do 30 nie doczekaliśmy

lipca 16, 2013

Do 30 czerwca nie doczekaliśmy, 8 dni przed 22 czerwca wszystko się zaczęło, niespodziewanie, zaskoczyło nas podczas snu o 2:38 odeszły mi wody, chlusnęło na łóżko, obudziłam krzykiem męża, że wody mi odeszły, zerwał się jak poparzony, zapalił światło i stwierdził, że wody są przezroczyste nie zielone i chyba czop śluzowy tez mi wypadł :) W trymiga zszedł na dół przyniósł mi ręcznik  i z ręcznikiem między nogami zaczęłam schodzić na dół, usiadłam na krześle w kuchni i ja z jasnym umysłem wysłałam męża by poszedł na parking po samochód. Wybiegł jak wystrzelony z procy, a ja siedząc myślałam czy wszystko mam spakowane. Mąż przyszedł w tempie ekspresowym, ja ubrałam sukienkę i z ręcznikiem między nogami wymaszerowałam do auta. W aucie nastąpiło drugie chluśnięcie wód. Do szpitala dojechaliśmy błyskawicznie taka pora więc nie ma co się dziwić. Pod szpitalem chwilę czekaliśmy aż zostaną nam otworzone główne drzwi, a potem trochę zeszło za nim zszedł na IP lekarz i pielęgniarka, byli zaspani. Na IP przebrałam się w piżamę, został mi wsadzony welflon, który zaspana pielęgniarka nie umieściła go prawidłowo cała ręka mnie bolała, mimo, że jej tłumaczyłam, że mnie boli ona twardo twierdziła, że chwilowo musi tak być. Lekarz wypisał kartę, zbadał rozwarcie 2 cm i zostałam zaprowadzona na porodówkę. Na porodówce byłam jedyna łóżko dostałam zaraz przy drzwiach, pielęgniarka tu urzędująca męża odesłała z kwitkiem do domu, bo nie ma co tu sterczeć bo trochę czasu jeszcze upłynie. Ja zostałam sama próbowałam zasnąć, ale emocje był tak silne, że mimo zmęczenia oka nie zmrużyłam. Kiedy przyszła ranna zmiana zostałam podłączona pod ktg, po ktg poszłam wziąć prysznic i czekałam na rozwój wypadków. Niestety nic się nie posuwało na przód. Akcja stała w miejscu, skurcze minimalne, brzuch pobolewał jak na @. W międzyczasie zapytano mnie czy chcę mieć lewatywę, byłam na tak, kto miał ten wie. Ok 10 przyjechał mąż mimo, że nie dzwoniłam do niego, ale nie mógł wysiedzieć w domu, w drodze na porodówkę spotkał położną, z którą mieliśmy przyjemność rozmawiać podczas zwiedzania porodówki i ona poinformowała mnie, że żona będzie mieć kroplówkę. Kiedy tą radosną nowinę przekazywał mi mąż ja jeszcze o niczym nie wiedziałam. I racja chwile później ok 11 zostałam podłączona pod kroplówkę z oksytocyną. Kroplówka schodziła pomału, skurcze z godziny na godzinę przybierać zaczęły na sile. Ok godziny 13 zwróciłam się do męża by poszedł po znieczulenie. Podreptał jednak znieczulenia nie otrzymałam, ponieważ by cofnęło akcję porodu i mogło by zaszkodzić dziecku, bo rozwarcie równe było 8 cm, dostałam jedynie czopki przeciwbólowe, które nie za dużo pomogły. Podczas całego porodu starałam się jak najmniej leżeć, a jak najwięcej być aktywna. Spacerowałam po korytarzu, podczas skurczów oddychałam tak jak uczyliśmy się w szkole rodzenia, nie krzyczałam by nie tracić siły. Nie zapomnę momentu kiedy spacerowałam korytarzem z kroplówką i plamiłam kropkami korytarz na co mój mąż przestań chodzić brudzisz korytarz, jak się uniosłam to aż dziwie się, że znalazłam siłę i powiedziałam, że posprzątają w końcu rodzę, więc chyba to jest normalne. Kolejna akcja kiedy wykrzyczałam na męża to kiedy po raz setny z rzędu proponował mi wodę do picia wiem, wiem, że w dobrej wierze, ale tak strasznie mnie to wkurzało, ciągłe pytanie, a może chcesz wody. I tak ostatnią godzinę porodu spędziłam siedząc na toalecie tam było mi najlepiej i najwygodniej. Z toalety w towarzystwie położnej przeszłam na fotel z wielkim trudem się tam wdrapałam i zaczęłam zgodnie ze wskazówkami położnych współpracować i przeć kiedy trzeba było. I tak z 3 -5 parć i punktualnie o 15 usłyszeliśmy płacz naszego dziecka, płacz naszej córci. Nie opisana byłą nasza radość kiedy usłyszeliśmy, że mamy córkę w głębi duszy tak bardzo we dwoje pragnęliśmy córeczki i właśnie nasze marzenie się spełniło. Córcie położono mi na brzuszku i leżałyśmy tak szczęśliwe. Mąż był ze mną, trzymał mocno za rękę, dopingował i był wielkim oparciem, nieocenionym. Potem córcie wzięli na ważenie, mierzenie, etc, a ja miałam tą przyjemną część rodzenie łożyska i zszywanie, byłam nacinana. Córcia ważyła 3 250 gr mierzyła 58 cm i otrzymała 10 pkt. Położne dwa razy ją ważyły i mierzyły bo nie chciało im się wierzyć, że tak długie dziecko tak mało waży, zazwyczaj takie długie dzieci ważą ok 4 kg. Potem nastąpiło 2 godzinne leżenie, pierwsze karmienie i napajanie się chwilą. Po 2 godzinach zostałam przewieziona na salę poporodową z innymi mami i dziećmi, u nas na sali była same babki :) Tatuś odprowadził nas do drzwi, na salę mu nie wolno było wejść. I z perspektywy czasu uważam to za dobre rozwiązanie kobiety mogły swobodnie leżeć, nie czuły się skrempowane obecnością obcych ludzi, odwiedziny były na korytarzu na krzesełku, a dzidziusie zostawały na sali w łóżeczkach. Były bardzo przestrzegane te zasady ze względu na zachowanie najwyższych norm. Opieka w szpitalu oceniam na najwyższym poziomie, położne pomagały, doradzały podczas przewijania, karmienia, obchód lekarz był dwa razy dziennie zarówno pediatryczny jak i ginekologiczny. I tak po 3 dniach pobytu w szpitalu wyszłyśmy do domu.


Szczypta o Mnie

Może Cię zainteresować również

14 komentarze

  1. 58 cm...jaka duża! Lubię czytać szpitalne/ porodowe wspomnienia.
    Pięknie wyglądałaś!
    Cudny brzuszek!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. heh post czytaliśmy razem :D powspominaliśmy, że u nas to tak szybko poszło, że mnie Skarbik nie zdążył wkurzyć :D. może jest to dobre rozwiązanie, ale gdyby u nas tak było, to chyba z miesiąc dochodziłabym do siebie. jak Mąż przychodził, ja momentalnie usypiałam i regenerowałam siły :) poród miałam szybki, ale później to była masakra :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No to spora panna się urodziła :) zazdroszczę wszystkim kobietą przy których był mąż przy porodzie, ja bardzo chciałam, ale niestety nie było takiej możliwości

    OdpowiedzUsuń
  4. pieknie wygladalas w ciazy:)) fajne zdjecia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. 58 to tak jak Majula :) a sesją ciążowa- fajna pamiątki. Mnie już brakło na to sił i ochoty

    OdpowiedzUsuń
  6. :) A w jakim szpitalu rodziłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Rydygiera. Wybrałam ten szpital ponieważ jako jedyny w naszym mieście ma przyznany status Szpital Przyjazny Dziecku co oznacza, że kładą ogromny nacisk na karmienie piersią zresztą przy szpitalu działa poradnia laktacyjna, z której też miałam przyjemność korzystać. I wiem, że kolejny poród też wybiorę się do tego szpitala. Ja polecam.

      Usuń
  7. Wysoka i szczuplutka Niusia :) i tak jej zostało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt do dziś jest długa a chudziutka :)

      Usuń
  8. Z taka figura kariera modelki gwarantowana :) Zazdroszcze sesji z brzuszkiem, ja w ciazy mam zaledwie kilka zdjec...wiecej nie zdarzylam :( Moze w kolejnej uda sie nadrobic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewcia zawstydzasz mnie z tą figurą tu ważyłam ponad 83 kg, więc raczej do figury modelki mi daleko, ale dziękuje za miłe słowa :)

      Usuń

Skoro już do mnie zawitałeś, miło będzie jak zostawisz ślad po sobie.
Chętnie poznam Twoją opinię.

Flickr Images