Matczyna wściekłość, czyli złość, o której nikt nie mówi głośno

kwietnia 24, 2014

" Każdy z nas ją widział. Na parkingu, w sklepie, na ulicy. Stojącą na chodniku, wchodzącą po schodach. Krzyczącą matkę. Pełną złości kobietę z dziećmi.


Matczyna wściekłość. Temat tabu. Wywołuje poczucie winy - ogromne, nieporównywalne z niczym innym. I strach. Wstyd. Nikomu nie można się przyznać. Czy ta złość będzie ewoluować? "Krzywdzę moje dziecko. Dlaczego przestałam sobie radzić? Jak położyć temu kres?" - takie myśli nie dają spać spokojnie.

Matka krzycząca. Szarpiąca dziecko za rękę. W miejscu publicznym, w domowym zaciszu. Bezradna i przerażona siłą swoich zachowań w obliczu równie bezradnego i przerażonego jej zachowaniem dziecka. Zwykła matka. Taka jak ty, czy ja. Matka kochająca swoje dziecko, chcąca dla niego najlepiej. A jednak: coś w niej pękło. Może powiela zachowania swoich rodziców, chociaż zarzekała się nigdy tego nie robić. Może nie sypia, a może ma problemy w pracy. Może sypie się jej małżeństwo. Może ma za dużo na głowie. Może ma depresję. Przyczyn jej wściekłości może być wiele.

Pora porozmawiać o matczynej złości. To trudne, ale dzieci zasłużyły, żeby o tej wściekłości mówić głośno. Matki również."  czytaj całość

Tak zaczyna się ciekawy artykuł, do którego gorąco Was zachęcam. Bo jest to temat tabu, widzimy ją, wiemy, że jest wśród nas, ale nie mówimy o niej głośno, boimy się co powiedzą inni, przecież wyjdzie na to, że jestem złą matkę. A czy jestem złą matką ? Z pewnością kiedy wstępuje w nas zła matka, kiedy emocje opadną, targają nami wyrzuty sumienia, że jesteśmy złe, i składamy obietnice same przed sobą, że to było ostatni raz więcej się to już nie powtórzy, aż do następnego razu.
Lulcia do roku czasu była złotym, spokojnym dzieckiem, okres pierwszego buntu przyszedł w okolicach drugiego roku jej życia. Krzyki, histeryczny płacz, leżenie na podłodze i walenie rękoma i nogami o podłogę. A wszystko zaczyna się niewinnie. Słysze dobiegające wołanie z pokoju Lulci "Mamo oć". Idę i co Lulcia wskazuje mi miejsce na dywanie daje klocki i mówi "Mama nom" -Mama buduj dom, więc mama zaczyna budować równolegle buduje Lulcia, nagle jeden klocek nie chce wejść, baraszkuje się z tym małą chwilę, po czym rzuca klockiem, a chwilę potem całym zbudowanym domkiem moim jak i swoim, głośno krzycząc. Mama na spokojnie tłumaczy córci, że jak nie chce wejść, to niech poprosi o pomoc mamę, mama pomoże i razem odbudowujemy domek. Choć nie zawsze idzie tak gładko. Ubieramy się z Lulcią do żłobka i co przychodzi nagle wstępuje w nią mały chochlik, krzyczy, bo mama jej  założyła bluzkę, a ona chciała ją założyć, mimo, że nie potrafi, na nic się zdaję tłumaczenie i próba tego by wspólnie założyć bluzkę nie i koniec wstąpił w nią chochlik. Przy takich wybuchach jej złości krzyczy, histerycznie zaczyna płakać, czasem potrafi podejść i ugryźć, pociągnąć za włosy, odepchnąć mocno, uderzyć, uszczypnąć czy popchnąć. A najgorsze są sytuacje kiedy takie zachowanie przejawia w złości do mniejszego dziecka, bo stary da radę. Mama stara się tłumaczyć i rozmawiać, często kończy się to fiaskiem. I gdy do takich sytuacji dochodzą jeszcze inne jak wylanie mleka na dywan, ciągnięcie za uszy psa, ciągłe wołanie z prośbą chodź, przyjdź tu do mnie Lulinko, mama prosi, a ona sobie ze mną pogrywa śmieje się i ucieka, to w matce czasem zagotowuje się krew, zaczyna wszystko buzować i w matce coś pęka, zaczyna krzyczeć, czasem i się zdarzyło tej nie idealnej matce złapać mocniej za rękę i zaprowadzić do drugiego pokoju i zdarzył się też klaps. Wiem część z Was pomyśli o mnie źle, że jestem złą matką, że nie radzę sobie z emocjami, ale nie wierzę w to, ze żadnej z Was nie zdarzył się wybuch złości, w końcu matka też jest człowiekiem i ma prawo mieć gorszy dzień i nie odczytajcie tego jako moje tłumaczenie się z tematu, co to to nie. Zawsze po takiej akcji targają mną emocje, wyrzuty sumienia, że jakiś ze mnie istny potwór. Kocham swoje dziecko nad życie i chcę dla niego jak najlepiej i jestem tylko człowiekiem, który jak każdy z nas popełnia błędy. Takie wpadki się zdarzają nie często, ale są, ciągle nad tym pracuję i staram się zawsze znaleźć inną drogę, ale czasem czara się przelewa kiedy po raz enty z rzędu w ciągu 10 min mówię zamknij lodówkę. Czasem po prostu najnormalniej w świecie wysiadam przy mojej 3-letniej upartej (bo o jej upartości powiedziały nawet ciocie w żłobku) córce, po ciężkim dniu w pracy kiedy chcę chwilę usiąść odsapnąć kilka minut, a słyszę ciągłe buczenie Lulci i próba znalezienia przyczyny buczenia kończy się fiaskiem, bo to nie, tamto, nie i to tez nie pasuje. No cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo i kolorowo. Jeśli w domu jest małżowinka, a ja czuję, że krew mi zaczyna buzować idę i proszę jego, by zajął się Lulcią, często go jednak nie ma kiedy jestem z Lulcią do późna pracuje i wtedy chyba jedynie o pomoc mogę poprosić nasza sunię. 
I proszę Was wszystkie czytające, komentujące, nie osądzajcie, bo same kiedyś możecie znaleźć się w podobnej sytuacji ja też się zarzekałam klaps o nie, krzyki nie to nie są metody wychowawcze, ale często nasze wyobrażenia mijają się z rzeczywistością. Nie oceniajmy, a spróbujmy zrozumieć i porozmawiajmy, dajmy dobrą radę na przyszłość, by takiemu atakowi wybuchu złości dać upust by do niego nie doszło.



Na koniec powiem tak kocham moją Lulcię nad życie, nie jestem matką idealną, bo takich nie ma, ale najlepszą dla niej :*

Szczypta o Mnie

Może Cię zainteresować również

22 komentarze

  1. Ja tez krzycze chociaz wiem, ze krzyk jest moim objawem slabosci, bezradnosci... pomysl sobie, ze ja w domu mam dwie Lulki, bo Starszak ma juz bunt chyba od roku, a Mlody wlasnie zaczyna...stosuje kare "naughty step" czyli po polsku tlumaczone jako "karny jezyk". Niestety stosowana od 2 roku zycia, wiem Mlody jeszcze za maly. Staram sie tlumaczyc, staram sie zachowac spokoj... czasami jednak mnie to przerasta....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Miniu doskonale, że krzyk to objaw mojej słabości i bezradności. Wszystkie matki, które mają więcej niż jedno dziecko w niewielkiej różnicy wieku jak Ty podziwiam i składam im hołd. Starszak to ma teraz bunt trzylatka, młodszy dwulatka, soja drogą czy jest bunt czterolatka ? Ja tez często stosuje zasadę karnego jeżyka, ale wtedy Lulcia odstawiona na karne miejsce wychodzi z niego, skrada się do mnie i się śmieje z takiej kary. Zobaczymy może coś wniesie czytana obecnie przeze mnie książka.

      Usuń
  2. Krzycze i ja. Nie zebym byla z tego dumna, staram sie jak moge byc opanowana, ale czasami cos we mnie puszcza. Nastepnie sa tradycyjne wyrzuty sumienia i karcenie sie w duchu, ze jestem zla matka. Steffi wkracza w okres buntu dwulatka, od kilku miesiecy jest ciagle na ''NIE'', ale sprobuj ty matko powiedziec mu nie. Reaguje na nie krzykiem i ostentacyjnym rzuceniem sie na podloge. Jesli jestesmy w domu nie siluje sie z nim, zostawiam go aby odstawil swoja scene.Najgorzej jest gdy ja sie staram a jego nic nie jest w stanie zadowolic i ryk i kopanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jak jest atak szału demonstrowany przez Lulcie w domu raz podejmę próbę reakcji, jeśli spełznie na niczym zostawiam ją niech odstawi swoja scenę, w każdym razie jestem blisko.

      Usuń
  3. Mój krzyk czasem słychać pewnie w promieniu 1km ;) chociaż syn potrafi głośniej :) po cichu powiem, nie chwaląc, że w ciągu ostatniego miesiąca mieliśmy tylko jedną scenkę. Resztę albo udaje się przewidzieć i załagodzić na początku, albo uspokoić awanturnika w ciągu kilku minut. Nie jestem idealna, zdarzyło mi się dać klapa, czy zaciągnąć za rękę np do samochodu. Nie będę oceniać, bo wiem że ludzi idealnych nie ma. Grunt to być świadomym swoich słabości i nad nimi pracować. W końcu rodzicielstwo to nie tylko wychowywanie dziecka, siebie też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "W końcu rodzicielstwo to nie tylko wychowywanie dziecka, siebie też :)" Trafnie to napisałaś, mądre słowa :)

      Usuń
  4. Czytałam artykuł. 100% racji w nim jest. W Twoim poście jest 1000% racji. Gratuluję odwagi :) Nie jestem sama w tej kwestii, ale tak staram się każdego dnia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wiać jest nas więcej. Tak więc będziemy się starać we dwie,w grupie raźniej.

      Usuń
  5. Moja cóa ma 11 mc i już chyab przechodzi bunt...bo pokazuje nerwy swoje, humorki , wszystko jest na nie, złe i wogóle chce postawić na swoim stale np. dostać pilota- jak niedostanie płacz jakby ją obdzierano ze skóry.....nieiwem jaka będzie za kilka miesięcy, ale już teraz czasem brak mi sił i krzykne na nią czy nawet odstawię w kont czy do krzesłka do karmienia i wyjde np. do pokoju czy łazienki by się uspokoić i niewybuchnąć nerwowo na małą....ja wychowałam się w ciepłym domu ale czasem dostałam klapsa i niewpłyneło to na mnie jakoś negatywnie (w sensie na psychike czy na stosunek do rodziców), wiem że wielu rodziców zarzeka się,że niedaja klapsa, ale i tak to robi, i wiem że może kiedyś się zdarzyć,że i odemnie mała dostanie z czego napewno niebęde zadowolona....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również się wychowywałam w domu spokojnym, ciepłym i podobnie jak Ty dostałam klapsa, ale też nie uważam by to zmieniło coś we mnie jako w człowieku. Lulcia też mnie wystawia na próbę przetrwania jak choćby kiedy przychodzi pora snu, kładę ją do łóżeczka i się zaczyna: Mama siusiu, mama pupa, mama piciu, mama wowa, mama memo, mama mino bach, mamo adzio, mamo budzi, mamo ke, mamo sro i owo, a ja tak kursuję milion pięćset sto dziewięćset razy między pokojem Lulci, a salonem. I wtedy moja cierpliwość jest na granicy wytrzymałości, ale daję radę. W końcu kto jak nie ja.

      Usuń
  6. Kochana to co my teraz przechodzimy z chora Maja to istne piekiełko, na szczęście mąż wziął urlop bo bym rady nie dała, między dziwnymi skurczami, zgagą a Maja któa wciąż sie czegoś domaga... ale wiesz co... przeczytaj sobie książkę dla dzieci "Grzeczną" - idz do empiku, księgarni.. i przczytaj .. ona mnie ostatnio ratuje z opresji... daj znać o swoich przemyśleniach, ja miałam posta pisać - może innym razem... a tu masz linka
    http://mamaczyta.pl/raczej-na-powaznie/o-dziewczynce-ktora-zniknela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę dodaje do swojej listy i zobaczymy czy mnie tez uratuje z opresji :)

      Usuń
  7. Myślę sobie, że każdemu czasem mogą puścić nerwy. W końcu mama to też tylko człowiek, a nie jakiś robot bez emocji. To co wydaje mi się ważne, to starać się by te nerwy puszczały jak najrzadziej, by krzyk czy szarpanie były sporadyczne, a nie regułą. Ty zła matka?! Chyba Ci dam klapsa jak się spotkamy za takie teksty. Znam jedną złą matkę - moją teściową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Ala oby teściowa tego nie czytała heheh :/ I Ala proszę nie bij :)

      Usuń
    2. Wiesz nawet gdyby czytała to pal licho.

      Usuń
    3. To widzę, że lubisz teściową :)

      Usuń
    4. Za to ona lubi mnie. Ale to dlaczego uważam ją za czyste zło (z resztą mój mąż-jej syn też), to nie jest historia na komentarze. Jak się spotkamy, to może coś więcej opowiem.

      Usuń
  8. Ja krzyczę dość często, a raczej głośno mówię , bo inaczej nikt nic nie usłyszy. Jak wpadam w furie i się drę bo coś zazwyczaj starszy wykombinował to słuchają wszyscy, nie raz sąsiedzi mówili że krzykiem nic nie wskuram, że pasa trzeba. Ja wolę pokrzyczec potem mi przejdzie i rozmawiamy na spokojnie. Chłopcy tłumacza to wahaniami hormonów lub tymi dniami. Ale bez poważnego powodu nie krzyczę i to wiedzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie póki co od sąsiadów "złotych rad" nie słyszałam, i mam nadzieję, że nie usłyszę. Ja też krzyczę tylko jak mam powód choć chciałabym w ogóle nie krzyczeć.

      A tak w ogóle witam Cię u siebie :)

      Usuń
  9. Nie ma złych matek, są tylko bezradne kobiety. I nie ma matek idealnych, choć każda z nas chciałaby taką być :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Mądre słowa zapisuję :) I witam Cię u siebie :)

      Usuń
  10. Brawo, Szczypto! Czytam wlasnie-do porannej kawki (nareszcie odzyskałam zdolność odczuwania smaku)- świetnie napisane. Oj, prawda. Swięta prawda. Krzyk, bezradnosc, no i MEGA poczucie winy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Skoro już do mnie zawitałeś, miło będzie jak zostawisz ślad po sobie.
Chętnie poznam Twoją opinię.

Flickr Images