujecie na przedstawione przeze mnie produkty HELLO DAY ?
Znacie ?
Jadłyście ?
Czekam na Wasze opinie ?



Szczypta o Mnie